Pan Artur Jagielliński, sadownik spod Warki gospodarstwo prowadzi razem z małżonką. Łącznie mają około 16 hektarów sadów. W zbiorach pomaga im rodzina, zatrudniają też pracowników. Ich jabłka trafiają głównie za granicę, są przetwarzane też na musy, soki i przetwory – czytamy na wiadomosci.wp.pl
- Koszty pracowników rosną, coraz trudniej znaleźć kogoś, kto chce się podjąć tej pracy. Do tego dochodzą podatki, a jabłka kosztują tyle samo, co kilka lat temu. Nam jest trudniej, bo mamy jabłka ekologiczne, które wymagają odpowiedniej pielęgnacji. Trudno jest wyhodować ładne, czyste jabłko - wymienia żona pana Adama, Zuzanna Jagiellińska.
- Dla nas oczywiście lepiej jest sprzedawać jabłka podczas samozbiorów, ale na ten moment to tylko około jeden proc. sprzedaży. Mamy duże gospodarstwo, nie możemy polegać tylko na detalu i musimy sprzedawać hurtowo.
Sytuacja producentów jabłek pogarsza się od lat, do tej pory żadnemu rządowi nie udało się jej poprawić. Skupy, sortownie i przetwórnie zawsze mają przewagę
- podsumowuje Pan Artur.
Samozbiory w sadzie pod Warką odbywają się cyklicznie od kilku lat. Małżeństwo oferuje jabłka w cenie 5 zł za kilogram.
- Wyszliśmy z założenia, że samozbiory będą takim dodatkiem do naszej działalności. Przyjeżdżają do nas głównie rodziny z dziećmi. Dla dzieciaka możliwość zerwania jabłka prosto z drzewa to frajda i możliwość poznania świata. Co ciekawe, oprócz Polaków, mamy też gości obcojęzycznych - z Indii, Azji, Wielkiej Brytanii, a nawet z Brazylii. Przyjeżdżają nie tylko po owoce, ale żeby poznać naszą pracę, czy dowiedzieć się, jak ochraniamy drzewa - informuje pani Zuzanna.
Handlowcy dzwonią do rolnikow i sadowników i mówią: skoro oddajecie paprykę czy #jabłka ludziom po złotówce, to my też nie damy wam więcej https://t.co/IFnViJRBpF
— sadownictwo (@sadowniczy) October 13, 2025
Po drugiej stronie powiatu, w Marysinie, znajduje się sad państwa Omen. To kolejne małżeństwo sadowników, z którym rozmawiamy.
- Samozbiory to mały procent naszej sprzedaży. To raczej przyjemność, że ludzie przyjadą, nazbierają sobie jabłek. Czasami są całe wycieczki, ogniska, pikniki, w skrócie - frajda – mówi Pan Paweł Omen. - Mamy wielu stałych klientów (…).- Mamy pana z Mazur, który przyjeżdża większym autem i sam zbiera 400 kg - dodaje sadownik.
Jak podkreśla sadownik – Jest ciężko. Tutaj ze wsi jabłko od chłopa jest kupowane za ułamek ceny, jeżeli porównać z ceną w sklepie. Wiem, że to wynika z długiego łańcucha dostaw. Wiadomo, teraz sortownie sortują i każdy musi zarobić, ale ostatecznie chłop nawet połowy nie dostaje za jabłko. Na samozbiorach za nasze jabłka bierzemy 2 zł za kilogram, ale to nadal mały ułamek sprzedaży.
Mężczyzna przyznaje, że jego sad nie jest duży, a w 2025 r. ponad 70 proc. zbiorów zostało uszkodzonych przez wiosenne przymrozki. Sadownik sprzedaje jabłka przemysłowe, które potem przerabiane są na soki. Jak twierdzi, w skupie ich cena to 65 groszy + VAT za kilogram.
źródło: wiadomosci.wp.pl / Czytaj całość na wiadomosci.wp.pl







Najnowsze komentarze