Pan Robert, sadownik ze Skrzeszewa koło Koszalina (woj. zachodniopomorskie) sprzedaje jabłka w nietypowy sposób — wystawił je przy drodze na starym wozie, a obok postawił skarbonkę.
Myślałem, że wyrzucę te jabłka na pole. Sprzedaż na giełdzie była tak słaba, że byłem wściekły
— mówi "Faktowi" sadownik.
Mężczyzna ma duży sad, a problemy ze skupem, jak mówi, nie dotyczą tylko tego sezonu
— Był poważny problem, ale postanowiłem spróbować i go rozwiązać. Wtedy wpadłem na pomysł, by kupić stary wóz. Postawiłem go przy drodze i ułożyłem na nim worki z jabłkami. Obok postawiłem skarbonkę — opowiada sadownik.
Ruch jest taki, że czasami zaczyna brakować jabłek. Wczoraj jeden klient wziął kilkanaście worków. Niektórzy przyjeżdżają z odległości kilkudziesięciu kilometrów — informuje Pan Robert.
Wielu klientów przyznaje, że przyjeżdża do Skrzeszewa, aby wesprzeć polski lokalny biznes. — Przyjechałam z mężem tutaj nie tylko po to, żeby kupić jabłka, ale również i po to, żeby wspomóc polskich rolników. To się w głowie nie mieści, że rolnikom płacą grosze, a my płacimy w sklepach drogo — mówi pani Danuta z Koszalina.
źródło: fakt.pl / Czytaj całość na fakt.pl
foto: FB - Sad Skrzeszewo







Najnowsze komentarze