Jabłek w sadach nie brakuje, ale sadownicy coraz częściej pytają, czy ich zbiór w ogóle się opłaca. Ceny jabłek w skupach spadają, a koszty pracy, paliwa i przechowywania owoców rosną.
Producenci jabłek mierzą się także z zagraniczną konkurencją i brakiem pracowników sezonowych - informuje kielce.tvp.pl
W gospodarstwie sadownika Rafała Kędziory w tym roku jabłonie obrodziły. Problemem jest jednak cena jabłek w skupie, niższa niż rok temu.
– Coraz trudniej jest, a ten rok jest całkowicie porażką. Tutaj w skupie ceny 68, 65 i 63 grosze. Zależy od skupu i danego regionu. I my nie wiemy, od czego to zależy – ocenia Rafał Kędziora, sadownik z gminy Obrazów.
Problem wraca co roku. Sadownicy podejrzewają, że niskie ceny mogą być efektem zmowy cenowej.
– Kiedy się sezon zaczyna, to albo zakłady mają awarię, albo ewentualnie robią to tak wolno i dokładnie. Zaczynają być kolejki i wtedy cena jest w dół – mówi Krzysztof Tworek, sadownik i wójt gminy Obrazów.
Nie maleją za to ceny w sklepach. Za owoce konsument musi zapłacić kilka razy więcej niż w skupie. Ekonomiści tłumaczą, że w ostatnich latach wzrosły wynagrodzenia, podatki, koszty transportu oraz energii, a więc także przechowywania zbiorów.
– Ktoś te koszty musi ponieść. Pokrywa je klient końcowy, a te koszty ponosi pośrednik. W takim wypadku on niechętnie będzie dzielił się swoją marżą z producentem i obniżał ceny klientowi – wyjaśnia ekonomista Piotr Hnidan.
Na niskie ceny w skupach wpływa również zagraniczna konkurencja. Jak wskazują eksperci, na rynku dostępnych jest coraz więcej jabłek z Turcji i Chin.
– Z Chińczykami przez długi czas było dobrze, ponieważ Chińczykom głównie wychodziły słodkie jabłka, a na koncentraty klient wolał te kwaśniejsze, ale widać, że się uczą – zaznacza Piotr Hnidan.
źródło: kielce.tvp.pl








Najnowsze komentarze