Sadownicy nie śpią po nocach, tylko palą ogniska i zerkają na termometry. Praktycznie w całej Polsce trwa nierówna walka z naturą. — Przymrozki dają się we znaki — opowiada "Faktowi" Filip Kaczorowski, który martwi się o rodzinny sad czereśniowy. Prognozy nie napawają optymizmem, bo najtrudniejsza ma być noc z 29 na 30 kwietnia.
— Jedynym sposobem ogrzania naszych czereśni jest palenie ognisk nocami, ewentualnie zadymienie — wylicza sadownik Filip Kaczorowski. — Trzeba walczyć — zapewnia
— Prowadzimy mały, rodzinny interes na Wielkopolsce. Na 1,2 hektara mamy ok. 700 drzew, wszystko to czereśnie — opowiada Filip Kaczorowski..
W sadzie nerwowo, bo przymrozki oznaczają dotkliwe straty finansowe. — Patrząc na inne województwa, nie jesteśmy aż tak bardzo poszkodowani, ale boimy się czwartku. Największy chłód ma przyjść właśnie w nocy ze środy na czwartek — wyjaśnia rozmówca "Faktu".
Ostatnia noc była spokojna, ale to już nasze czwarte czy piąte palenie ognisk w tym sezonie — opisuje pan Filip.
— Zaczęliśmy, kiedy było minus osiem stopni — pąki akurat zaczynały rozkwitać. O stratach będę mógł powiedzieć coś więcej koło majówki. Na chwilę obecną ciężko mi podać konkretne informacje — dodaje wielkopolski sadownik.
źródło: fakt.pl / Czytaj całość na fakt.pl








Najnowsze komentarze