Jak co roku przewidywalne działania firm przetwórczych, z dominującą na rynku, a jakże, jedną z firm niemieckich, by „wydoić” rolników-sadowników.
A jak sadownicy będą się buntować, płakać i biadolić, że zbankrutują, to niech im państwo z budżetu dołoży. Jakże to przewidywalne. Państwo, patrz rząd, najczęściej z powodów politycznych coś tam na otarcie łez dołoży, tylko trzeba postawić pytanie, czy w ten sposób wspiera sadowników, czy firmy tych sadowników okradające?
Czy nowy minister coś z tym zrobi? Czy spróbuje podjąć niestandardowe działania? Czy jak inni, może poza moimi działaniami w 2018 roku z jabłkami, stwierdzi, że nie da rady nic zrobić, bo Unia nie pozwala?
źródło: FB – Jan Krzysztof Ardanowski
Jan Krzysztof Ardanowski przypomina, że elementem stabilizowania rynku miała być Krajowa Grupa Spożywcza, którą za jego szefowania w ministerstwie rolnictwa nazywano umownie holdingiem spożywczym.
- Mogłaby prowadzić działalność na niewielką skalę na poszczególnych rynkach rolnych, ale poprzez nawet niewielki udział w rynkach, te rynki stabilizować. Nic w tej materii się nie dzieje i absolutnie nie ma jakichś planów, również obecny rząd, żeby w tym kierunku zmierzać.
Polityk zwraca uwagę na import produktów rolnych zza wschodniej granicy.
- Jest wielki, narastający problem i nie było to czarnowidztwo, kiedy mówiłem o zagrożeniach żywnością z Ukrainy. W tej chwili obserwujemy choćby na rynku owoców miękkich. Import z Ukrainy owoców mrożonych, może w tym roku nieurodzaje na Ukrainie go zmniejszą, ale niszczy polski sektor owoców miękkich. Na dodatek całkowicie cyniczna gra firm skupowych i przetwórczych, w większości w rękach zachodnich czy zagranicznych, bo choć dominuje firma niemiecka, to również istotna jest firma ukraińska.
Były minister podaje przykład aktualnej sytuacji zapotrzebowania na owoce miękkie spowodowanego niskimi zbiorami w Europie, wyczerpaniem się zapasów, także ogromne potrzeby rynku niemieckiego na owoce miękkie.
- Polska mogłaby być liderem, tym głównym dostarczycielem owoców miękkich dla Europy, bo mamy potencjał, który należałoby wykorzystać. Jednak na rynku następuje koncentracja przetwórstwa. Dominują firmy zagraniczne. Polskiego kapitału zostało w przetwórstwie ok. 20%. Dlatego firmy dominujące mogą sobie pozwolić na nieuczciwe wykorzystywanie swoich przewag. To w Polsce zbijają ceny poniżej kosztów wytwarzania wykorzystując zmowy cenowe i przewagi kontraktowe. Prowadzą różnego rodzaju gry na obniżanie cen płaconych rolnikom, jak choćby w tym roku z porzeczkami, wykorzystując pretekst obniżenia dopuszczalnego poziomu pozostałości jednego z powszechnie stosowanych insektycydów i natychmiast wymuszając niższą cenę zakupu porzeczek.
- Według informacji medialnych te kupione tanie owoce idą na tą samą linię produkcyjną. Czy państwo powinno „umywać ręce”, czy podejmować działania stabilizujące rynki rolne? Oczywiście powinno działać. Uważam, że rząd powinien wrócić do mojej koncepcji krajowej grupy spożywczej, która zajmowałaby się faktycznie przetwórstwem, handlem, w tym eksportem, pomagając rolnikom, a nie żyjąc sama dla siebie, jak to ma miejsce w tej chwili.
- Niestety, poprzedni rząd PIS nie chciał takiego, proponowanego przeze mnie mechanizmu stabilizacji rynków i mówię to ze smutkiem. Czy obecny będzie chciał podjąć mechanizmy rynkowego wsparcia rolników? Nie wiem, ale obawiam się, że dalej będzie zależny od różnych lobby przetwórczych, a wspieranie rolników-producentów będzie tylko w sferze propagandy.
źródło: strefaagro.pl / Czytaj całość na strefaagro.pl









Najnowsze komentarze