Ten artykuł to zwykłe brednie. Sadownicy wcale nie mają się tak źle, jak próbują to przedstawiać. Ci, którzy gospodarują od dwóch czy trzech pokoleń, dorobili się ogromnych majątków — mają po 3–4 mieszkania na wynajem w dużych miastach, w garażach stoją nowe Fendty za 780 tysięcy złotych, do tego posiadają duże udziały w grupach producenckich.
Wystarczy spojrzeć na dane z ARiMR — przy każdym naborze wniosków o wsparcie inwestycyjne spływa po 20 tysięcy aplikacji. Gdyby w tej branży rzeczywiście było tak tragicznie i nieopłacalnie, nikt nie ryzykowałby ani złotówki na nowe inwestycje.
Zobaczcie też, co się dzieje przy samych nasadzeniach: ceny sadzonek jabłoni przekraczają 30 zł za sztukę, a sadzi się po 5 tysięcy i więcej na hektar. Wszędzie przybywa nowych siatek antygradowych, a na opryskiwacz od Dominiaka za 150 tysięcy złotych czeka się w kolejce po półtora roku.
Więc pytam: gdzie tu jest ta bieda? Ocknijcie się wreszcie i przestańcie zakłamywać rzeczywistość!


