Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem
2018_Agrosiemx_Imidan
GATUNKI SADOWNICZE: Wiśnia - agrotechnika

wiśnia: brak kwitnienia

siedem
dołączył: 23.06.2017 12:41 wiadomości: 23
#53999
01.05.2018 16:54
siedem

Pomyślałem że zapytam, bo nie mam pojęcia co się stało i jak na to zareagować. Otóż połowa sadu łutówki mi po prostu nie zakwitła. 4-5 letenie wiśnie chyba najbardziej niezawodnej jeśli chodzi o kwitnienie i owocowanie odmiany, które właśnie powinny dawać najlepszy plon, u mnie wyglądają jak po pożarze. Nawet nie wiem jak się do tego odnieść. W zeszłym roku wszystko kwitło pianą, choć potem g. z tego było - wiadomo, siła wyższa, ale teraz? W okolicy nawet najbardziej zapomniane i zapuszczone sady kwitną wściekle, a u mnie jest dramat, mimo że warunki wydawało by się idealne. Ciekawe jest to, że sad leży na łagodnym wzniesieniu i tam gdzie robi się wyżej, kwitnienie jest normalne, wręcz obfite. Niżej nie ma praktycznie nic. Czyżby tu była przyczyna? Ale jaki to ma sens, skoro w poprzednich latach wszystko kwitło normalnie, a zimy bywały dużo sroższe. Na drzewach jest moc jednorocznych długopędów, na tych długopędach z kolei jest na gęsto pąków które powinny być i wyglądają jak kwiatowe, tyle że... nie ma w nich kwiatów. Pojedyncze kwiatki pojawiają się jedynie na końcach jednorocznych przyrostów i miejscami ciut więcej w środku korony, na pędach 2-3 letnich. Nie mam nawet za bardzo pomysłu, żadnego punktu zaczepienia co może być przyczyną tego stanu rzeczy, a chciał bym bardzo wiedzieć co robić w przyszłości by podobna sytuacja się nie powtórzyła. Wiem natomiast że jeszcze się dobrze nie zaczął sezon wegetacyjny, a ja już wiem że kolejny rok będe dokładał do biznesu, bo owoców ze zdecydowanie najlepszej (wydawało by się) kwatery, zbiorę mniej jak rok temu, gdy wymroziło mi minimum 90% kwiatu. Ktos ma jakiś pomysł? Zdjęcie z "pełni kwitnienia"...

cytuj
kodek
dołączył: 26.02.2009 19:57 wiadomości: 188
#54000
01.05.2018 17:44
kodek
siedem, 2018-05-01 16:54, napisał:

Pomyślałem że zapytam, bo nie mam pojęcia co się stało i jak na to zareagować. Otóż połowa sadu łutówki mi po prostu nie zakwitła. 4-5 letenie wiśnie chyba najbardziej niezawodnej jeśli chodzi o kwitnienie i owocowanie odmiany, które właśnie powinny dawać najlepszy plon, u mnie wyglądają jak po pożarze. Nawet nie wiem jak się do tego odnieść. W zeszłym roku wszystko kwitło pianą, choć potem g. z tego było - wiadomo, siła wyższa, ale teraz? W okolicy nawet najbardziej zapomniane i zapuszczone sady kwitną wściekle, a u mnie jest dramat, mimo że warunki wydawało by się idealne. Ciekawe jest to, że sad leży na łagodnym wzniesieniu i tam gdzie robi się wyżej, kwitnienie jest normalne, wręcz obfite. Niżej nie ma praktycznie nic. Czyżby tu była przyczyna? Ale jaki to ma sens, skoro w poprzednich latach wszystko kwitło normalnie, a zimy bywały dużo sroższe. Na drzewach jest moc jednorocznych długopędów, na tych długopędach z kolei jest na gęsto pąków które powinny być i wyglądają jak kwiatowe, tyle że... nie ma w nich kwiatów. Pojedyncze kwiatki pojawiają się jedynie na końcach jednorocznych przyrostów i miejscami ciut więcej w środku korony, na pędach 2-3 letnich. Nie mam nawet za bardzo pomysłu, żadnego punktu zaczepienia co może być przyczyną tego stanu rzeczy, a chciał bym bardzo wiedzieć co robić w przyszłości by podobna sytuacja się nie powtórzyła. Wiem natomiast że jeszcze się dobrze nie zaczął sezon wegetacyjny, a ja już wiem że kolejny rok będe dokładał do biznesu, bo owoców ze zdecydowanie najlepszej (wydawało by się) kwatery, zbiorę mniej jak rok temu, gdy wymroziło mi minimum 90% kwiatu. Ktos ma jakiś pomysł? Zdjęcie z "pełni kwitnienia"...

Może licinek

cytuj
dom7inik
dołączył: 24.03.2014 17:03 wiadomości: 64
#54016
02.05.2018 10:03
dom7inik

tez mi wygląda na licinka

cytuj
siedem
dołączył: 23.06.2017 12:41 wiadomości: 23
#54023
02.05.2018 14:04
siedem

Mi też wyglądało, ale licinka w poprzednich latach nie zaobserwowałem nigdy, skąd miał by się więc wziąć w takim aż natężeniu?

Na wszelki wypadek rozdłubałem jednak z 50 pąków. Gąsienicę licinka faktycznie znalazłem, ale w jednym tylko pąku, strzelał bym więc że to jednak nie to... 

cytuj
rewers
dołączył: 21.10.2016 20:23 wiadomości: 210
#54027
02.05.2018 20:22
rewers

Według mnie mróz. zwłaszcza że jak twierdzisz to na obniżającym się terenie.  Warto przeanalizować nawożenie azotowe w zeszłym roku i ochronę od drobnej plamistości. Jeśli dostały dużo azotu, a liście spadły przed czasem to mogły dostać  mrozem w lutym/ marcu. Jeśli liście spadły za wcześnie to ciepła i bardzo długa jesień mogła też pobudzić pąki do rozwoju co osłabiło je wystarczająco żeby zmarznąć.

Nie wiem jak ze sniegiem i wiatrem u Ciebie było, ale przy tych największych mrozach w niektórych rejonach Polski trochę wysmalało

cytuj
Guzik
dołączył: 02.05.2007 17:46 wiadomości: 143
#54039
03.05.2018 06:55
Guzik

Jeśli to "dołek" i mało przepuszczalny grunt to może za wysoki poziom wód się utrzymywał w zeszłym sezonie?? Wiśnia tego nie lubi i sposób podobny reaguje?

cytuj
siedem
dołączył: 23.06.2017 12:41 wiadomości: 23
#54055
03.05.2018 19:54
siedem

Na wysoki poziom wód gruntowych bym nie stawiał, bo choć w ubiegłym roku woda tam faktycznie trochę stała, to było to jeszcze przed ruszeniem wegetacji, ta zaś, jak i kwitnienie, były bez zarzutu. Poza tym te objawy dotyczą również drzewek ledwie rocznych, sadzonych za wypady, a one mają korzenie jeszcze bardzo płytko.

Teoria z mrozem ma natomiast sens. Dziwne to o tyle, że zima była w tych stronach łagodna, nie licząc nawrotu z paronastoma stopniami mrozu już w późnym marcu. Czyżby wtedy? Ma to sens o tyle że faktycznie w najgorszym stanie są gałązki położone nisko na drzewach. Tam nie tylko nie było kwiecia, ale i nierzadko jest problem z wystartowaniem nawet szczytowego pąku liściowego. Na najwyższych drzewach kwiecia się trochę ostało - ale wyłącznie na szczytach. Podobnie z młodymi - te dosadzane ostatniej jesieni na górce mają już blisko 10cm przyrosty. Niżej cięzko powiedzieć czy w ogóle ruszają. Roczne - na górze był biały obłoczek z zieloną kitą na końcu każdego pędu, na dole 7 wątłych zielonych kitek na drzewko i zero jakiegokolwiek białego pąka, mimo że drzewa z tej samej szkółki, sadzone w jeden dzień i zeszły sezon zakończyły w podobnie dobrej formie. Ehh, w życiu bym nie pomyślał że tak słaba zima może tak dowalić, ale wychodzi na to że to jednak to...

Przy okazji zapytam grzecznie o jeszcze jeden problem. Srebro mi psiakrew dodatkowo wyłazi i to oczywiście nie na najgorszych bazylach, które trzymam sam nie wiem po co, tylko na największych, najładniejszych i dotychcas wydawało by się najzdrowszych drzewach... Jakie są wasze doświadczenia? Rwać natychmiast czy można zaryzykować i poczekać do jesieni? O tyle wołał bym czekać, że u mnie sucho się robi, gleba trzyma jak imadło, strasznie dużo korzeni urwę, ale jeśli czekanie miało by oznaczać że będę rwał dwa razy więcej, to pies tam trącał te korzenie...

cytuj
Guzik
dołączył: 02.05.2007 17:46 wiadomości: 143
#54056
03.05.2018 20:33
Guzik

Srebro na liściach to nie powód do paniki, gorsze są drzewa gdzie wyłazi grzybnia na miejscach po grubszym cięciu czy pieńkach.

Spokojnie zrobisz z tym porządek po zbiorach, ewentualnie dobrze zaznacz opanowane drzewka i przytnij je by nie ocierały się o sąsiadujące zdrowe.

cytuj
siedem
dołączył: 23.06.2017 12:41 wiadomości: 23
#54080
05.05.2018 01:23
siedem

O srebrzystość pytam bo ciekaw jestem jak z tą chorobą postępują inni. Według literatury to wiadomo - oznaczać i czekać, przy czym ciąć osobno, a jak porażenie postępuje i usychają gałęzie to usuwać. Spotkałem się też jednak z opiniami że drzewa z oznakami srebra powinno się rwać jak najszybciej, bo według niektórych grzyb zostaje w ziemi, przez co młode drzewo posadzone na tym miejscu też się wysrebrzy, a są też i tacy co twierdzą że srebrzystość przenoszą nawet pszczoły z pyłkiem...

Jak jest naprawdę - nie wiem. Wiem jednak że w ubiegłym roku z rwaniem srebrnych drzew czekałem do jesieni i w tym roku srebra mam znowu tyle samo albo i więcej, przy czym większość to drzewa sąsiadujące z tymi srebrnymi wyrwanymi na jesieni... Zastanawiam się na ile to przypadek, a na ile to cholerstwo faktycznie się tak sprawnie przenosi, mimo braku karp czy pni z wyłażącym zeń grzybem. 

cytuj
kaktus
dołączył: 08.05.2012 08:57 wiadomości: 186
#54178
07.05.2018 23:59
kaktus

Srebrzystość to koszmar,usuwanie niewiele daje, nowonasadzone w miejscach po porażonych drzewach w 80 % zostają porażone.

cytuj
2018_Yara_domyslny

Ostatnio na forum

instagram