Sadownik z Węgrzynowa pod Trzebnicą (woj. dolnośląskie) miał klienta na 11 ton śliwek. Zatrudnił ludzi do ich zbioru i towar był gotowy do odebrania, ale kontrahent się nie zgłosił.
Jak informuje finanse.wp.pl "Gazeta Wyborcza" przyjrzała się kupcowi, czyli firmie Środmar.
Pan Damian, właściciel sadu spod Trzebnicy, przez cały rok pracował na swoje plony. Gdy pojawiło się duże zamówienie, miał nadzieję na stabilny zysk. Klient zadeklarował odbiór aż 11 ton śliwek, a sadownik zainwestował w zbiory, zatrudniając pracowników i płacąc im 6 tys. zł. Niestety, kontrahent nie zjawił się po odbiór owoców, zostawiając sadownika z problemem, który mógł kosztować go nawet 36 tys. zł.
Przyjaciele sadownik i grupa Widzialna Ręka – Wrocław udostępnili poruszający apel. "Nie możemy pozwolić, by tyle pracy i serca poszło na marne!" – pisano w mediach społecznościowych.
Reakcja ludzi przeszła najśmielsze oczekiwania. Już po kilku godzinach do Węgrzynowa zaczęli zjeżdżać mieszkańcy nie tylko z okolic, ale i z odleglejszych miejscowości. Przyjaciele szacują, że prawie tysiąc skrzynek rozeszło się w około 4,5 godziny.
Jednak jest również ciemniejsza strona tej historii. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", firma Środmar sp. z o.o. ze Środy Wielkopolskiej, która nie odebrała śliwek od pana Damiana, może wciąż działać i narażać innych sadowników na straty.
Pan Damian w rozmowie z serwisem podkreślił, że podobnych historii w Polsce są setki, dlatego ma nadzieję, że sprawa trafi dalej na drogę prawną.
źródło: finanse.wp.pl / Czytaj całość na finanse.wp.pl







Najnowsze komentarze