Tak zimnego maja nie przypominają sobie nawet najstarsi sadownicy. W nocy temperatura spadała poniżej zera, a w niektórych regionach kraju odnotowano nawet minus osiem stopni Celsjusza. Pan Jan Dziadkiewicz, sadownik z Sętala (woj. warmińsko-mazurskie) pokazuje nam skutki tych niespodziewanych mrozów – czytamy na fakt.pl
– Podczas kwitnienia czereśni było zimno i padał deszcz, co zniechęciło owady do zapylania. Bez nich kwiaty nie mogą przekształcić się w owoce — stwierdził sadownik. Dodał, że jeśli tegoroczne plony się załamią, lukę na rynku wypełni bardzo drogi import z Grecji czy Chorwacji.
– Z pogodą wszystko się pomieszało – mówi pan Jan, który od lat zajmuje się uprawą owoców. – W marcu mieliśmy wysokie temperatury, co przyspieszyło rozwój roślinności. Później przyszły mrozy, które zniszczyły kwiaty i zalążki owoców — wspomina sadownik. Dodaje, że ostatnie anomalie pogodowe skutkowały stratami, których dotąd nie notował. — Niska temperatura utrzymywała się przez kilka godzin, co z kolei było katastrofalne dla roślin — wspomina.
Sadownik sytuację uważa za dramatyczną. – Ubiegłoroczny sezon też nie należał do najlepszych – mówi sadownik. – Podczas kwitnienia czereśni było zimno i padał deszcz, co zniechęciło owady do zapylania. Bez nich kwiaty nie mogą przekształcić się w owoce. W przypadku jabłoni i grusz mrozy również mogły wyrządzić szkody, ale potrzebuję jeszcze tygodnia, żeby ocenić skalę strat — dodaje.
Choć brak polskich owoców nie oznacza, że całkowicie ich zabraknie, to konsumenci muszą przygotować się na wyższe ceny.
źródło: fakt.pl







Najnowsze komentarze