Jesteś w: News (929) > News - Wiadomości z kraju (163)

Publiczne czy prywatne ?

Cały czas toczy się debata na temat Ośrodków Doradztwa Rolniczego. Problem oczywiście tkwi w pieniądzach, kto ma je finansować, utrzymywać i jak całe to zamieszczanie wpłynie na sytuacje producentów.


Pytanie zasadnicze, jaką role odgrywają ODR-y dla producentów owoców ? Czy korzystacie Państwo z doradztwa ODR-ów, pomocy osób tam pracujących ?
Zachęcam do przeczytania tego artykułu >>>

ODR-y stały się bardzo często odwiedzaną instytucją przez rolników potrzebujących pomocy przy wypełnianiu wniosków dotyczących funduszy z UE. W ODR-ach również można było (nadal) uzyskać doradztwo w zakresie problemów agrotechnicznych.

Sytuacja jednak na dzień dzisiejszy wygląda tak, ze powstały już liczne prywatne firmy zajmujące się doradztwem w zakresie agrotechniki, jak funduszy UE. Działają one prywatnie, niezależnie i patrząc na ich liczbę (ciągle rosnącą) zapewnie ekonomicznie opłacalnie. Oczywiście nie każdego producenta na prywatną usługę stać, więc czy wybierze się do ODR-u po pomoc ? czy uzyska tam fachową pomoc ?

Jedno jest pewnie, nie można wszystkich doradców prywatnych jak i państwowych (pracowników ODR-ów) mierzyć jedną miarą.
Znam znakomitych fachowców, którzy doradzają Państwowo, mając bogate doświadczenie praktyczne oraz znakomitą orientacje w nowościach dotyczących interesującej mnie uprawy. Znam również takich, doradców których wiedza równa jest cytowaniu stron z ciągle tej samej jednej książki…

Na koniec, (nie wiem czy słusznie dodając jeszcze tematykę doradztwa zagranicznego), od kilku tygodni trwa na forum tego portalu dyskusja na temat doradztwa i doradców zagranicznych, tak chętnie zapraszanych podczas tegorocznych ale również i w poprzednich latach targów i spotkań dla sadowników. Jest to dobry przykład doradcy płatnego (ale nie za nasze, choć po części za nasze, bo sobie w ś.o.r, nawozach idt. firmy odpracują, jak można często Państwa opinie na forum przeczytać).

Tyle wiedzy… tyle pomocy z każdej strony… i tyle problemów…

Zapraszam do dyskusji. Na pewno chętnie wszyscy zapoznają się z Państwa opiniami, które nie zrzucą wszystkiego na rząd, politykę, daną partię, personalnie wybraną daną osobę…


KOMENTARZE
Portal sadowniczy - sadownictwo.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczanych komentarzy
# piotr53 06.02.2010 16:54
Instytucja doradcy jest nie do przecenienia, szczególnie przy tak szybkiej transformacji naszego rynku.Priorytetem dla każdego producenta jest jakość.Skoro pracujemy i żyjemy w wolno-rynkowej rzeczywistości, powinniśmy mieć takowe możliwości w doborze firmy doradczej. Są dziedziny produkcji sadowniczej, gdzie producenci Europy zachodniej mogą przyjeżdżać do Polski po naukę, ale są takie jak produkcja czereśni, gdzie my musimy się pofatygować po wiedzę do bardziej doświadczonych. Jeśli mają być dotacje do doradztwa, to ja sam chcę decydować z kogo pomocy będę korzystał. Ja wraz z innymi producentami z naszych doradców jesteśmy zadowoleni czego wszystkim kolegom życzę. Pozdrawiam
# Melolontha 06.02.2010 21:13
Mój komentarz, proszę przyjąć, jako częściowo... satyryczny. Są takie zawody / szewc, mechanik samochodowy, piekarz /, które doradztwa nie potrzebują, natomiast zawsze, przed przystapieniem do wykonywania swego zawodu, ludzie ci odbywają praktykę/ czasem wieloletnią / u jakiegoś mistrza. I tak było nawet w Średniowieczu i to się zawsze sprawdzało. Dlatego uważam, że równiez dziś, każdy kto zamierza zostać rolnikiem czy sadownikiem, powinien / w swoim, dobrze pojętym interesie /, taką praktykę, u jakiegoś mistrza, odbyć. Zrozumeli to nawet Ukraińcy, którzy z powodzeniem prowadzą dziś na Ukrainie szkółki, a praktykowali u nas i nawet nie zawsze, zatrudniając ich, o tym, wiedzieliśmy. c.d.n
# Melolontha 06.02.2010 21:22
I gdyby tak było, to również na portalowym forum, nie byłoby wielu pytań, których nie zadano by, gdyby taki ktoś, przynajmniej roczny cykl , pod opieką jakiegoś mistrza, przeszedł. Ponieważ jednak w zawodzie rolnika i sadownika wystepuje wiele problemów, podobnych do tych, z którymi boryka się lekarz / choroby, nowe preparaty /, doradztwo i dokształcanie się w różnych formach, istnieć, powinno. Tylko na miłość boską, niech to nie będzie doradztwo w sprawach podstawowych, bo i lekarze zdaje się takiego portalu , w którym mogliby zapytać co i jak robić, nie mają. c.d.n.
# Melolontha 06.02.2010 21:29
Myślę, że powoli trzeba by kończyć z tym przekonaniem, że chłop jest zawsze, tradycyjnie ciemny i zawsze trzeba mu doradzać, bo to zaczyna być czasami, śmieszne. No, np. jak wtedy, kiedy przyjeżdżali amerykańscy studenci, uczyć polskich chłopów, hodowli świń. Uważam, że doradztwo powinno być, powinno być wysokospecjalistyczne i powinno być, drogie. Bo jak uczył mnie pewien stary Niemiec : Pamiętaj, że nigdy, nikomu, nie wolno nic dać za darmo. Bo jak sie komuś daje coś za darmo, to się mu wyrządza, największą, możliwą, krzywdę. c.d.n.
# Melolontha 06.02.2010 21:39
Wszystkie procedury, przepisy i urzedowe dokumenty, powinny być tak uproszczone, żeby przeciętnie rozgarnięty człowiek, mógł je zrozumieć, bez konieczności zasięgania pomocy ... tłumacza. Bo niedługo będą one pisane po chińsku, a wtedy tworzyć trzeba będzie nie tylko nowe ODR-y, ale również zatrudniać w każdym z nich ... chińskich tłumaczy. Pozdrawiam i przepraszam ewentualnie wszystkich tych, którzy po moim komentarzu, mogą zacząć się bać, zadawać pytania swoim, bardziej doświadczonym, kolegom, bo nie o to chodzi... Znacie mnie jako tego, który nie tylko czasem włącza się w fachowe dyskusje, ale również pyta, wg. starego polskiego przysłowia, że " kto pyta, nie błądzi ". Pozdrawiam raz jeszcze !
# Melolontha 06.02.2010 22:01
I jeszcze jedno... Korzystanie z doradztwa, nie może być obowiązkowe ! Zbyt wiele lat w czymś takim uczestniczyłem i to było tak, że ja " obowiązkowo " doradzałem, a oni , " obowiązkowo " słuchali, a póżniej tradycyjnie ole... / cenzura /. A kiedy ktoś , naprawdę chce się czegoś dowiedzieć, to potrafi : 1. upić własciciela " tajemnicy ", aby mu ją wydrzeć 2. przepytać pracownika, nawet gdy waściciel gospodarstwa, takich rozmów zabrania 3. przetrząsnąć niepostrzeżenie kubeł na śmieci, aby sprawdzić, czym ten ktoś od niego " mądrzejszy ", np. pryskał 4. obejść czyjś sad dookoła, żeby obejrzeć sobie np. cięcie 5. ukraść zrazy, interesującej go odmiany 5. pojechać na wycieczkę / nawet zagraniczną, ponosząc wysoki koszt /, aby zobaczyć, jak z tym co go interesuje, radzą sobie inni. I to chyba tyle w tym, ujętym nieco satyrycznie, temacie... Pozdrawiam !
# Kazimierz 06.02.2010 22:24
Pamiętam takie czasy gdy pod moją bramę przywozili mi nawozy i mówili mi że muszę je wysiać.Ech to były ;czasy; gdy o rolnika ;chłopa;wszyscy się martwili. A tak na poważnie chcę się zapytać.Czy np.górnik wydobywając węgiel musi mieć doradców jak ten węgiel ma wydobywać? Pozdrawiam.
# pomolog 06.02.2010 23:59
Kazimierz napisał: "Czy np.górnik wydobywając węgiel musi mieć doradców jak ten węgiel ma wydobywać?" Dotknąłeś sedna sprawy - żeby górnik zjechał na dół, musi umieć węgiel wydobywać... znać się na tym co robi... tu jest właśnie różnica
# Melolontha 07.02.2010 00:09
Przepraszam że spytam, ale czy rybak który wypływa w morze, zabiera kogoś, kto doradzi mu, gdzie zarzucić sieci ? Ale czy już przy wypełnianiu jakiegoś pit-u, nie musi korzystać z pomocy jakiegoś doradcy, to tego nie byłbym taki pewien, stąd wniosek, że to " ludzie / nie ryby / ludziom, zgotowali ten, los " ...
# Melolontha 07.02.2010 00:20
Myślę, że mądre doradztwo jest potrzebne, ale proszę też, żeby pamiętano, że z głupiego doradztwa, chłopy sie śmieją... Jechali raz drogą tacy doradcy i zauważyli, ze chłop, który kosi kosą zboże, ma w jedną strone, tzw " pusty przebieg " i namówili go, żeby sobie założył drugą kosę, żeby mógł kosić, na obie strony... Nasępnym razem zauważyli, że kiedy posuwa się do przodu, mógłby ciągnąć za sobą, grabie... Poskarżył się chłop żonie,a ta westchnęła : Łoj dobrze Józuś, że ony nie kazały ci portek zciągnąć, bo jakby zobaczyły co ty tam masz, to one by ci jesce, kazały młócić... c.d .n.
# Melolontha 07.02.2010 00:38
... i druga historyjka... a nie dałoby się gospodarzu zrobić coś tak, żeby ta wasza krowa dawała np. 4 000 l mleka ? Chłop : Pomyślę... Za jakiś czas... A nie dałoby sie tak coś zrobić gospodarzu, żeby ta krowa dawała 8 000 l mleka ? Chłop ; Pomyślę... Za jakiś czas... A nie dałoby sie tak coś zrobić gospodarzu, żeby ta krowa dawała 12 000 l mleka ? Chłop: Dałoby się, ale wtedy Panowie, to już będzie ... sama woda... No, ale żarty żartami, a problem jest. A może najlepiej byłoby, żeby władza chłopami i wsią, przestała się całkowicie zajmować? Podobno tak odpowiedział Profesor Pieniążek, gdy pytali go, czy i jak mogą pomóc, w rozwoju i unowocześnieniu, polskiego sadownictwa. I tak sie stało, a nawet to się ... sprawdziło ! Pozdrawiam !
# arkadia 07.02.2010 09:03
Aleś Chrabąszczu wpadł w trans, że już nie mam o czym pisać. Generalnie się zgadzam; ma to być doradztwo a nie nauka. Wielu zawodów nie da się porównywać do specyfiki produkcji rolnej i dlatego nikt nie wpadł na tworzenie np. OD zegarmistrzów czy kelnerów.
# Melolontha 07.02.2010 09:47
arkadia... generalnie z tym " transem ", się zgadzam...i przyrzekam: Zrobię wszystko, żeby już więcej na ten temat głosu nie zabierać, bo i tak pewnie mam opinię tego, który " siedzi na kanapie, nic nie robi i wszystko wie lepiej "... I już naprawdę, na koniec : Jeżeli doradztwo jakiejś specjalistki, polegać ma w większości na doradztwie w wypełnianiu dkumentów stworzonych przez specjalistkę z sasiednigo pokoju, to takiemu doradztwu, moje stanowcze NIE ! Pozdrawiam z uśmiechem !
# Melolontha 07.02.2010 10:20
... I mając na uwadze fakt, że trudność w skończeniu, może mieć podtekst zdrowotny, ale i polityczny, opowiem jeszcze historyjkę, z zycia ... kowbojów. Otóż, kiedy po skończonej podróży dookoła tego pięknego, kowbojskiego kraju, udaliśmy się, przed wejściem na pokład samolotu / nota bene, nieco póżniej, ten samolot, spadł / do jednej z tych wież / nota bene, obie póżniej też się rozpadły / aby odebrać tam w banku swoje wpłacone w zupełnie innym banku pieniadze, rozegrała się tam , następująca scenka: Bankier : No przecież wy, te pieniądze wpłaciliście w jakimś, zupełnie mi, nieznanym banku, to jak ja mam je teraz wypłacić ? Pomyślał chwile, wziął telefon i dzwoni, przez cały kontynent... Cześć Tony, tu John. Czy ty znasz tych " Polish ", którzy są tu teraz u mnie i chcą, żebym wypłacił im pieniądze ? c.d.n.
# Kazimierz 07.02.2010 10:22
Obecnie w rolnictwie wszystkiego jest za dużo.Za dużo jabłek,zboża,świń,mleka,tytoniu,chmielu.I dlatego sobie myślę że doradcy będą nam doradzać jak zmniejszyć produkcję.
# Melolontha 07.02.2010 10:32
Tony: Znam ich i gwarantuję, że mam tu te ich, pieniądze... No to okay i see You ! I pieniądze , po potrąceniu sobie jakiejś symbolicznej sumki, wypłacił. Dodam tylko, że oba banki nie miały ze sobą nic wspólnego, a bankierzy zupełnie się, nie znali... Ech, ci kowboje... A zmierzam do tego, żeby wszyscy ci, od których zależy decyzja / dać mu te pieniądze, czy nie dać / mogli mieć prawo decydowania , bardziej w oparciu o intuicję, rozpoznanie i zaufanie, a nie na podstawie tego, czy własciwy przecinek, postawiony został, na własciwym miejscu. A wtedy mogliby znależć więcej czasu, aby wyjśc w pole, pojechać na miejsce, obejrzeć to i owo , i to, mogłoby być bardzo pomocne w podjęciu decyzji : Dać mu, czy nie dać ? Cóż... Czasem trzeba też, pomarzyć... Koniec !
# Melolontha 07.02.2010 10:51
Do Kazimierza, który jest sam sobie winien, no ale skoro mnie sprowokował... Kazimierz ! Gdybyś miał problem, jak zmniejszyc albo i zlikwidować jakąś produkcję, to ja, mogę udzielić Ci porady natchmiast i drogo nie policzę... Żeby osiągnąć to, co ewentualnie zamierzasz, wystarczy nie robić NIC ! Ile mi się należy ? No, jak zwykle... 150 złotych. Tylko cicho sza... I niech to zostanie, między nami ! Pozdrawiam !
# jerzy45 07.02.2010 13:08
Przeleciałem pobieżnie każdą wypowiedź bez zbytniej analizy. Każdy ma swój pogląd, a moją rolą nie jest sprowadzanie kogoś na właściwe tory. Doradztwo powinno być profesjonalne i fachowe...(taki slogan) Zadam każdemu, kto jest za doradztwem w takiej formie jak teraz, niech odpowie na proste pytanie - kto ich uczył i im w tej chwili doradza ? czy "paniusia", która siedzi od lat na stołku wie co to jest rolnictwo - przecież w niektórych wypadkach i gnój im śmierdzi... Czy człowiekowi kształconemu od młodych w kierunku rolnictwa można doradzać ? Kończąc zawodówke, technika, studia wyższe - to za mało ? A kto wykształcił tych wszystkich doradczych urzędników ? Kto doradza pomologowi... On też musiałby korzystać z ich pomocy...Korzysta ?
# jerzy45 07.02.2010 13:22
Doradztwo... Tak pamiętam, jak miałem praktyki w szkole średniej... Moją rolą było wynajdywanie !!! zadbanych pól, w celu przeprowadzenia tzw. demonstracji... Chodziło o zaprezentowanie wchodzącej w mode kukurydzy. Natrudziłem się, ale takie poletko znalazłem. Doradca musiał przekonać wówczas rolnika by ten zgodził się postawić tablice z takimi pierdołami z doradztwa. Oczywiście wycieczka "zgodniałych wiedzy" rolników część pola zdeptała... Mój były nauczyciel ze szkoły rolniczej pracował w ODR. On nie potrafił odróżnić owsa od żyta ! ...Inny przykład. By legalnie wywiercić studnie głębinową...potrzebowałem opinii ODR... Pewien doradca stwierdził, że moje gospodarstwo nie rokuje przyszłości i gdyby to od niego zależało postawiłby mnie w stan likwidacji....Bez komentarza. Czy tak ma wyglądać doradztwo. Tak było, a jak jest dziś ? To doradztwo do jakiej roli się sprowadza ? Nie uogólniam, bo i w tych ośrodkach pracowali i pracują zdolni ludzie...Tak, ale oni PRACUJĄ ! takie doradztwo, to żadne doradztwo. Doradztwo musi być prywatne, a co za tym idzie mobilne ! Doradztwo w swej formie sprowadzać powinno się i do papierkowej roboty i do pracy w szczerym polu. Doradca musi i buty błotem sobie upaprać...! Doradztwo jest potrzebne w czasie, gdy to rolnik go potrzebuje, a nie jak urzędnikowi to pasuje...Jemu przysługuje 48 godzinny dzień pracy, weekendy, święta, niedziele, urlopy.... A gdzie jest w tym czasie rolnik...
# jerzy45 07.02.2010 13:29
Prawdopodobnie w Polsce działają dobrzy prywatni fachowcy, którzy to bez względu na pore dnia i nocy są gotowi spieszyć z pomocą rolnikowi... O takim doradztwie marze, ale nie tylko gdzieś w Polsce, ale w całej ! A że trzeba pare złotych zapłacić... Cóż za darmo mamy służbe zdrowia...ect... Konkurencja..to jest gwarant, że usługi będą stały na wysokim poziomie i będą to ludzie nie z przypadku, tylko oddani sprawie. prosze sobie wyobrazić jak potężnym rynkiem jest polska wieś...Ponad milion gospodarstw...
# icus69 07.02.2010 13:30
Znam pewnego doradcę, którego często ( o zgrozo) koledzy z naszej branży tytułują per. panie profesorze, choć z tego rodzaju stopniem naukowym ma on tyle wspólnego ile tłuczek do ziemniaków z rakietą kosmiczną. I wtedy nieodparcie nasuwa mi sie dowcip o ośle i zebrze: " Osioł mówi do zebry: - Ty jesteś w zasadzie taka sama jak ja ,rożnimy się tylko tym, że ty masz paski. Czemu to więc wszyscy uważają akurat mnie za głupiego, upartego i mało inteligentnego? Zebra na to:- Bo ja mam to czego ty nigdy nie miałeś- PR
# jerzy45 07.02.2010 13:36
Teraz z innej beczki. W naszej Ojczyźnie, robi się rolnika człowieka nie wykształconego, niechlujnego, nieudacznika, tępego, nie umiejącego policzyć do dwóch...Każdy chce Nas sterować, prowadzić na sznurku...robić z Nas głupków... Szkoda tylko, że jak co do czego przychodzi, to wówczas wmawiają Nam, że przecież to są prywatne gospodarstwa i nic im do tego...To jest nasze ryzyko... Ja mówie prosto ... Doradztwo - tak, ale w prywatnych rękach ! Tylko prywatna własność gwarantuje mi RZETELNĄ USŁUGĘ i tylko ona może za swoje usługi brać ODPOWIEDZIALNOŚĆ !
# jerzy45 07.02.2010 13:49
Fakt arkadio, że kolega zawładnął tym wątkiem. Weny Mu nie brakuje. Może na PW zdradziłby zainteresowanym, jak taka wena powstaje i co trzeba zażywać, by mieć "polot" ... Przyglądając się porze w jakiej tworzył, to musze wykluczyć spirytus...przez ten czas pisania spadłby już z fotela. Łyski...możliwe, ale ona otępia...piwo i wino wykluczone - za słabe... Zostają prochy...ewentualnie GMO z puszki...
# DECOSTA 07.02.2010 14:21
Do jerzy 45 . Więcej skromności to nigdy nie za szkodzi. Podatek Vat od płodów rolnych , jak się nie mylę , jest od roku 2001 ??? .Tak więc mamy rok 2010 ......bez komentarza . Kultura wymaga, nie oceniać pochopnie , jak się nie ma konkretnych informacji, na temat innych uczestników forum . Nie zamierzam się chwalić jakie mam zwroty podatku vat . A rozliczam się od kilku lat i nie po to, by go wpłacać,tylko odbierać . Mała poprawka . Podatek od towarów i usług VAT do polskiego systemu podatkowego został wprowadzony na mocy ustawy z 8 stycznia 1993 r. o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym. Działalność rolnicza w momencie wejścia w życie ustawy, nie podlegała temu podatkowi, gdyż sprzedaż płodów rolnych była zwolniona od VAT. W toku negocjacji akcesyjnych Polski z Unią Europejską okazało się jednak, że nie włączenie działalności rolniczej do katalogu czynności podlegających podatkowi od wartości dodanej, jest niezgodne z przepisami UE. Obrót rolny został objęty podatkiem na mocy ustawy z 20 lipca 2000 roku o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym i ustawy o opłacie skarbowej, a przepisy weszły w życie od 4 września 2000 roku. Wprowadzono konstrukcję tzw. ryczałtowanego zwrotu VAT dla rolników oraz dokonano opodatkowania sprzedaży produktów rolnych 3% stawką VAT.Dowód rzeczowy a nie chwali pięta .
# Melolontha 07.02.2010 15:13
do jerzego 45 i innych zaniepokojonych... Powiedzmy, że tajemnica mojego warsztatu, pozostanie moją tajemnicą, choć przypadłość " skotłowanych myśli ", żadną tajemnicą, dla właściwego specjalisty, nie jest... Na moje usprawiedliwienie przypomnę, że mój występ był częściowo satyryczny, co na wstępie, zaznaczyłem... Nie uważam się za żadną wyrocznię, a nawet mogę przyjąć czyjeś poglądy jako swoje wg. zasady, że " tylko krowa nie zmienia poglądów ", tyle tylko że, z tego co słyszałem, tak powiedziała, świnia... I dodam jeszcze tylko tyle, że tu , pod spodem, miejsca nie brakuje i ja, żeby dotrzymać danego rano słowa, postaram się ograniczyć już tylko wyłącznie do czytania, choć np. takich historyjek o kowbojach znam jeszcze kilka, ale o nich, może gdzieś indziej i innym razem... Pozdrawiam z uśmiechem !
# jerzy45 07.02.2010 16:02
Jaki masz problem DECOSTO ? Bo nie rozumiem po co to napisałeś... Nie ten news...ale czy potrafisz oddzielić podatek Vat od płodów rolnych, od innych towarów i usług, jakie "nabywam" by moje gospodarstwo działało... Gdy jednak chodzi o fakty, to by uzyskać + 3%, a nie - 3%, to np. zboże sprzedaje nie poprzez gospodarstwo, tylko żona je "sprzedaje", bo dostaje właśnie 3% więcej do ceny zboża niż gospodarstwo. Ja nie emocjonuje się płodami rolnymi, tylko kwotą zwrotu od skarbówki i nigdzie czegoś takiego nie napisałem, co sugerujesz. na podatku Vatowskim jestem już od 9 lat i jeszcze nigdy nie musiałem złotóweczki dopłacić - zawsze w 100% odzyskiwałem, głównie 22%, gdyż specjalnie nikt nie bawi się w faktury z prywatnych firm...Tu panuje szara, a może czarna strefa. Każdy chce fakture, by "dopasować" sobie strone finansową. Jeśli nie zauważyłeś, to skromność jest moim drugim imieniem...
# jerzy45 07.02.2010 16:08
Skopiowałeś za pewne i przedstawiłeś coś o tym vatowskim podatku...Po co ? Co to za dowód, o którym piszesz. Dla mnie jest to nie zrozumiałe, a co dopiero dla innych pośrednich uczestników. Jeśli jest to dowód, to jest on taki sam, jak ten z Pędzącego królika... I co z tego wynika... Jeszcze piszesz o chwali pięcie...
# lajkonik 07.02.2010 16:40
Zastanawiam się jaką korzysć daje mi istnienie ODR Jak prowadzę gospodarstwo osiemnaście lat to odwiedzili mnie jeden raz wiecie po co ,żeby dostarczyć produkty na wystawę.Co do doradców wogóle to zdanie moje jest takie ,że obecna forma ich działalnosci daje niewiele.Jeśli przyjąć to co planuje się dla polskiej wsi jakoby miało pozostać około 200 tysięcy wysokobszarowych gospodarstw plus kołchozy bis to ludzie ci znikną z runku bo nie będą mieli komu doradzać.Dziedzica na majątku będzie stać na zatrudnienie rządców,ekonomów i niebędzie potrzebował firm doradczych.GP niejako z urzędu zaczynają działalność od stworzenia urzedniczej infrastruktury.
# DECOSTA 07.02.2010 17:28
Doskonale wiesz o czym piszę , 9lat dla mnie to kilka a nie kilkanaście !!!. Skromność nie dla wszystkich znaczy to samo ,pouczanie i tłumaczenie kolego jarzy 45 to dla Ciebie normalny stan a dla mnie nie tym bardziej że kompletnie nie znasz faktów . Z tym przykładem z Żoną to nie chcę Cię zagiąć bo nie oto chodzi , więcej pokory !!! pozdrawiam .
# pomolog 07.02.2010 19:23
Bardzo ciekawe wypowiedzi dziś w temacie :)... Pytanie zamieszczone jako tytuł newsa - "Czy publiczne czy prywatne?" - należało zadać 20 lat temu... dziś rozważania na ten temat w ogóle mijają się z celem... po co więc co czas jakiś temat wraca jak "bumerang"?. Odpowiem - ODR-y jak i kilka innych instytucji rolniczych budżetowych są coraz większą "kulą u nogi"... ale skoro miało nie być o władzach, ministerstwach, politykach - mam pytanie do Jerzego (i innych sadowników oczywiście również): jaka jest według Was rola i zadania człowieka, którego określamy mianem doradcy sadowniczego?
# jerzy45 07.02.2010 20:45
Tutaj pomologu wskazałeś konkretnego pracownika ODR-u lub inną osobe związaną z tym rzemiosłem. Jak najbardziej potrzebni...Tylko czy taki specjalista jest coś warty na państwowym żołdzie ? Po godzinie 15 telefonu już nie odbierze...Trudno jest się z nim skontaktować, bo zawsze jest "gdzieś" w terenie... Nie wiem, jak dziś wyglądają struktury ODR w moim województwie i kto, gdzie, z kim, ale wiem jedno, że Pani, która prowadziła IPO za profesora Niemczyka mieszka ode mnie ponad 50 kilometrów...Nie sądze by była skłonna opiekować się moim gospodarstwem w ramach pracy w ODR... Śmieszne było to, że wówczas ta Komisja od tego IPO przyjeżdżała z odległości ponad 90 km. na końcu wcale nie przyjeżdżali, bo nie było funduszy na paliwo. Hahaha... Jeśli tak ma funkcjonować ta pomoc...to jestem przeciw. Czy jest rozwiązanie...? Tak. To jest tylko kwestia podejścia do tematu ludzi, którzy stworzą sobie miejsce pracy w tym kierunku. Przecież wzorców na rynku jest dużo. Czy by być takim doradcom, jest wielkim wyzwaniem ? Tu liczy się wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. O doświadczeniu nie mówie, bo nikt zielony w tym kierunku raz dwa wypadnie z obiegu. Recepta. "Fachowiec" składa swoje referencje i gwarancje np. mnie, przekonuje jeszcze do tego pomysłu jeszcze ze 99 sadowników, ustala wielkość składki za swoją usługe i obsługe np w kwocie 500, 600, 700, 1000 itp. złotych i wychodzi mu np. przy 1000 złotych za rok - 100 000. Jest to kasa, która zapewni mu godziwą pensyjke. gdybym był młodszy, to miałbym chęci, by podołać takiemu wyzwaniu. dziś w dobie komputerów i internetu, takie doradztwo sadownicze, to byłby niezły interes. Gwarantowany. Tona jabłka rocznie (po1 zł/kg) w podanym przykładzie była by kosztem bardzo tanim, w porównaniu do innych kosztów produkcji. Święty spokój nie zna ceny... Oczywiście pisze gdzie w podanym wariancie występuje spec, a nie partacz... czy jedna osoba nie jest w stanie zastąpić armi doradczych gryzipiórków, którzy nie jednokrotnie są tylko po to, by brać pensje...
# jerzy45 07.02.2010 20:52
Jesteś jakiś tajemniczy i małomówny w swych wypowiedziach DECOSTO. Nie będe wnikał w Twoje kwalifikacje i znajomość rzeczy, bo w tej chwili pływasz, lawirujesz i mam wątpliwości, czy tak w ogóle wiesz co piszesz. Czy jeśli jesteś tak dobry, to możesz pisać konkretnie i zrozumiale...Jeśli coś masz do powiedzenia, to powiedz to głośno, bym ja i inni wiedzieli, o co chodzi.
# pomolog 07.02.2010 20:56
Jerzy - nikogo konkretnego nie wskazywałem... mało - proszę o sprecyzowanie zadań doradcy... ponieważ powyżej można wyczytać: ma być do dyspozycji sadownika przez 24 godziny, posiadać wiedzę sadowniczą co najmniej encyklopedyczną i do tego wieloletnią praktykę - ok... ale konkretnie - ma służyć pomocą - jaką? dokładnie
# pomolog 07.02.2010 21:12
Chodzi mi o to, żeby na moment zostawić podział państwowy/prywatny - a uzyskać jasną odpowiedź czego oczekujecie jako sadownicy od takiej osoby? od Waszego doradcy. Na ile ma on wkraczać w Wasz "biznes", w podejmowane decyzje itd. Możecie nawet podać konkretne przykłady, czynności... skąd moje pytanie - definicja (często spotykana i "modna"): "opieka nad sadem" jest dla mnie osobiście wyjątkowo nieprecyzyjna
# jerzy45 07.02.2010 21:36
Konkretna osoba nie wskazana z imienia i nazwiska, ale ukierunkowana... Encyklopedyczna wiedza, to rodzaj wiedzy mało użytecznej... ona charakteryzuje się tym - naucz, wykuj i zapomnij... Ja wyobrażam sobie taki scenariusz... Zaczne od stycznia od początku roku, bo będzie to uporządkowanie nie tylko wypowiedzi, ale i zgodna z cyklem produkcyjnym. Otóż całość sprowadzała by się do monitorowania i nadzorowania tego co w gospodarstwie zachodzi, bo to jest oczywiste podstawa sukcesu. Ja coś robiąc moge zapomnieć - on nie. Nakreślenie planu pracy na linii sadownik on (skrót, by mało pisać), by wszystko co się dzieje nie było ot tak sobie, tylko było podyktowane badaniami np. gleby, na odczyn, ilość składników pokarmowych, ...itp. Nakreślenie podstawowej ochrony przed chorobami i szkodnikami. Taki plan pracy, gdzie z grubsza na podstawie z ubiegłych lat ustalamy czym będziemy chronić swoje sady. Przy dostępnej gamie środków i niekiedy ich powtarzalności w składzie substancji aktywnej, a różnej nazwie możemy popełniać kardynalne błędy w dopasowaniu konkretnego środka do warunków i pory stosowania...Tu się rozumie, że oczywiście cały monitoring związany z występowaniem zagrożenia infekcjami parcha... a co za tym idzie czuwanie nad możliwą infekcjom lub jej brakiem. Lustracje sadów w poszukiwaniu zagrożeń ze strony szkodników i chorób. Po wtóre cała otoczka związana ze stosowaniem chemii w sadzie. Tu kłania się także rola takiego gościa dysponującego np. 100 gospodarstwami w negocjacjach z ubezpieczycielami i dystrybutorami grubszych środków do produkcji. Nie jest to skomplikowana czynność...Inna sprawa, to organizowanie "imprez" (mogą być zakrapiane, ale po...) gdzie można podpierać się autorytetami ze świata polskiej myśli sadowniczej. Rola takiego gościa w okresach, gdzie nie ma nawału prac mogła by polegać na jednoczeniu i integracji tego środowiska...Tu jest pole do popisu...W końcu zakończenie sezonu, gdzie jest podsumowanie i nakreślenie planu na następny sezon. Sprzedaż była by po za jego obowiązkami... chyba, że by chciał. Taki krótki szkic mi wyszedł, gdzie mógłby ktoś powiedzieć, że idealnie pasowałby do takiego modelu Grupy, gdzie jest osoba się tym zajmująca... tylko tu jest znowu ale. Taka osoba byłaby zależna i musiałaby wykonywać to do czego w dużej mierze jest zatrudniona, a co za tym idzie przymuszana podpisaną umową. Wrócilibyśmy się do tego samego punktu, z którego wyszliśmy - do państwowych ODR-ów. Może się wydawać, że w moim szkicu, jest to duże obciążenie dla tego gościa. Owszem, ale teoretyczne. Wiedze ma głównie w głowie, ale do dyspozycji mnóstwo materiałów i informacji. Większość tej pracy spadła by na początkowy okres - później już by się to samo napędzało. Nie bJesteś jakiś tajemniczy i małomówny w swych wypowiedziach DECOSTO. Nie będe wnikał w Twoje kwalifikacje i znajomość rzeczy, bo w tej chwili pływasz, lawirujesz i mam wątpliwości, czy tak w ogóle wiesz co piszesz. Czy jeśli jesteś tak dobry, to możesz pisać konkretnie i zrozumiale...Jeśli coś masz do powiedzenia, to powiedz to głośno, bym ja i inni wiedzieli, o co chodzi. Nie będe wymieniał rejonu, gdzie mieszkam, ale dam podziałać wyobraźni geograficznej... W moim wypadku byłoby to ...Ja w środku i okrąg o promieniu około 50 km. Wyszło by coś takiego Piła - Poznań. Obszar może i duży, bo prawie stare województwo pilskie, ale doskonale nadające się dla takiej działalności. Inaczej wyglądać by to mogło w dużych rejonach sadowniczych. To tak z grubsza, co w tej chwili przyszło mi do głowy.
# DECOSTA 07.02.2010 21:36
Najlepszy doradca nic nie pomoże , jak sadownik nie będzie sam specjalistom w tym co robi .Znam takie firmy doradcze ,które mają za zadanie zwiększyć obroty firmy , która jednocześnie prowadzi sprzedaż środków ochrony roślin .
# Melolontha 07.02.2010 21:40
Wykorzystam może fakt, że nie podałem jak długo będę milczał, a ponieważ minęło już ponad 6 godzin... Bo ja, poniekąd odpowiadając na pytanie pomologa / co ten doradca miałby robić /, doszedłem do wniosku, że w przypadku większości polskich sadowników, nie ma on ani nic do zrobienia, ani nic do szukania. I jest to wina / raczej zasługa / systemu, w którym polski sadownik wzrastał i krzepł. Systemu, który zmusił go do tego, aby sam : 1. wyznaczał sobie okresy krytyczne parcha 2. terminy dojrzałosci zbiorczej owoców 3. dawki nawozów, a nawet pobieranie próbek gleby i liści i ich interpretację 4. dobór preparatów 5. sposób i termin cięcia i wiele innych jeszcze, a własciwie wszystkich, czynności. c.d.n.
# jerzy45 07.02.2010 21:41
Prosze wybaczyć, za te powtórne skopiowanie wypowiedzi skierowanej do DECOSTY. Nie tak miało być. Po wykreśleniu tego fragmentu reszta będzie całością.
# jerzy45 07.02.2010 21:45
No tak... I jeszcze musi sam naprawić, zespawać, rozkręcić, skonstruować, pobawić się w handlowca....dużo tego Melolontho... Bardzo chętnie część kompetencji oddam zaufanej osobie... A w tym czasie jak on będzie harował, ja pofrune na Karaiby, a może na lodowiec na narty lub bykiem będe leżał... Czy polskiemu rolnikowi nic już się nie należy. Przecież ciągle pali się zielone światełko...
# Melolontha 07.02.2010 21:48
I to chyba to są te sprawy, w których doradca mógłby pomagać i wyręczać, umęczonego do granic wytrzymałosci, sadownika. Ponieważ nie przypuszczam, aby " starzy " sadownicy chcieli nagminnie takiego pomocnika, myślę że jego szanse wieksze są w przypadku młodych, którzy mogą mieć bardziej biznesowe podejście, do swojego zawodu i będa woleli zapłacić, niż marnować swój czas, na chodzenie po sadzie i ustalanie jakichś progów szkodliwości itd. c.d.n.
# Melolontha 07.02.2010 21:53
Wchodzić tu mogą w przyszłości sprawy związane np. z przekazywaniem gospodarstwa, gdy następca może być zupełnie nieprzygotowany fachowo do tej działalnosci, a nie zechce się tego pozbyć. I ja z czymś takim, zetknąłem się kiedyś u Niemca. Jego brygadzista, powiedział mi, żeby właściciela o nic nie pytać, bo on jest tak głupi, że nic nie wie, a wszystko wykonuje dokładnie tak, jak każą mu specjaliści, z którymi jest stale, w kontakcie. c.d.n.
# Melolontha 07.02.2010 22:00
I rzeczywiście tak było. I on, nawet nie wiedział jak ma nam za robotę zapłacić, a wycenił ją dopiero w oparciu o jakąś tabelę, która uwzględniała sposób cięcia , wiek drzew , podkładkę itd. Kiedy sprężarka / przy cięciu / zaczęła wysiadać, gotów był sprowadzić z odległości 300 km specjalistyczną firmę, gdy nasz mechanik Staszek, pokazał mu, że wystarczy lekko przygiąc, jakieś widełki... Również na to, że akumulatory w ciągniku są suche, uwagę musieliśmy zwrócić mu, my. Wniosek : Doradztwo sadowniczo-sprężarkowo-akumulatorowe, to w Polsce, zawód przyszłości... Pozdrawiam !
# Melolontha 07.02.2010 22:13
Cieszę sie, że miałem przyjemność uczestniczenia w dyskusji, w której komputery się grzały, myszy się zacinały, a komentatorzy wchodzili sobie czasem między, jak to się kiedyś mówiło, " wódkę a zakąskę ". ... do jerzego 45... kurde! Jak widzisz, że na końcu mojego komentarza jest c.d.n, to się wstrzymaj 5 minut, bo możesz na mnie naskoczyć, nie wiedząc, że własnie się z Tobą zgodziłem, choć jeszcze, nie wysłałem ... Pozdrawiam z uśmiechem i szczególnie serdecznie ! Ten dzisiejszy dzień, nie był zmarnowany ! Myślę że on nawet, może / powinien ! / przejśc do historii portalu ! No !
# pomolog 07.02.2010 22:30
Nakreśliłeś Jerzy z „grubsza” taki zakres działalności doradcy - i z „grubsza” mam taki sam pogląd. Ale to tylko tak pięknie wygląda w teorii. Przejdźmy więc do konkretów… „wyciągnę”, jeśli pozwolisz, kilka punktów z Twojej wypowiedzi. Badania specjalistyczne (gleba, odczyn, określanie terminu zbioru owoców, lustracje fitosanitarne) - rzeczy oczywiste, nie podlegające dyskusji. Przygotowanie harmonogramu zabiegów ochrony - tu już zaczynają się „schodki”. Zakładam, że robicie to wspólnie. Piszesz, że „przy tej gamie środków możemy popełniać kardynalne błędy w dopasowaniu do warunków i pory stosowania”… doradca - nie może takiego błędu popełnić?... sam doskonale wiesz, że nawet przy rewelacyjnej znajomości tematu bywa, że błędów się nie uniknie… i nie zawsze to wina „planu”. Przypominam - padło powyżej ważne słowo - odpowiedzialność. Do tego dochodzą jeszcze dwa inne, bardzo istotne czynniki…doradca i sadownik to dwie osoby. A sadownik często „wie lepiej”. Co w takiej sytuacji? Doradca może jedynie zasugerować rozwiązanie - nie narzuci nic na siłę. Druga sprawa to, na co zwrócił uwagę Decosta, poziom przygotowania samego sadownika. W przypadku sadownika z dużą wiedzą teoretyczną i wieloletnią praktyką (oraz przyzwyczajeniami) może dochodzić do rozbieżności w poszczególnych zadaniach - odwrotnie sadownik „zielony” w temacie intuicyjnie będzie zbyt wiele oczekiwał po doradcy, zbyt wiele zadań kładł „na jego kark”… często będzie zadawał bardzo banalne pytania, ale co gorsza oczekiwał gotowych rozwiązań zamiast podpowiedzi i sugestii… i stąd moje poprzednie pytanie - na ile doradca ma wkraczać w „biznes” (czytaj: kompetencje i pracę) sadownika. Bo w skrajnych przypadkach może się okazać że doradca nie jest doradcą, tylko osobą prowadzącą sad za sadownika. I jeszcze jedna sprawa - odnośnie tej encyklopedycznej wiedzy, Jerzy. Ona jest niezbędna doradcy… w odróżnieniu od sadownika musi wiedzieć dużo, dużo więcej i na każdy temat związany z sadownictwem. Zarówno to jak ten szkodnik się rozmnaża, gdzie zamówić ‘Jonagoreda’, w którym punkcie jest najtańszy Miedzian, jaką grubość ma słup betonowy w rusztowaniu i czy w kosiarce już należy wymienić noże czy jeszcze można poczekać. Tylko taka wszechstronność gwarantuje sukces doradcy.
# pomolog 07.02.2010 22:33
Za długo pisałem - dodaliście już kolejne opinie... i ciekawa jest szczególnie wypowiedź: "Bardzo chętnie część kompetencji oddam zaufanej osobie... A w tym czasie jak on będzie harował, ja pofrunę na Karaiby, a może na lodowiec na narty lub bykiem będe leżał... Czy polskiemu rolnikowi nic już się nie należy..." Niestety Jerzt - nie jesteś odosobniony... duża część sadowników tak właśnie postrzega doradcę... szuka bardziej "wyrobnika" i zastępcy do pracy - a nie pomocy w rozwiązywaniu problemów
# Melolontha 07.02.2010 22:38
Ale doradztwo powinno być ! Np. doradztwo interwencyjne... Kiedyś udało mi się / jako doradcy interwencyjnemu /, zażegnać poważny kryzys w pewnym małzeństwie. Bo On, uparł się, żeby swój piękny, 3-letni sad wiśniowy wiosną, odmłodzić / !!! /, cięciem na " gnaty ", a Ona, uważała, że to chyba trochę ... za wcześnie. Przekonałem ich oboje, że odmładza sie to co stare, a nie na odwrót ! Ale z doradztwem może być też tak, że po dwóch, trzech wizytach, gość, który obiecywał płacic po 1000 zł / na stare pieniądze /, za każda wizytę i prosił, żeby przyjeżdzać jak najczęściej, więcej nie zadzwonił, a jak się póżniej dowiedziałem, sad sprzedał i kupił sobie ... młyn. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy, a co złego, to nie ja...
# Melolontha 07.02.2010 22:44
To może jeszcze do pomologa, z wyrazami... poparcia. Potwierdzam ! Kiedyś miałem tak, że poproszono mnie o przeszkolenie pracowników u pewnego gościa , póżniej miałem już tylko ich doglądać, a skończyło sie na tym, że przez osiem godzin szkoliłem, doglądałem i sam ciąłem... Zapłacono mi za ... doradztwo !
# Melolontha 07.02.2010 23:18
Ależ to jakiś zwariowany ten dzisiejszy, choć historyczny, dzień... A ponieważ ja jutro nie muszę wstać do roboty o jakiejś określonej godzinie, to pozwolę sobie jeszcze na " podrzucenie " tematu, który już trochę poruszył jerzy, a mianowicie tematu, " za ile ? " To też nowa i ważna sprawa, tak wstydliwa kiedyś... Kolega, który szukał pracy, gdy zadał to pytanie / oczywiście za tzw. komuny /, w odpowiedzi usłyszał od swojego potencjalnego pracodawcy : "Dla mnie, to Pan może pracować nawet, za darmo ". Albo skandal, który wywołal kiedyś w Skierniewicach pewien młody pracownik, gdy na jakieś pytanie sadownika, odpowiedział : " I co mam jeszcze Panu powiedzieć... Jak zarobić pieniądze ? " No, ale takie to były czasy, w których nawet Profesor Pieniążek uznał za stosowne napomnieć swoich pracowników, słowami : " Żądanie wolnego dnia, za przepracowaną niedziele / przy oprowadzaniu wycieczek /, albo i zapłaty za ten dzień, jest niedopuszczalne ! To jest w końcu nasz zawód i nasze, powołanie ! " dokończenie - niżej...
# Melolontha 07.02.2010 23:25
Aż w końcu przyszedł ten czas, w którym do ogólnej świadomości, docierać zaczyna fakt, że wiedza / rónież sadownicza /, jest / powinna być / towarem, który ma swoją cenę. No to, " za ile ? "... do moderatora: ... w prawym górnym rogu, ukazuje mi sie czasem napis " wyloguj "... to chyba jakieś nieporozumienie... tam, po napisaniu jakiejś większej liczby postów, powinno sie moim zdaniem ukazać zalecenie " wyluzuj ", albo jeszcze lepiej " Melolontha - wyluzuj ! ". No dobra...
# jerzy45 07.02.2010 23:34
Odniose się pomologu, do tego co napisałeś o wiedzy... Przecież powszechnie wiadomo, że nie będzie tego prowadzi, ani humanista, filozof, filolog lub nawet inżynier budowy promów kosmicznych. Mówimy tu o ludziach z odpowiednią wiedzą i gruntownymi podstawami tematu. To jest oczywiste. Ktoś, kto nie będzie chciał takiej pomocy, to dziś również z niej nie korzysta. Jak wiemy na takim obszarze jaki podałem w moim wypadku z pogodą i warunkami pogodowymi bywa różnie. Nie daleko mnie płynie Noteć (około 6 km ) Jak idą bu8rze to wiemy...idą rzeką, co nie świadczy o tym, że u mnie pada. Z 5-6 lat wstecz przechodziła tam trąba powietrzna...Szkody bardzo duże - 3 osoby zabite... Tą burze tylko widziałem. U mnie jest raczej z racji położenia najczęściej sucho. Jednak w drugim końcu sadownicy z okolic Piły mają wręcz odwrotnie...też leżą nad Notecią, ale tam już rozciągają się bagna, łąki...większa wilgoć. Specyfiką każdego gospodarstwa jest jego położenie i nie ulega wątpliwości, że poznanie warunków gwarantuje w tym wypadku sukces lub porażke. Oczywiście cała dywagacja nad tym problemem jest bezprzedmiotowa, jeśli sadownik będzie tak podchodził, jak to opisałeś. jednak nie ma takiego mądrali wśród nas, który wszystko wie...Wie jak mszyca się rozmnaża, czy owocówka ma uszy, czy wreszcie chrabąszcz majowy ma penisa...Jeśli w tym wypadku będzie działała intuicja, dobry nos, czy wyczucie, to nie warto zaczynać tego tematu. Jeśli będziemy patrzyli, by doradca siedział non stop w sadzie i w nim spał, to jest to małe nie domówienie co do celowości takiego przedsięwzięcia. Co do wkraczania w kompetencje sadownika ? To powinno jasno i wyraźnie być zaznaczone w kontrakcie. Decyzja zawsze należy do właściciela. Doradca - doradza, sugeruje, podpowiada. Ale też za to bierze odpowiedzialność ze wszystkimi konsekwencjami swych porad. Myśle pomologu, że w śród Nas jest chyba już mało mało rozgarniętych osób i zakładam, że z tej formy współpracy skorzystają przede wszystkim ludzie o szerokim horyzoncie myślenia. Zadam pytanie. Proste. Wszyscy, co tu przesiadują mają w 99,99% komputery, są odpowiednie programy lub zbliżone, które można wykorzystać, ale czy komuś chce się ślęczeć nad papierami i wklepywać je do kompa ? pewnie znalazłby się jaki odmieniec, ale większości najzwyczajniej nie chce się zabawiać w takie gierki. Mam być jeszcze księgowym...? Nie chce mi się. Tym powinien zająć się doradca. Z tym wyrobnikiem, to nie przesadzajmy. Praca na łonie natury, na świeżym powietrzu, zimą w ciepełku... nawał pracy doradczej, to okres raptem kilku tygodni... Od końca kwietnia do połowy czerwca. Reszta, to bezstresowe wypełniania obowiązków zgodnych z umową... Gdybym chciał mieć wyrobnika, to zatrudniłbym sobie parobka, co w dużej mierze odciążyłoby mnie od pracy fizycznej... Mógłbym skoncentrować się w tym czasie na innych "używkach"... ja osobiście posłuchałbym takiego doradcy, który powiedziałby mi tak...Rzuć to wszystko w cholere, sprzedaj to co możesz sprzedać, zainwestuj z innymi w sklep wielkopowierzchniowy i śmiej się od uch do ucha... Po tym fakcie możesz śmiało w samolot i na... Szeszele, Hawaje, Karaiby... Pora już późna, ale temat warty przemyślenia...
# arkadia 08.02.2010 07:57
Bałem się, że dla mnie braknie miejsca przy tak gorącej dyskusji. Przeczytałem, same mądre argumenty, choć każdy ma inne. I to się chwali jako, że tylko z rzeczowej dyskusji mogą zrodzić się coś nowego. Mam taką uwagę, choć jest ona z czasów kiedy miałem więcej energii a mniej lat. Pamiętam, że w kraju było chyba 8(?) Zakładów Doś. IS. Pracownicy tychże zakładów podpisywali umowy na współpracę z sadami /oczywiście nie rezygnując z pracy/ czyli mogli legalnie dorobić! Nie widzę problemów by się nie przyjrzeć temu rozwiązaniu? Praktycznie rzecz biorąc ktoś chce zakładać plantację np. fig, berberysu czy żurawiny może znaleźć fachowca który to poprowadzi, wdroży i będzie pilnował interesu. Ktoś kto uprawia 30 lat śliwki chyba fachowca za dodatkowe pieniądze szukał nie będzie. I druga sprawa. Są regiony gdzie sadów aż gęsto- inaczej się ta sprawa ma, a inaczej gdzie jest kilka sadów na województwo - ma takiej pustyni to żaden fachowiec nie wyżyje jako doradca. Premier Francji Clemenso mówił; jak czegoś nie można rozwiązać należy powołać podkomisję. Może warto skorzystać z jego rad sprzed 100 lat.
# Melolontha 08.02.2010 08:44
Było arkadio tych zakładów w szczytowym okresie - 13. I wszystko to było dość dziwne, bo zakłady te, w zakresie swoich obowiązków ani upowszechniania, ani doradzania nie miały, a mimo to i upowszechniały i doradzały. Doradzanie na podstawie rocznych umów, to był jeden ze słabszych elementów tego systemu, bo dotyczył głównie współpracy z PGR-ami, a w PGR-że, jak to w PGR-że... Były takie, w których ludzie / a więc jednak ludzie ! / sad traktowali poważnie, czasem jak oczko w głowie, ale były też takie, dla których, przy stojącej na najwyższym poziomie produkcji pszenicy czy rzepaku, sad był często kulą u nogi. I wszystko to ewoluowało, a współpraca powoli, zamierała... Udział w tym doradztwie nie zwalniał z wykonywania swoich obowiązków, natomiast zabierał mnóstwo czasu, a dorabiane w ten sposób pieniądze, to były grosze, w stosunku do tego, co mogli zarobić chłopaki, którzy brali sekatory i jechali do kogoś, " na fuchę "... Długo by o tym opowiadać... Finał był taki, że zaprzestano cyklicznego nawiedzania zainteresowanych obiektów i wysłano do nich zawiadomienia, o gotowości przyjazdów interwencyjnych, na wezwanie, w razie gdyby pojawił sie problem... Nie zgłosił się nikt... c.d.n.
# Melolontha 08.02.2010 09:01
Najważniejsze jednak, że były i te zakłady i byli w nich ludzie, czyli specjaliści... I przyjeżdżały te / czasem w drodze do wrocławskiego ZOO / wycieczki, ale i prywatni sadownicy oraz kandydaci na sadowników. I te ostatnie wizyty, były najbardziej owocne. Bo taki ktoś wiedział, czego się chce dowiedzieć, co chce zobaczyć, a nawet wiedział do którego specjalisty się udać i czym go ująć , żeby uzyskać jego, jeszcze wiekszą, przychylność. No, ale "przeminęło z wiatrem "... Wnioski : 1. Nic na tym świecie nie jest doskonałe 2. Gdy są ludzie posiadający wiedzę i umiejetności / i nie chodzi tylko o wiedzę sadowniczą /, ci którzy tego potrzebują, potrafią ich znależć, a nawet w razie konieczności, obudzić w nocy 3. czy to powinno być jakoś zorganizowane, nie wiem, bo i holenderscy doradcy przecież, tych kilkudziesięciu tysięcy swoich gospodarstw od bankructwa, nie uratowali... Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg, dyskusji.
# arkadia 08.02.2010 09:15
Ja nie mówię o powielaniu dawnych rozwiązań ale o pewnym kierunku który można rozważyć. I autentyczna historia z roku ok. '70. Instytut ze Świerklańca miał opiekę nad jednym z sadów na Opolszczyźnie. Wizytował go kilkakrotnie w roku dyr. Bystydziński. W trakcie wizyty zalecił; w ciągu 2-3 dni wykonać oprysk przeciw owocówce. W tym czasie w PGR-ze trwały sianokosy. Dyrektor gdy to usłyszał skomentował krótko; aby ten sad szlak trafił. Słowo ciałem się stało - na drugi dzień spadł taki grad, że na drzewach zostało niewiele liści.
# Melolontha 08.02.2010 09:25
A Melolontha nie byłby Melolonthą, gdyby nie opowiedział historyji z dawnych lat... Smutnej historyjki, choć zakończonej, happy endem. Przyjechał był kiedyś sadownik, zaniepokojony faktem, że jego 6-letni sad, ani nie owocuje, ani nawet, nie kwitnie. I chciał się upewnić, czy to prawda co mówią mu sąsiedzi, że nawożenie azotowe w sadzie, jest... zabronione ! Pojechaliśmy do niego, zwróciliśmy uwagę na zerowe przyrosty, ale zwłaszcza na jasnozielony kolor murawy. Następnie kazaliśmy mu zamknąć oczy , które pozwoliliśmy mu otworzyc dopiero, w naszym sadzie. I kiedy on już zobaczył i te metrowe przyrosty i ten ciemnozielony kolor murawy, dostał plam na twarzy i bez słowa odjechał... A kiedy już w jego sadzie pojawiły sie jabłka i to w dużej ilości, które poniektórzy sąsiedzi chcieli obejrzeć z bliska, to on ich wpuszczał, ale zawsze wcześniej ostrzegał, że pies ma słaby łańcuch... na dodatek na wściekliznę, nie szczepiony... Pozdrawiam !
# arkadia 08.02.2010 09:25
Dodam, że pracując jako sadownik "państwowy" kilkakrotnie miałem takie zlecenia np; zakładanie plantacji porzeczek czy pilnowanie terminów ochrony w sąsiednich sadach /prywatnych/. I wszystko było OK.
# Melolontha 08.02.2010 09:37
No to znowu się arkadio, zgodziliśmy ! Jacyś specjaliści gdzieś powinni być, ale to nie mogą być specjaliści-terroryści. I tu, znów, wspomnieć chyba warto i podkreślić wielkość Profesora Pieniążka, ktorego zasada polegała na tym, że my / Instytut / robimy / i pokazujemy / swoje, a Wy / sadownicy / oglądacie, wybieracie i ... robicie swoje ! Taka jakby trochę wcześniejsza zasada : My robimy swoje, a Wy, róbta co chceta ! To mądra zasada, która sadownika traktowała jako kogoś mądrego, odpowiedzialnego i po prostu normalnego, a nie jako jakiegoś, za przeproszeniem... głupka . Pozdrawiam !
# Melolontha 08.02.2010 09:47
Kończąc poranną turę, zacytuję fragment bajki Bułata Okudżawy, w której to bajce, bohater mówi w pewnym momencie : " Bo ja chcę chcieć tego, czego ja chcę, a nie tego czego chce Wielki Grigdig " ! No to może ustąpmy już pola i oddajmy głos sadownikom ... Chcecie tego doradztwa, czy nie ? A jeśli chcecie, to jakiego ? No i za ile ? Pozdrawiam !
# Melolontha 08.02.2010 10:35
A żeby zakończyć może ten, poruszony przez arkadię wątek zakładów doswiadczalnych, które w swoim czasie odegrały pozytywną / taką mam nadzieję / rolę jako ośrodki m.in. doradztwa, to w mojej ocenie, koncepcja ta, obarczona była pewnym, błędem. Bo niby dofinansowywane, ale i na własnym rozrachunku, równocześnie... I funkcjonujące w oparciu o pgr-owski układ zbiorowy. Powodowało to takie sytuacje, że kiedy pracownicy , w krwawym pocie zmagali się z cięciem zupełnie bezproduktywnego Bankrofta na Antonówce, to przyjeżdżajacy " prywaciarze ", po obejrzeniu tego wyjeżdżali i sadzili sobie ... Idareda. No, nie muszę chyba tłumaczyć, kto za kilka lat " trzepał kasiorę ", a kto miał tylko robotę i hałdy drewna / i to jakiego ! /, do rozdrobnienia. No i wtedy odzywały się nawet głosy, żeby zamknąć bramę i nic nie pokazywać, bo gdy oni, naszych błędów nie popełnią, to my się wykończymy... Reasumując : Obok doradztwa prywatnego, istnieć powinny małe stacje doświadczalne, utrzymywane z budżetu, w których swą wiedzę pogłębiać mogli by i sadownicy i ich doradcy. Moim zdaniem, innej i lepszej drogi, nie ma. No i jeszcze musiałaby być wola polityczna... Wola, dzięki której sadownictwo mogłoby nie tylko istnieć, ale nawet zmieniać się i rozwijać...
# pomolog 08.02.2010 11:06
Ostatnie dwa zdania Twojej wypowiedzi Melolontha przed momentem wyryłem szpikulcem na ścianie w naszym holu stacyjnym... ot tak, dla pamięci
# jerzy45 08.02.2010 13:09
Wczorajsza wieczorna dyskusja zaczęła się w nie właściwym punkcie. Należało postawić teze, a później ją udowodnić - czy w Polsce jest potrzebne doradztwo finansowane z budżetu, kto z niego korzysta i w jakim celu. Nie korzystałem i nie korzystam z tej formy usług tych ośrodków, gdyż jako takie nie są mi potrzebna. Pytanie. Więc komu. Zazwyczaj odnosi się to, do zatwierdzania biznesplanów przy okazji inwestycji po części finansowanej z dopłatami budżetowymi...Pytanie. Banki i budżet dają kase, to po kiego jeszcze jedna nadbudowa, która ma coś jeszcze pobłogosławić. Tak mi w moich oczach kojarzy się doradztwo państwowe... Tak zawsze musiało być, bo przepisy wymuszały takie rozwiązania. Innej pomocy nigdy nie uzyskałem...a jeśli jakaś bya, to pewnie nie pamiętam, bo to zawsze fikcja była. Najważniejsza była pieczątka pod delegacjom i oczywiście skrzyneczka jabłuszek - obowiązkowo. Taka forma doradztwa została zakorzeniona na polskiej wsi w innym celu niż obecnie. Dlatego może nie warto się bić, o jakiekolwiek doradztwo, gdyż w moim mniemaniu jest to bezcelowe w takiej archaicznej formie jak było. Jeśli rynek zgłosi zapotrzebowanie, wówczas spontaniczna inicjatywa potrzebowskich stworzy samoistnie takie struktury...
# jerzy45 08.02.2010 13:25
Też zauważyłem ten fakt, o którym w swoim ostatnim zdaniu napisał Melolontha. Zwracacie mi uwage, że politykuje...Ale bez tego w konkretnych tematach nie ucieknie się. To co się dzieje w około Nas jest pod wpływem wszechwładnej polityki i polityków. Bez wymienienia nazwiska czy Posła, Premiera, Ministra czy Prezydenta - taka dyskusja jest nic nie warta, bo jest skierowana w próżnie, słowa rzucane na wiatr... Właśnie ta wola polityczna jest głównym czynnikiem, głównym hamulcowym Naszych sukcesów, klęsk... radości i smutków. Uciekanie od polityki jest naganne, bo pozornie w takim wypadku mamy wrażenie, że ona Nas nie dotyczy. Jest to błędne założenie i niestety miast jednoczyć Wieś w okół jednej idei - "sprawie chłopskiej", to sieje zamieszanie i w konsekwencji doprowadza do rozwarstwienia poglądów, od skrajnej prawicy, po skrajną lewice. Nie może być przeróżnych wizji rolnictwa... Ono jest jedno i takie pozostanie, a i poglądy polityczne na jej temat powinny być stabilne i nie podlegające zmianą... Wracając do tematu. Trzeba w ogóle się zastanowić, czy doradztwo ma być, a jak tak, to co ma być jego celem...Doradztwo fachowe...czy może doradztwo związane z finansami i tą papierkową robotą pod nie tylko unijne inwestycje...czy na takie rozwiązania nie szkoda pieniędzy... i czy jeśli są to, tylko gryzipiórki czy nie rozgonić ich na cztery strony...
# arkadia 08.02.2010 14:36
Na temat przyszłości rolnictwa RZECZOWĄ dyskusję zapoczątkował portal ppr.pl
# Melolontha 08.02.2010 20:12
To może po kolei... 1. do pomologa: Tylko dwa ?!!! - Pozdrawiam z uśmiechem ! 2. do jerzego 45: Będzie popyt, będzie cena, będzie podaż ! Tak mówili też w telewizji, o pojawiających się w internecie ofertach sprzedaży ... cnoty. Ile ? Różnie... Zapamiętałem jedną - 20 000 zł... Pozdrawiam z uśmiechem ! 3. do arkadii: Trochę poczytałem... To cenna inicjatywa, ale dobrze było by, żeby zabrali tam w większym stopniu głos, mieszkańcy miast, bo to również w ich interesie jest, "żeby nam się chciało chcieć" ! Pozdrawiam z uśmiechem ! ... I wogóle jest mi wesoło, a nawet chwilami, smutno...
# pomolog 08.02.2010 21:10
Tylko dwa, bo na tyle wielkość ściany pozwala :) (lepiej dwa, a widoczne z daleka)... piszesz:"I w ogóle jest mi wesoło, a nawet chwilami, smutno..." - to dość typowe objawy... albo związane z nieciekawą porą roku i przesileniem przedwiosennym albo też... ze stanem błogosławionym, Melolontho :) Tak czy siak, niezależnie od przyczyny, należy teraz szczególnie dbać o zdrowie! Pozdrawiam z uśmiechami :)
# jerzy45 08.02.2010 22:40
A ja bez uśmiechu powiem, że takie objawy świadczą o poważnym problemie za zdrowiem...Ja wówczas udaje się do takiej jednej Pani na kanape...ma na imie Lilianna...Po takiej rozmowie wraca stan normalny - szara codzienność bez fajerwerków ze strony szarych komórek...
# jerzy45 08.02.2010 22:43
20 000 złotych za cnote ? czy za doradztwo... nie kumam, ale znając życie to pierwsze. Współczuje temu, który zbiera owe 20 000. Przecież najatrakcyjniejsze są mężatki... Bez jaj Melolontha ...Na Allegro jest wystawiona ? ... musze poszukać...
# Melolontha 08.02.2010 23:11
Panowie ! Najważniejsze - zdrowie ! Kurde...Jak ja sobie pomyślę, jaki to mógłby być temat do dyskusji... Bo przecież na zdrowiu / tak jak i na rolnictwie / , to się wszyscy znają ! Tylko kto wtedy komentowałby to wszystko, czego skomentować się / bez zahaczania o politykę oczywiście / nie da ? A wiecie jakie są warunki dobrego, zdrowego snu ? 1. Czyste sumienie 2. Czysta kieszeń 3. Czyste nogi. Dobrej nocy !
# Melolontha 08.02.2010 23:25
... coś jerzy długo szuka... a może własnie znalazł ? ... a to takie proste... no i te ceny przystępne... od 6 do 50 tysięcy... dzieci już śpią ? ... bo jakby co, to ja znam taką jedną, z błoną w uchu... ale już tylko w jednym... do uzgodnienia... jerzy napisał, że współczuje tym, którzy zbierają te 20 000 złotych... myślę, że to nie jest oferta dla tych, którzy coś zbierają, a raczej dla tych, którzy już uzbierali... do jutra !
# Melolontha 09.02.2010 00:33
A ponieważ chłopaki już chyba śpią, a mnie spokoju nie daje problem " publiczne czy prywatne " / chodzi o doradztwo /, to przygotuję na rano niespodziankę, ktorą nim moderator wytnie, może koledzy zdążą przeczytać. Niespodzianką są dwa numery, które można komuś odsprzedać... Numer pierwszy: Ano zapytajcie któregokolwiek ze swoich przyjaciół, co jest wg. nich ważniejsze w " tych " sprawach; rozmiar, czy technika ? Założę się, że na 10 zapytanych, 10 odpowie - technika ! I to należy skomentować za każdym razem tak : O ! Jeszcze jeden z małym ... / cenzura ! /... Numer drugi / przedstawię na przykładzie mojej teoretycznej rozmowy z jerzym, miłośnikiem, mężatek /... A wiesz jerzy, jaka jest różnica między Twoją żoną a moją ? ... A ja, wiem ! ... I już znów, mamy wtorek...
# Melolontha 09.02.2010 00:54
Natomiast w kwestii " publiczne czy prywatne ", zdania pewnie zawsze będą podzielone... Pewnie niektórzy bardziej cenić będą sobie " publiczne "/ bo płatne / , a inni woleli będa " prywatne ", bo to za friko. Zaniepokoił mnie też zwrot jerzego do mnie z godz. 22:43 / " Bez jaj Melolontha " /, który choć o dwuznacznym wydzwięku, pozostanie / mam nadzieję / bez większego wpływu na naszą, rodzącą sie czasem w bólach, przyjażń... Z wyrazami szacunku.... Melolontha.
# arkadia 09.02.2010 08:46
Wydaje mi się, że w sprawach doradztwa można ożenić; państwowe x prywatne. Otóż, jak już wyżej wspomniałem , po trosze taką rolę kiedyś spełniałem. Pracując jako "państwowy" sadownik w ramach luzu i zapotrzebowania zainteresowanych służyłem radą, pomagałem rozwiązywać sprawy zawodowe sadowników za co mi oczywiście płacono. W obecnej sytuacji pracownicy ODR mogliby być zatrudniani na niepełny wymiar godzin np. 3-4 dni w tygodniu a pozostałe byłyby na legalne, usankcjonowane przepisami "fuchy". Zresztą moja "stara" znajoma tak pracuje w jednym ODR-ze na Dolnym Śląsku. W tej sytuacji trzeba również mieć na uwadze pracowników tychże instytucji z jednej strony chcą mieć jakąś stabilizację a z drugiej uzyskaliby szansę lepszych zarobków. Oczywiście czas zweryfikowałby tychże urzędników na fachowców i "fachowców" którzy nie mieliby "wzięcia".
# Melolontha 09.02.2010 09:05
Jest takie powiedzenie, że " życie nie znosi próżni "... I staje się może trochę mniej ważne, kto i w jaki sposób tą potencjalną próżnię po ODR-ach i innych instytucjach, wypełni... Będzie popyt, będzie próżnia to i ... No właśnie ! Najważniejsze, żeby ci fachowcy byli i żeby gdzieś mogli się kształcić i praktykować... No, ale chyba , takie miejsca ciągle jeszcze są ? P.S. Profesor Zagaja powiedział był kiedyś, kiedy Instytut przeszedł już swoją " górkę " i zaczął zchodzić lekko w " dół " : Co będzie z polskim sadownictwem ? Sadownictwo pójdzie swoją drogą, tyle tylko, że już bez nas...Panta rei ? Ale , dokąd ? Pozdrawiam !
# Melolontha 09.02.2010 09:15
Koncepcja arkadii mi się podoba... Bo tak trochę mają ... lekarze. Wysokie wykształcenie, praca w klinice, ale i prywatna praktyka... Tylko to trzeba by zrobić jakoś tak, żeby ci ludzie, nie poumierali, z przemęczenia... Pozdrawiam !
# arkadia 09.02.2010 09:47
Chyba trafnie porównałeś do lekarzy ale pieniądze nieco mniejsze by z tego były. Zacytuję XVIII wiecznego bajkopisa; Zwołano biegłych konsyliarzy, a oni wedle najnowszej metody, na śmierć zaleczyli- nie bez apanaży. Salam alejkum.
# jerzy45 09.02.2010 13:47
Po 1. niczego jeszcze nie szukałem i szukać nie będe, po 2. nie wiem co to za różnica pomiędzy żonami, po 3. Tylko mężatki są "bezpieczne i bezstresowe", po 4. jak masz pust kieszeń, to źle się śpi !, po 5. "ślub" państwowego i prywatnego...zawsze z tego związku urodzi się korupcja, po 6. hasło leśniczych - nie będzie nas, będzie las, hasło sadownika...nie będzie nas, nie będzie sadu...(dzieci opchną ojcowizne ), po któreś cdn...
# Zdzich 09.02.2010 20:16
Agrosimex proponuje takie płatne usługi.W internecie jest nawet cennik.Czy ktoś z rejonu ich działalności korzysta z tego? Może się wypowie?
# Melolontha 09.02.2010 22:00
Pomimo, że w " zeznaniach " jerzego dostrzegam pewne sprzeczności, z poruszonych przez niego wątków, poruszę już tylko temat ewentualnej korupcji, w razie " ślubu ". Ja wiem, że jest takie zagrożenie, ale żeby w doradztwie rolniczym ? Bo w bankowości, czy wojskowości może i tak, ale przy ustalaniu dawek azotu albo sposobu cięcia ? Nie wiem, ale ja, kiedy doradzałem, nigdy nie uwzględniałem tego, czy " klient " pastwowy, czy prywatny ? Ale kończę, bo post Zdzicha jest tu ważniejszy, a ewentualną odpowiedż / odpowiedzi /, sam chętnie przeczytam, z dużym zainteresowaniem. Pozdrawiam !
# arkadia 10.02.2010 06:50
Co do tez ogłoszonych przez jerzego45 to na temat 1, 2, 3, 4, się nie wypowiadam.Tezy 5 i 6 są fałszywe. Nie czuję się przestępcą a sady i tak będą.
# pomolog 10.02.2010 07:23
Oczywiście, zgadzam się z Arkadią - teza 5 jest fałszywa choćby z tego powodu, że ten "marriage" zawsze był, jest i - co ewentualnie nie będzie, jeżeli zrezygnujemy z członu pierwszego - "państwowy". Znacie doradcę sadowniczego, który w mniejszym/większym stopniu nie doradzałby także klientom prywatnym? Ja nie znam. I słowo "korupcja" jest tu absolutnie nie na miejscu - prędzej pasuje "wstyd" (że muszą i musieli "po godzinach" dorabiać do groteskowych, urzędniczych pensji). Ale jedno z drugim absolutnie się "nie kłóci" - teoretycznie mogłoby iść w parze - gdyby nie podstawowy mankament takiej działalności - czas... Doradca to nie cyborg. I działając "na polu państwowym" działalność prywatna jest w sposób naturalny (przez czas właśnie) mocno ograniczona. Cały czas mówimy o doradcach sadowniczych - tej, w zasadzie bardzo nielicznej grupie osób, biegającej po sadach (państwowych/prywatnych). Nie o dziewczynach tuż po studiach, które z wielkimi oczami siedzą za biurkiem nad wnioskami o dotacje UE. To istotna różnica. A wracając do słowa "korupcja" - w tym temacie jest bezsensowne... jednak w przypadku działalności firm doradczych, prywatnych padają czasem inne słowa: powiązanie, zależność, brak obiektywności. I na ten temat warto porozmawiać.
# arkadia 10.02.2010 08:38
Co do czasu? Z ok. 300 ODR-ów doradcy - sadownicy byliby potrzebni może w 50, może w 100. W niektórych powiatach może jeden to za mało, gdzie indziej wystarczyłby jeden na kilka. Dziś jest tak, że w wielu ODR-ach nawet nie można uzyskać informacji gdzie można zasięgnąć informacji. Przykładem są pytania na forum. Wg mnie dzisiaj to zorganizowanego systemu informacji nie ma pomimo że urzędników jest aż gęsto.
# Melolontha 10.02.2010 08:45
Do użytych przez pomologa w przedostatnim zdaniu okresleń, dodałbym jeszcze tak modny ostatnio ... lobbing. Lobbing, który kojarzy mi się z molestowaniem, w którym mój zysk / i moja przyjemność /, są dla lobbysty zupełnie bez znaczenia. Ale chciałem jeszcze o czymś innym, a mianowicie o naszej współodpowiedzialności za tych ewentualnie, przyszłych doradców. Bo choć to niby oczywiste, to często nie chcemy przyjąć do wiadomości, że taki doradca, zwłaszcza młody, na początku , wie w niektórych sprawach, mniej niż my... Bo i ja tak miałem, że np. z wyjazdu w teren, przyjeżdżałem na początku bardziej ubogacony, niż ci, których miałem w wiedzę, ubogacić. c.d.n.
# Melolontha 10.02.2010 08:56
I dość dużo czasu upłynęło, nim nauczyłem się, na niektóre pytania odpowiedzieć : nie wiem ! Bo kiedy naprężałem się ze wszystkich sił, żeby " ciemnym chłopom " odpowiedzieć na każde pytanie, oni to zauważali i robili sobie ze mnie, jaja... Np. pytając, jak z sadu do sadu przenosi się piędzik przedzimek, skoro samica, nie ma skrzydeł ? Wreszcie znalazłem sposób na takie pytania. Sposób, który podpatrzyem u Pani dr W. z wrocławskiej Akademii Rolniczej... Ona w takiej, kłopotliwej sytuacji, zwykła była przechodzić do ataku, zadając pytanie : A jakie Pan, Panie Kolego, ma inne problemy ? I to zwykle, załatwiało, sprawę... P.S. A tak między nami, to jak ta bezskrzydła samica się przenosi ? Na piechotę ? Pozdrawiam !
# arkadia 10.02.2010 09:18
Z tym piędzikiem to prawdziwa kwadratura kola. Pytałem o to w IS i ... otrzymywałem "wymijające odpowiedzi".
# Melolontha 10.02.2010 09:19
I na koniec / jak to już chyba musi być w przypadku Melolonthy /taka troche smutno-wesoła, refleksja... Chodzi mi o to, żeby nie przesadzać z ta polską " gościnnością " w nadziei, że ugoszczony doradca, powie coś może, czego nie chciał powiedzieć... Bo choć niektóry, może poczytywać to saobie za zysk, to on przeciez może mieć w domu jeszcze, żonę i dzieci... Problem ten chyba nie ma już obecnie takiego znaczenia, bo doradca, coraz częściej, przyjeżdża, własnym samochodem, co w dawniejszych czasach, nie zawsze było możliwe... Poza tym, mamy teraz coś takiego jak asertywność, i dobrze byłoby, żeby ten, który zamierza zostać w przyszłości " wybitnym doradcą ", kurs takiej asertywności, przeszedł. Bo robota w terenie, to nie jest robota, dla mięczaków ! Pozdrawiam z uśmiechem !
# Melolontha 10.02.2010 09:23
arkadio - Brutusie ! A może wtedy, w Świdnicy, to byłeś Ty ??? A jeśli tak, to ja Cię znajdę i ... zabiję !!! Nawet po blisko 40 latach ! Pozdrawiam !
# arkadia 10.02.2010 09:35
W Świdnicy byłem kilka razy w życiu, ale nie przypominam sobie bym co TAM uczynił za co podpadałbym pod jakiś paragraf choćby z KC. Z tego co pamiętam to katedrę którą /nudząc się w oczekiwaniu na autobus / zwiedzałem.
# jerzy45 10.02.2010 12:14
Tutaj Panowie (chyba wszyscy) mam Was... Punkt 5, to taki mały "test Kamińskiego". Chciałem usłyszeć, co powiecie właśnie na ten ożenek...No i ze smutkiem powiem, że się zawiodłem. Jeśli ktoś uważa, że nagannym jest stosowana praktyka przez lekarzy (ja tak uważam), że odbębnimy kilka godzin "na państwowym", gdzie będzie już uregulowany ZUS, a potem dopiero zaczynają się "żniwa"...kosi się hajs, pełnymi garściami, a co tam sentymenty, przysięga Hipokratesa...Najważniejsze, by te przepisy były jak najbardziej nie korzystne dla pacjenta. (mam wrażenie, że to wszystko wymyślają portierzy w ministerstwach, a nie lekarze...zasada im gorzej tym lepiej - dla lekarzy) I inne takie połączenie państwowej roboty i prywatnego biznesu... W tym przypadku było i nawet jest rzeczą normalną, że takie praktyki się stosuje... Na państwowym Pani mało robi, a w domu ma dopiero tłok. Ja też tak dwa razy korzystałem z jej usług... Ja rozumiem koledzy, że taka forma jest najlepsza i bardzo ceniona w świecie polskich dwuzawodowców... Żyć nie umierać... Melolontha ...Do dzisiaj nie wiem, czym różnią się Nasze Żony ? Domniemywam, że nie szczegółami anatomicznymi... Zresztą w dzisiejszym Świecie, to tylko śmierć jest pewna...
# jerzy45 10.02.2010 12:22
Arkadio...6 punkt nie jest w większości fałszywy, bo takie jest życie. Kto nie ma następcy, który ryje razem ze starymi, to ma marne szanse na to, by dzieci z miasta powróciły na wieś... Nonsens (jeśli są to dzieci ślubne). Czytając przeróżne ogłoszenia na temat sprzedaży mienia rolniczego czytamy...pilnie sprzedam, dziadek umarł i nie ma komu prowadzić pasieki, czy inne tego typu anonse. Niestety dopłaty do hektara się przyczyniły, że ta agonia niektórych gospodarstw się przedłużyła, ale śmierć jest nie ubłagana i prędzej czy później brutalna prawda wychodzi na jaw. Moge sypać przykładami, jak się to odbywa... Niech tylko tatko oczka zamknie...Matko Boska, dlaczego tak tatuś musi się męczyć...daj mu szybką i dobrą śmierć...Tak dzieci dbają o rodziców...Smutne.
# Melolontha 10.02.2010 16:50
Ten dowcip / podkreślam - tylko dowcip ! / polega właśnie na tym jerzy, że ja wiem, a Ty nie wiesz... No pomyśl... No skąd ja mogę wiedzieć ? No to może albo sprawdż sam / gładząc lekko swoją głowę /, albo spytaj swojego fryzjera... Może on cos, zauważył ? No taki to dowcip, który " sprzedał " mi kiedyś, mój serdeczny przyjaciel... ale dajmy już może tym dowcipom spokój i poprzestańmy na tym, że mężczyżni i kobiety są na ogół do siebie podobni / z tyłu /, a z przodu, pasują... Zaraz wrócę do poruszonego przez Ciebie tematu następców, choć nie ma to związku, z doradztwem.
# Melolontha 10.02.2010 17:01
I ja niestety, choć nawet czuję się częściowo beneficjentem programu tzw. rent strukturalnych / taką rentę pobiera moja żona /, to widząc co się dzieje u mnie i u prawie wszystkich znajomych, którzy się na to zdecydowali, przyszłość polskiego rolnictwa, widzę, czarno. Bo oto, prawie wszędzie, jest właśnie taka sytuacja, że " starzy " biorą te renty i harują, a młodzi, te pola ktore rzekomo przejęli, na ogół, olewają... Sa takie przypadki, że młodzi albo siedzą za granicą, albo " gospodarują ", z odległości np. ... 300 km. Nie wyklucza to też sytuacji pozytywnych, kiedy młody albo gospodarką sie przejął, albo nawet ją powiększył... c.d.n.
# Melolontha 10.02.2010 17:15
Finał tego procesu będzie prawdopodobnie taki / i tu się chyba zgadzamy /, że kiedy " starzy " się wykończą, młodzi w większości te gospodarki zrujnują, a pola, sprzedadzą... System " zachęt " / z orzechami włącznie /, ma za zadanie ten program przyspieszyć... Czy to dobrze, czy to żle ? Pewnie i tak i nie ... Żle, bo zginą gospodarstwa mniejsze, tzw. tradycyjne i dobrze... Bo powstaną gospodarstwa duże , w których przekleństwo harówy / pługiem, koniem, widłami, wiadrami, cepami... chyba przesadziłem z tymi cepami .../ odejdzie na zawsze, do historii. Ja czasem, w niektórych dyskusjach się śmieję i tłumaczę, jak bardzo mylą się ci, którzy są przekonani, że ciemny polski chłop, nie marzy o niczym innym, jak tylko o widłach i zapachu, gnoju. I w tym portalu już też to pisałem, że to oni, konsumenci piwa i kiełbasy spod parasoli, powinni się martwić, żeby nam się / produkować tradycyjną żywność w małych gospodarstwach /, chciało , chcieć . Pozdrawiam !
# Melolontha 10.02.2010 17:20
A " młodych ", rozumiem i wcale się im nie dziwię, że za wiśnie w cenie 50 gr, mają się chęć brać, jak przysłowiowy " pies do jeża ".
# jerzy45 10.02.2010 18:12
...już przed stypą wszystko będzie wiadomo, co kto zgarnie...(tylko ta Matka jeszcze przeszkadza)...Może tu przydałby się doradca, Który doradzi i przekona, że należy odejść od nie rentownego gospodarowania i przerzucić się na inne tory. Jest jeszcze czas i szansa na to, by stosunkowo (lubie to słowo) młodzi rolnicy porzucili to nie dochodowe zajęcie. Tu było by pole do popisu dla państwowych służb doradczych, jak pomóc przekwalifikować się...Nawet gdyby było to 5 000 - 10 000 osób w kraju, to byłoby już warto. Jak i kiedy siać, czym nawozić lub w ogóle, kiedy kosić...to każdy wie. Doradztwo musi się zmienić i dostosować do współczesnego rolnictwa, a nie odwrotnie, by ktokolwiek jeszcze z niego korzystał ! Dziś chyba z niego korzystają ludzie, co są zmuszeni przez Agencje, do ich błogosławieństwa...
# Melolontha 10.02.2010 18:51
Zrozumiałem jerzy, że namawiasz młodych, aby porzucili to nie dochodowe zajęcie... No, ale ja jestem przekonany, że w wielu przypadkach oni tak właśnie już zrobili. A sprzedać jeszcze przez kilka lat nie mogą, jeśli starzy mają tą rentę strukturalną, otrzymywać... Ale wszystko co najlepsze / kasiora /, dopiero przed nimi. Doradztwo ? Widzę czasem w telewizji wzorce, które podsuwa się im do naśladowania. Był taki reportaż, w którym taki jeden młody, odniósł duży sukces w biznesie, zakładając w miasteczku, salon masażu. I nawet pokazali z jak zadowoloną miną, on głaskał po du... / no powiedzmy po plecach /, taka drugą, zadowloną, a jakże, też ... I mnie się to nawet podobało, tylko że trochę się martwię o tego młodego człowieka... No, żeby on się przy tej robocie nie nabawił, jakiejś, nerwicy... Ja ? Ja się nie nadaję, bo ja już mam... Pozdrawiam !
# arkadia 10.02.2010 19:53
Ostatnie komentarze to takie trochę "karawaniarza w deszczu pod wiatr".
# jerzy45 10.02.2010 20:41
Wspomniałem, o małych, nierozwojowych gospodarstwach. Każdy narzeka, każdy biadoli, wszyscy mówią o nadprodukcji... tylko nikt nie wspomina, że na polskiej wsi jest "przeludnienie". Nadprodukcja jest również tam, gdzie nie ma aż tylu właścicieli. Ziemia będzie rodziła bez względu, czy ma ją mały, czy duży...gruby czy chudy... Czas niestety jest nie ubłagany dla małych. Tylko specjalistyczne gospodarstwa sobie dadzą rade w tym systemie...Im więcej ludzi trafi do usług i innych profesji, tym lepiej dla Nas i Państwa. A dlaczego nie...myślisz, że moge iść do kosmetyczki, by sobie "zrobić" to i owo. Nie, nie mam możliwości, czy moge iść na masaż - nie, do fryzjera - moge, ale z godzine musze czekać, by wydać 8 złotych... czy jest to tylko mój problem ? Pewnie nie. W dużych miastach może usługi są bardziej rozwinięte, ale patrząc na stawiane kolejne markety, można powiedzieć, że nigdy usług za wiele... Arkadio - myślisz o pluciu...? Aha - na nerwice najlepsza jest kochanka - taka pod 33 lata ...
# Melolontha 11.02.2010 08:08
Pamiętam, jak mniej więcej 40 lat temu, mój chrzestny w mocno podeszłym już wieku / a miał pięknie zapisaną karte, bo to i BCh i zbudowany z jego inicjatywy wiejski ośrodek zdrowia i.t.p /, martwił się na temat, " co będzie z polskim rolnictwem ", skoro na gospodarstwach, pozostają same " głupki ". I wtedy były te akcje " każdy kłos na wagę złota " i te rozważania, czy w oparciu o te, przypadające na 1 Polaka 0,5 ha, Polska się, wyżywi... Ale, umarł... a rolnictwo pozostało i Polska ciągle się jakoś / a nawet jakby coraz lepiej /, wyżywia... Natomiast rolnictwo, tak jak wszystko, ciągle się zmienia i widocznie tak być musi... Raczej napewno, tak być musi... I mnie już nawet nie chodzi o to, dokąd ono idzie / pewnie w stronę gospodarstw wielkoobszarowych /... Mnie denerwuje to co, odbieram jako gigantyczne / moim zdaniem / KŁAMSTWO. c.d.n.
# Melolontha 11.02.2010 08:27
Bo za KŁAMSTWO uważam to ciagłe wciskanie ludziom " kitu ", jakoby polski rząd cierpiał na bezsennośc i nie myślał o czym innym, jak tylko o wspieraniu : małych, średnich, dużych, chudych, grubych, niskotowarowych, ekologiczno-orzechowych, twardych, miękkich, w trudnych warunkach, o większym nachyleniu, o mniejszym nachyleniu, młodych, starych, hodowców owiec, koni , słoni, strusi, kóz, pozbawionych dostępu do internetu, zakwaszonych, podtopionych, wysychających i wymagających nawodnienia, tudzież zmeliorowania, agroturystycznych, dwuzawodowych, rodzinnych ... dośc ! Dlaczego nikt, nie ma odwagi powiedzieć głośno ludziom, że to wszystko " ściema " ? Rozumiem... Bo to, potencjalny elektorat który łaknie " wyborczej " kiełbasy... No, chyba że tak... I znów, zamiast o doradztwie, napisało mi się o kiełabasie... A w Polsce pozostało już podobno tylko ok. 200 000 owiec, albo lepiej ... baranów. Może warto byłoby to jakoś szerzej, nagłośnić ? Bo my tu o doradztwie, tylko czy będzie komu doradzać ? Pozdrawiam !
# arkadia 11.02.2010 08:39
jerzy- mam na myśli piosenkę W. Młynarskiego. 40 lat temu krowa dawała średnio 2,500 l mleka. z m2 szklarni było 10 kG pomidorów a z ha 25q zboża, jabłek 10t, powierzchnia PRZECIĘTNEGO gospodarstwa 10ha. Plony wzrosły średnio 3x. Spożycie na twarz wzrosło o 50% więc czarnowidzenie, że po nas tylko las nie ma uzasadnienia. W miarę potrzeb rządy będą MUSIAŁY korygować politykę w kierunku jaki będą wymuszali wyborcy. Im aktywniejsi tym lepiej.
# Melolontha 11.02.2010 08:59
Ale może/ " ku pokrzepieniu " /, napiszę jeszcze coś, co jest jednak moim zdaniem, choć trochę, optymistyczne... Bo chyba te " wielkoobszarowe " emocje, nas sadowników, zajmować powinny, jakby trochę mniej... Bo sady 2 000 ha / Grudynia /, albo i 10 000 ha / Durweitschen - NRD /, w których kolejność zbiorów w poszczególnych kwaterach planowano, latając nad polami helikopterem, nie sprawdziły się... Sad, to jest jednak takie coś, w którym do każdego drzewa trzeba podejść indywidualnie, a zawiązki przerzedzić / a choćby tylko poprawić /, ręcznie... I ja jestem przekonany, że nawet ja, nie siedziałbym tak z samego rana przy tej klawiaturze, gdyby nie ten, miejscami ciągle po kolana, śnieg... A tu jeszcze, zapowiadają dalsze opady... W związku z tym, zastanawiam się, czy w tej sytuacji, moznaby coś sadownikom, doradzić... No to może zaczepic za tym traktorem coś, co choć trochę odwaliłoby w sadzie ten śnieg, żeby można było juz pomału zacząc ciąć ? Panowie ! Toż to połowa lutego !
# Melolontha 11.02.2010 12:16
A jeśli nie ciągając, to choćby samym traktorem / tam i z powrotem / i tak trochę nie tym samym śladem, za to jak najbliżej ściany szpaleru. Bo to, umozliwiłoby trochę dostęp z sekatorem i chodzenie wzdłuż rzędu. Pomogłoby to również zającom, które , jak zauważyłem, chętnie korzystają z takich, ścieżek. Poza tym zając, to jest takie coś, co woli obgryzać gałęzie już leżące, niż gimnastykować się i skubać / np. pnie / z przekrzywioną... no, jakby nazwać to, co zjąc ma ... głową, mordą, pyskiem ? ... z przekrzywionym aparatem gębowym ! To naprawdę dobry sposób, na zmniejszenie strat, na pniach, które po tej zimie i przy takim śniegu, mogą być, szczególnie duże... A na Dolnym Śląsku, znów zaczyna sypać... Pozdrawiam !
# Melolontha 11.02.2010 12:45
Bo zając / podobnie jak człowiek /, jeśli ma stać przy tym pniu, w tych gumofilcach, w śniegu po kolana, a obok dostanie coś , na twardym podłożu i na tacy, to wybierze, tacę.... Przypomnę też, że warto pamiętać, zanim się pójdzie w ten śnieg, o włożeniu na nogę 4 lub 5 skarpet, poprzekładanych papierem, albo workami foliowymi... Ile się należy za poradę ? No, jak zwykle... 150 złotych. Jak przekazać ? No, chyba najlepiej, kładąc / tak jak zającowi /, na jakąś tacę... Numeru konta nie podam, bo to mogłoby mieć znamiona lobbingu o podtekście ... politycznym. Pozdrawiam z uśmiechem, a jak śmieje sie zając,to chyba każdy, z dzieciństwa wie, co ?
# Melolontha 11.02.2010 13:06
A tym zającom, które przeżyją zimę, to my bedziemy musieli się od wiosny, baczniej przyglądać. Bo jak one zaakceptują to GMO / i nie zdechną /, to one mogą się zacząć mnożyc, jak ... króliki ! I jeszcze kiedy lisy / cwaniaki o dobrym węchu ! / odmówią sobie w jadłospisie "zająca ala GMO ", to my dopiero możemy tu mieć z nimi, przerąbane... Cholera ... Że też znowu ja, pierwszy musiałem na to, wpaść... Pozdrawiam !
# jerzy45 11.02.2010 14:49
W związku z prowadzoną dyskusją zadam proste pytanie... Czy Ty Melolontho bywałeś lub bywasz w "Pędzącym króliku" ?... Prawdopodobieństwo, że bywał tam pomolog jest znikome, bliskie zeru...Czy pomolog bywa w Zieleńcu jest już duże. Dlaczego poruszam ten wątek ? ma to głębszy sens z tym co pisze Melolontha ...
# Melolontha 12.02.2010 09:21
Pamiętam, jak w moim nieistniejącym już zakładzie, przysypiająca na zebraniu załoga, ożywiała się pod koniec, gdy poddawany został temat najbliższej zakładowej, zabawy tanecznej... Fakt pojawienia się " królików " w temacie " publiczne czy prywatne ", oceniam jako sygnał, że dyskusja powoli, dobiega końca... Ale i w temacie " pędzących się królików ", tez mam coś do powiedzenia... Bo ja się nigdy nie chwaliłem tym, że dwa króliki, hoduję... To dwie roczne samiczki, które właśnie mi się pędzą, a wysokoenergetyczna dieta jabłkowo-chlebowa powoduje, że nawet ... bardzo się pędzą... W związku z tym mam pytanie fachowe. Pytanie brzmi : Czy to już czas, aby wypożyczyć tym " dziewczynkom " - pierwiastkom, jakiegoś " chłopczyka ", czy jeszcze na ich " macierzyństwo" za wcześnie, bo za zimno ? Bo już niedługo będą musiały opuścić pomieszczenie zamknięte i przenieść się na dwór. W czym trzymam ? W pustej o tej porze, jabłkowej, skrzyniopalecie... Oczywiście gdy " zaciążą ", każdą umieszczę, osobno... Myślę, że ktoś, taką poradę, mółby zafundować mi " za friko " i to nie z powodu podejrzeń jerzego, jakobym moją rencinę przetupał, z jakimiś " bunnies "... Pozdrawiam !
# Kazimierz 12.02.2010 20:09
Oj Mentolonth dziewczynki ći się śnią.
# Melolontha 12.02.2010 20:46
W związku z bezprzykładnym i nie zachowującym żadnych standardów atakiem Kazimierza na mnie, wyjaśniam : 1. Nie Mento... tylko Melo... 2. Nawet jeśli mi się śnią / np. nie podlegające już ochronie prawnej 20-latki / to zawsze mam świadomość, że gdy im wyrzynały się pierwsze ząbki, ja już byłem po 40-ce i to mnie powstrzymuje od wykonania jakiegokolwiek ruchu w ich kierunku. 3. Mam taką jedną dziewczynkę, którą czasem nawet trzymam na kolanach. Ona niedługo skończy 2 latka i zawsze śmieje się do mnie / niektórzy twierdzą, że ze mnie /, zwłaszcza wtedy, gdy zwracam sie do niej " Ty mała gąsienico sadownicza ! ". 4. Przypuszczam, że zwrotu do mnie per " ci " , użyłeś częściowo nieświadomie, bo z mojej obserwacji tego, co dzieje się na większości portali " Ci " oznacza szacunek, a " ci ", wręcz odwrotnie... Owszem, było nie na temat i w razie czego, jeśli moderator wykaże się brakiem zrozumienia dla faktu, że porachunki osobiste załatwiamy w świetle jupiterów i na oczach blisko 100 000 widowni, to niech nas skreśli, obu. Pozdrawiam ! A jeśli jeszcze przyjdzie mi coś do głowy w temacie " publiczne czy prywatne ", to jeszcze tu zaglądnę.
# Melolontha 12.02.2010 21:05
No i przyszło i to prawie, natychmiast... Myślę, że Ci, którzy niedługo będą musieli coś z doradztwem zrobić i którzy nawet podobno mieli to o czym piszemy przeczytać, ogólny obraz tego, jakiego doradztwa potrzebujemy a z jakiego conajwyżej będziemy się śmiać, mają. No i zobaczymy... Bo w socjaliżmie to było bardzo proste. Prawie wszystko co " tam ", było dobre i funkcjonowało, u nas robiono na odwrót, albo na " odwyrtkę ". I zakończę tak : Jeśli to nowe doradztwo będzie obowiązkowe a fundusze na jego uskutecznianie pochodzić będą z jakichś obowiązkowych potrąceń przy sprzedaży owoców, to czas budzić Śpiących Rycerzy w Tatrach i szukać jakiegoś dobrego adwokata, który udowodni, że nie stanowią Oni organizacji przestępczej, o charakterze, zbrojnym. Pozdrawiam... Jak pozdrawiam ? No, jak zawsze, z uśmiechem !
# jerzy45 12.02.2010 22:03
A tak ładnie napisałem i zgasło na milisekunde światło... Jestem zmuszony streścić, to co straciłem... Prosze tylko tego nie traktować jako politykierstwa. Co "polityka" zrobiła dla rolnika...? Przyglądając się komisji hazardowej, temu co pisze Melolontha, pomolog, arkadia i inni nie wymienieni, to można wyciągnąć wniosek taki - NIC ! W innych działach gospodarki - prywatyzacje, restrukturyzacje, programy naprawcze, ustawy kompensacyjne, wcześniejsze emerytury...itp. Co w tym czasie zrobiono dla Nas ? NIC. Pozostawiono Nas samych sobie, byśmy z prawidłami natury "sami" rozwiązali problemy współczesnej polskiej Wsi. Najzwyczajniej "kopnęli w kalendarz"... Takim sposobem już za pare lat zostaną skasowane nie dochodowe i nierentowne gospodarstwa, a także i większe z prostego powodu... Przyjdzie śmierć...A przy takiej kondycji rolnictwa, to tylko skończony głupek chciałby wrócić na Wieś i kontynuować dzieło Ojców. Dla garbu, dla odcisków...Komu teraz lub później urzędnicy będą doradzać ? Dziadek Melolonthy miał obawy...bo się martwił o rolników i rolnictwo. Dziś nikt o to się już nie martwi. Dziś sami wpadliśmy w pułapke zastawioną przez naszych ukochanych polityków, którzy to zgotowali nam ten los... Dobrą lekcją poznawczą jest śledzenie komisji hazardowej...Struktury władzy, ich kompetencje i standardy, procedury i nazwiska...itp. taka lekcja wychowania obywatelskiego. I co się okazuje... Otóż, minister rolnictwa - zna się na hazardzie, ciekawe czy znał się na rolnictwie... Dla jednej ekipy podobne działania są pro publico bono, a dla drugiej już jest to kryminalny wątek... Wszędzie panuje powszechne i wyświechtane zdanie..."to co robie, to robie dla Polski". Jeśli patrze na te gęby polityczne w telewizji, które od ponad 20 lat albo i dłużej wpływają na Naszą rzeczywistość, to aż chce się krzyczeć...Panie Kononowicz - wypierz Pan swój sweter... Ci ludzie znają się na wszystkim, ale za nic nie odpowiadają... Zdruzgotany jestem słowami siostry K. Olewnika. To co powiedziała, to dla mnie szok. ! Wszystkiego można się po nich spodziewać, ale czegoś takiego sobie nie wyobrażałem... Dlaczego to pisze. Bo My tu o czym piep***** ! O doradztwie... przecież będzie, tak jak oni to zrobią i sobie wykombinują. Czy my jako rolnicy w ogóle mamy na coś wpływ ? Dziś już na nic... Nawet nie mamy wpływu na cene swoich produktów, bo ona jest z góry Nam narzucona i to brutalnie i z bezwzględnością... Wmawia się, że samorządy rolnicze i inne takie bajki...Miało być inaczej, ale wyszło inaczej... By zakończyć moją wypowiedź odniose się jeszcze do niespełnionych marzeń polskiego chłopa...I nie jest to wcale polityczna wypowiedź, tylko ocena rzeczywistości... Pokładano nadzieje w człowieku "z ludu", którego to ten lud wypchnął na najwyższe stanowiska...Miał szanse choć w części "pozałatwiać" chłopskie problemy, które to utrudniają życie wszystkim rolnikom - i tym myślącym "po lewicowej linii", "prawicowej" czy "środkowej" ... np. terminy płatności,...itp ...Osobiście gościa nie popierałem, ale mu kibicowałem, że spełni, to co mówił w przeszłości. Z przykrością musze stwierdzić, że ten "watażka" wczoraj "umarł"... Zakńcze ten jego epizod znanym cytatem..." Oto jest ten, który jeszcze dziś rano mniemał się być wyższym nad wszystkie mocarze świata."
# Melolontha 13.02.2010 08:29
Po przeczytaniu komentarza jerzego, dochodzę do wniosku, że " a więc jednak ... polityka ". Polityka, a w odniesieniu do rolnictwa, nawet jej brak... Reszta tego co mogę napisać, przeznaczona może być tylko dla miłośników tzw. " spiskowej teorii dziejów " , co tak skrótowo ujął kiedyś Mleczko : " Azor ! Nie szczekaj na telewizor , bo decyzje zapadają gdzie indziej ! " . I ja też, zastanawiam się czasami, co / kto /, powoduje, że nawet niektóre autorytety i ludzie którzy naprawdę za komuny niejednokrotnie ryzykowali, nabierają wody w usta, ślizgają się, kręcą, unikaja tematów... I to nawet tacy " wojownicy " jak " Endrju ", którzy po powrocie z Brukseli, nagle stracił swoje zęby... I nie tylko on, zresztą... I myślę nieraz, czy większość tych afer i " afer ", w które uwikłani są nasi politycy, nie powstała z nudów... No bo ile można siedzieć w takim ministerialnym fotelu i nie robić nic ? Bo myślę, że nawet sam Premier Pawlak, wtedy tą ustawę " o wykonywaniu zawodu aktora ", musiał wymyslić, z nudów... c.d.n.
# Melolontha 13.02.2010 08:42
I my tu sobie dyskutujemy o doradztwie, o aferze hazardowej, a tu nagle ciach !, i zbudowanie połowy dróg ekspresowych w Polsce , zablokowane. Przez kogo ? Przez żaby ! Ale o tym jakoś tak cichutko, choć nie przeczę, informacja była i szybciutko jakoś tak się ... zbyła. Więc może jednak jest jakaś racja w tym, że wszystkim tym kieruje jakiś Wielki Brat, a spośród setek bilionów komentarzy, które ukazują się w internecie, prawdę zawiera ten jeden, na który się niedawno natknąłem : " Mordy w kubeł chamy, wszystko co wam przeznaczone, to łapy i do roboty ... I czym prędzej to zrozumiecie, tym lepiej "... Mnie jednak nawet taka perspektywa nie przeraża, bo ja robotę " łapami " nawet, od tej za biurkiem wolę, pod warunkiem, że ma ona sens... c.d.n.
# Melolontha 13.02.2010 08:55
I nawet być może nie byłoby problemu, gdyby ten niepokój, który nawet w temacie " prywatne czy państwowe " przebija, dotyczył wyłącznie jakiejś " porąbanej Melolonthy "... Ten niepokój wyraża jednak coraz więcej ludzi na świecie a w Internecie jak się okazuje, jest tego do oporu... A kto wierzy w " spiskową teorię dziejów " , a nawet ma chęć popsuć sobie humor na resztę tego weekendu, może wrzucić sobie w wyszukiwarkę hasło np. " Świat wg. Monsanto "... Ja sobie już to trochę postudiowałem, zaznaczam że to nie ja wymyśliłem, firmę Monsanto zawsze za Roundup bardzo ceniłem, a teraz idę poodśnieżać w okolicy mojego garażu bo jednak przynajmniej raz dziennie do tych królików zaglądnąć trzeba... Pozdrawiam !
# pomolog 13.02.2010 10:59
Ja jednak z uporem maniaka chciałbym powrócić do tematu doradztwa i dwóch zagadnień, które już poruszyliście - mimo to szybko "zeszły na boczny tor". Celowo omijam temat polityki nawet w odniesieniu do pytania "państwowe czy prywatne?"... wiem, że ten element polityki jest tu obecny, ale rozmowa w takim przypadku (jak widać i jak to już zauważył Melolontha momentalnie odchodzi od zagadnień rolnictwa). Dobrze - mam na myśli rynek doradczy i miejsce dla coraz to nowych, kolejnych firm czy osób prywatnych oraz ...doświadczenie w tym zakresie (chyba takie określenie będzie na miejscu). Odnośnie punktu 1 - bodajże w 1991 roku ukazał się w Haśle Ogrodniczym, dziś można powiedzieć proroczy niemal artykuł, na temat doradztwa sadowniczego. O niewykorzystanych możliwościach, "luce" na tym polu, o zadaniach stawianych doradztwu na najbliższe lata. I ze sporym, 15- letnim poślizgiem wiele "proroctw" zawartych w tym artykule zaczęło się spełniać. Brak jednak odpowiedzi na zasadnicze pytanie (i tam również postawione). Jaka jest "chłonność" tego rynku, kiedy (może już?) będziemy mieć do czynienia z prawdziwą konkurencją w tym zakresie i "walką" o klienta... z moich obserwacji wynika, że z jednej strony dochodzimy do tego punktu, z drugiej - ta "luka" jest jeszcze bardzo, bardzo duża... dlaczego? sadownicy, którzy brali pod uwagę doradztwo, myśleli i chcieli korzystać z takiej pomocy - już zdecydowali. I korzystają czy to z usług Agrosimexu, Fruit Akademii, Soski czy doradców zachodnich lub innych, prywatnych doradców na naszym rynku. Pozostała tylko, jedynie - a raczej aż grupa sadowników, których należy zachęcać, przekonywać, "kusić" ofertami do skorzystania z usług. I ta "walka" teraz dopiero się zacznie. Będzie to między innymi związane też z punktem drugim, do którego zmierzam - doświadczeniem osób doradzających. Panuje nadal, zupełnie błędny stereotyp bezpośredniego powiązania wieku doradcy z jego wiedzą i umiejętnościami praktycznymi. Błędny - ponieważ bardzo często jest dokładnie na odwrót. Młodzi ludzie, zajmujący się tą profesją mają za sobą nie tylko coraz lepsze przygotowanie teoretycznie (i wiedzę zdobytą również poza granicami naszego kraju), ale również poparte praktyką (i w kraju i za granicą). To bardzo istotne dziś właśnie, kiedy sadownik-producent musi "stawić czoła" konkurencji nie na rynku lokalnym - ale ogólnoświatowym...
# arkadia 13.02.2010 12:04
Słusznie prawisz pomologu ale czy masz konkretne wnioski?
# pomolog 13.02.2010 12:31
Odnośnie punktu 1 - napełnienia rynku usługami doradczymi - swoje zdanie wyraziłem, liczę na Wasze opinie i spostrzeżenia... uważam, że czas (i to najbliższe kilka lat) pokaże czy ta konkurencja i "walka" o klienta się "rozkręci"... w tym temacie trzeba jeszcze jedno brać pod uwagę - coraz bardziej widoczne zróżnicowanie klientów-sadowników... jest coraz mniej osób, oczekujących informacji czy "samica piędzika ma skrzydła, czy nie" - a coraz więcej żąda konkretnych wiadomości gdzie, za ile ma sprzedać, co i w jaki sposób produkować... to tematy wykraczające poza ogólną i nawet rozszerzoną wiedzę tylko i wyłącznie z sadownictwa... stąd moje wcześniejsze uwagi na temat "wszechstronności" współczesnego doradcy. On MUSI wiedzieć jak to robią inni - nie tylko z Grójeckiego, ale i z Bawarii, doliny Loary czy okolic Budapesztu. "Kto stoi w miejscu, ten się cofa" - ta reguła dotyczy również sadowników - ale przede wszystkim osób zajmujących się doradztwem. Punkt 2 - stereotypy trudno "złamać"... aczkolwiek i tu widzę zmiany. Po prostu młodzi ludzie muszą najpierw zapracować na zaufanie... i to akurat idzie moim zdaniem w dobrym kierunku
# jerzy45 13.02.2010 13:36
Przepraszam, że poruszam "to" od czego ta dyskusja zależy...Przecież to nie leży w naszych kompetencjach, i będzie tak, jak inni w naszej sprawie zadecydują. I tu pomologu najszczersze intencje są nic nie warte, bo "załatwią" to za Nas. My nawet kwiaTkiem w butonierce nie będziemy... Ja uważam tak, jak napisałem wyżej - prywatne. Nie możemy się odnosić tylko do Grójca, Warki... bo tam Polska się nie kończy. Po za obszarem tych rejonów gdzie są tysiące hektarów sadów, żyją i inni sadownicy. My ciągle spoglądamy na innych i chcemy się od nich uczyć... Jednak nie dostrzegamy problemów i sytuacji, których porównać się NIE DA ! Ostatnio, tak na marginesie, ktoś wspominał o drugiej Bawarii - haha zbuduje ją. Dlaczego się nie da... Otóż kłania się tu historia i zaszłości z przeszłości. Ta przeszłość niestety zdominowała przyszłość. Taki spadek po ówczesnym systemie. Taki "pocałunek" i śmiech przeszłości. Nie ta kultura, nie ten światopogląd, tam środki produkcji od początku dziejów były w posiadaniu prywatnych właścicieli...ect...ect... tam nikt nie wie, co to państwowy monopol na wszystko. Niestety myślenia u ludzi, którzy w swej młodości to tworzyli - nie zmienisz. Trzeba czasu i pokoleniowej zmiany, która i w tym aspekcie życia nie będzie miała naleciałości poprzedniego systemu. Polskie społeczeństwo jest biedne, nawet można powiedzieć, że bardzo biedne... Nie sugerujmy się chęcią dogonienia zachodu... To tylko mit o potędze...Tak na prawde zbudowany na kredytach ! dziś przy okazji maożna tylko podziękować rządowi RP, że nie poszedł drogą drukowania pustych pieniędzy,... bo polskie społeczeństwo zbankrutowałoby, z całymi konsekwencjami tego czynu... dlaczego to pisze ? Bo chcąc optować za jakąś opcją, trzeba wyłuszczyć argument i geneze tej tezy. Pytając się o doradztwo, wszyscy będą na tak...Jednak jeśli dojdzie do konkretów nie ma nikogo. Przyczyna ? Brak pieniędzy. Państwowe doradztwo, to dziedzictwo przeszłości i "ciepłe posadki"... Przyszłość, to "puszczenie tego na żywioł"... Będzie zapotrzebowanie - znajdzie się usługodawca. Tak działa prawidłowa gospodarka. Jeśli będziemy oglądać się na posłów, ministrów, to wątpie, by były to pomysły pomyślne dla całej branży. W Polsce, by coś działało sprawnie i wydajnie musi najpierw upaść...Innego wyjścia nie ma. Tych służb nie można usprawnić, bo będą to zawsze decyzje administracyjne, a one to zwiastują koniec naszej prywatnej własności... Już dziś urzędnicy pokazują co potrafią stworzyć przy dopłatach bezpośrednich. W tym fragmencie co pomologu napisałeś o Agrosimexie, i innych firmach, to jest przykład samoistnego podchodzenia do Nas z usługami, na które czekamy. tylko taka forma doradztwa ma szanse, by ktokolwiek z niej skorzystał...Państwowi nawet nie potrafią trzymać języka za zębami...
# arkadia 13.02.2010 14:32
Casus świńskiej grypy i GMO pokazuje kierunki jakie przybierają niczym nie ograniczani globalni producenci a tym samym kierunki ich doradztwa. Nie zawsze znajdzie się odpowiedni "kopacz". Na Haiti żyją sami szczęśliwi ludzie bo mają gospodarkę rynkową od stworzenia świata.
# Melolontha 13.02.2010 20:19
Słowa pomologa / godz. 12:31 / o tym, czego będzie oczekiwał sadownik przyszłości od doradcy przyszłości / m.in. gdzie i za ile sprzedać oraz co i w jaki sposób produkować /, skłaniają mnie raczej do zakończenia już udziału w tej dyskusji z prostego powodu. To nie jest już mój świat, rodzi się chyba coś nowego, stare musi odejść... Bo stare jest podłe, wredne ale przede wszystkim... nieufne. Współpraca młodego ze starym, jest coraz częściej, niemożliwa... Odbieram czasem takie telefony, w których młody głos, usiłuje mi wmówić, że ma dla mnie pomysł na to, jak ja mógłbym zrobić kasiorę... Gdy przedstawiam się : Melolontha , lat 60, słucham... młody głos, przeważnie przeprasza i dziękując, kończy rozmowę... c.d.n.
# Melolontha 13.02.2010 20:34
Dzięki tej nieufności , udało mi się m.in. 1. nie powierzyć swoich pieniędzy jakimś maklerom, którzy obiecywali, że będą mi je, pomnażać 2. nie zamówić u jasnowidza cyferek, które gwarantowały mi " szóstkę " w toto-lotka 3. nie zamówić tej cudownej technologii, w której ten gość z portalu, przerabiał ... łososie 4. nie sprawdzić , kiedy umrę / moja żona wycofała się, gdy zażądano od niej wysłania sms-a / 5. nie zamówić tych cudownych bakterii, do wytwarzania kwaśnego mleka... I mógłbym wymienić jeszcze wiele tego typu, podobnych / słynne " darmowe rozmowy " /, spraw. I ja się pytam : To co w końcu ten sadownik ma wiedzieć, jak nie chce wiedzieć co posadzić i gdzie i za ile sprzedać ? A ten doradca, który niby ma to wszystko wiedzieć, to dlaczego chce ode mnie kasiory, zamiast samemu to posadzić, albo i ten, trafnie skreślony kupon toto-lotka, wysłać ?
# Melolontha 13.02.2010 20:48
I jeszcze jedno, na koniec. To nie jest najlepszy czas, na dyskusję o doradztwie, gdy sadownictwo, upada.Może się mylę, ale wielu sadowników, oczekuje raczej na dobrą radę, jak z tym skończyć i co by tu, dalej... Myślę, że to z czym mamy doczynienia, to raczej coś w rodzaju sondażu... Sondażu, w którym ktoś, próbuje dowiedzieć się, na ile chłopstwo, byłoby gotowe jeszcze, pociągnąć na swoim grzbiecie / gdy państwowa kasa pusta / to, co nazywa się, doradztwem rolniczym. Lekarzu / doradco /, ulecz się / doradż sobie /, sam ! P.S. Niespecjalnie dzieliłbym doradców na młodych i starych. Jeśli mają być, to powinni być, jak muzyka, tzn. dobrzy ! Pozdrawiam !
# pomolog 13.02.2010 21:12
Ostatnie zdanie bardzo trafne :) Jedna kwestia tylko mnie nurtuje - skoro, jak piszesz, niespecjalnie dzieliłbyś doradców pod kątem wieku - dlaczego tak wytrwale stosujesz ten podział w przypadku sadowników? Tu obowiązuje ta sama reguła... nie wiek jest istotny, tylko to co robimy i co chcemy (i jak) dalej robić... "sadownictwo upada" - pogląd z założenia pesymistyczny... czy słuszny i prawdziwy? mam coraz większe wątpliwości - temat do kontynuacji jak przypuszczam już za rok Pozdrawiam serdecznie
# jerzy45 13.02.2010 22:08
Mam podobne zdanie jak Melolontha. Każdy chce mi doradzać i pomagać w tym, jak zagospodarować moje pieniądze...Ja jednak tych doradców nie słucham...Ja takich pieniędzy nie mam ! Tylko oni o tym nie wiedzą. W dzisiejszych czasach większość ludzi, co są rolnikami ma średnie i wyższe wykształcenie i uważam za nie stosowne nawet doradzać magistrowi rolnictwa, przez "doradce" po liceum... Co więcej ten mgr jest praktykiem i przez lata pracował w rodzinnej firmie. Prosze mi przedstawić teraz pole do popisu przez tego doradce... Oczywiście, że nikt wszystkiego nie wie, ale w temacie rolnictwo nie ma mądrych. Doradztwo, to niekiedy "stek pobożnych życzeń", które i tak nic nie wskóra z siłą natury. czy ludzie wykształceni w innych zawodach są prowadzeni za rączke ? Nie. Tylko na rolnikach przyklejono łatke - uwaga głupek - należy mu pomóc...Dziękuje za taką pomoc. Niestety takie stwierdzenie jest powszechne i utrwalone w urzędnikach od doradztwa. Może koledzy mają inne doświadczenia, ale ja źle oceniam ten system, jakim jesteśmy uszczęśliwiani na siłe. Jak ma ni pomóc ktoś, kto nie jest w stanie rozpoznać siewki chwasta, a co dopiero po nasionku koniczyny powiedzieć, co to za odmiana. Jak mam wierzyć w wiedze doradcy, jak jego pole rzepaku pięknie kwitnie przeróżnymi kolorami, ale najmniej w nim koloru żółtego... Czy iść za nim w ogień i popaść w takie kłopoty, jakie on ma...? Nie generalizuje, ale taka forma doradztwa w miare wykształconych rolników jest nie porozumieniem. Jednak patrząc na wyczyny naszych twórcw prawa prawdopodobieństwo, że i ten mgr. sobie nie poradzi z interpretacją oscyluje około 99 %. Znając realia życia, to czarno widze nasz los, bo by takie służby nie upadły stworzy się pod nie takie przepisy, że rolnik bez ich podpisu nie będzie miał prawa wykonać orki... Już nie jednokrotnie tak bywało i pewnie nie pomyle się jeśli będzie tak nadal...
# jerzy45 13.02.2010 22:13
Czy sadownictwo upada ? Nie. Ono musi wrócić do normalności, do takiego poziomu produkcji, jaką jest w stanie wchłonąć rynek i eksport. Radosna twórczość rolników przekształconych w sadowników musi się zakończyć...Nikogo w niedługim czasie nie będą dziwiły ugory sadownicze, gdzie będzie tętniło życie chorób i szkodników...
# jerzy45 13.02.2010 22:27
..."Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął, Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął, Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha, I zagrał: róg jak wicher, wirowatym dechem Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem. Umilkli strzelcy, stali szczwacze zadziwieni Mocą, czystością, dziwną harmoniją pieni. Starzec cały kunszt, którym niegdyś w lasach słynął, Jeszcze raz przed uszami myśliwców rozwinął; Napełnił wnet, ożywił knieje i dąbrowy, Jakby psiarnię w nie wpuścił i rozpoczął łowy. Bo w graniu była łowów historyja krótka: Zrazu odzew dźwięczący, rześki: to pobudka; Potem jęki po jękach skomlą: to psów granie; A gdzieniegdzie ton twardszy jak grzmot: to strzelanie. Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało..." Takim o to cytatem chce podsumować czasy świetności polskiego sadownictwa... Długo jeszcze będzie to echo grało... Nie zagłuszy go, nawet ten rechot... z niedalekiej przeszłości... O czasach świetności polskiego sadownictwa, które "pociągnęło" do przodu całe zaściankowe rolnictwo, będą krążyły z legendy przekazywane ust do ust...O rechocie szybko zapomnimy, jako o "wypadku przy pracy"... Zapomnijmy...
# pomolog 13.02.2010 22:48
A widzisz Jerzy - czytając Twoją wypowiedź /22:08/ odnoszę wrażenie (i jeśli jestem w błędzie, popraw mnie proszę natychmiast) że nie jesteś przeciwnikiem doradztwa państwowego - jesteś przeciwnikiem doradztwa W OGÓLE. Bo skoro uważasz, że doradztwo państwowe "uszczęśliwia Cię na siłę" - to jak w takim razie nazwać doradztwo prywatne, które jakby nie patrzeć jest zdecydowanie bardziej "agresywne" (reklama, marketing itd.). To przecież prywatny sektor "narzuca się" z usługami klientowi (co oczywiście jest jak najbardziej zrozumiałe - takie sa zasady gry). Tylko jeżeli mam rację, to trudno Ci zachować obiektywizm w temacie... czy jednak się mylę?
# Melolontha 14.02.2010 08:26
Pewnie, gdybym nawet ja sam, przeczytał wszystkie swoje wypowiedzi w poruszanym przez nas temacie, mógłbym zdumieć się, ile było w nich głupoty, pajacowania oraz sprzeczności. Dziękuję jednak portalowi " sadownictwo.agro.pl ", za to, że wszystko to mogło się ukazać, bo przynajmniej ja odniosłem taką korzyść, że było mi wesoło, a czasami nawet ... smutno. W związku z tym, napiszę jeszcze raz coś , w podobnej konwencji... c.d.n.
# Melolontha 14.02.2010 08:46
Zacznę może od pytania. Pytanie to brzmi : Czy rolnictwo / i sadownictwo /, jest działalnością gospodarczą ? Chyba jest... Czy jest biznesem / już nie wnikam, czy opłacalnym, czy nieopłacalnym, rozwijającym się czy upadającym / . Chyba jest... Czy doradztwo w biznesie powinno być? Chyba tak... Czy powinno być państwowe ? Chyba nie... Osobiście nie widzę powodów, dla których doradztwo rolnicze / jeśli ma być wolne od polityki /, nie miałoby podlegać regułom, wg. których działa każde , inne doradztwo... Mam pomysł i wiedzę, widzę rynek, widzę w tym kasę, zakładam firmę, zgłaszam działalność gospodarczą, kupuję kasę fiskalną, rozpoczynam działalność...Na własne ryzyko, na własną odpowiedzialność, na własny / uczciwie opodatkowany ! / rachunek. Przecież wszystkiego nie wiem, więc niech mnie może ktoś uzupełni, albo skoryguje... No a jak to jest z doradztwem / i usługami / weterynaryjnym ? Bo z tego co słyszałem, zostało to sprywatyzowane i niespecjalnie słychać, żeby komuś to przeszkadzało... Pozdrawiam !
# Melolontha 14.02.2010 08:52
ODR-y pomagają rolnikom wypełniać wszystkie te, skomplikowane uunijno-pomocowe wnioski ? Ja się też, nauczę... Ja mam, maturę ! Pozdrawiam !
# Melolontha 14.02.2010 09:00
A tak przy okazji, to chciałem powiedzieć, że byłem wczoraj w sadzie i objechałem go dookła, traktorem... Panowie ! Masakra ! Zające zjadły wszystko, o grubości do 2-3 cm. U mnie na szczęście, takie drzewka to absolutny margines, ale... Kto nie był dawno w swoim młodym sadzie, to dobrze radzę... Zima ciągle trwa, śnieg zalega, a one żrą ! Właśnie teraz... Pozdrawiam !
# arkadia 14.02.2010 09:26
Pomologu masz rację!!! Jeżeli ktoś nie chce korzystać z doradztwa /jest mu niepotrzebne/ to niech nie korzysta. Jeżeli jest ono , na dziś ułomne /niedostosowane do dzisiejszych realiów/ należy je reorganizować, tym bardziej że urzędnicy UE nie dadzą o sobie zapomnieć /choćby wyhodowano proste banany/. Łatwo wylać dziecko z kąpielą... Jakoś nikt nie zlikwidował doradztwa w "starej" Unii choć ma ono różne formy. Gdyby mądrze doradzano sadownikom kiedy należało zaprzestać nowych nasadzeń jabłoni, wiśni, czy aronii nie byłoby ani nadprodukcji ani dramatów ludzi którzy sadzili je w nieświadomości czym to grozi.
# Melolontha 14.02.2010 11:08
Protestuję ! / to do arkadii ... /. Profesor Makosz niejednokrotnie zwracał uwagę, żeby skończyć z nasadzeniami wiśni, bo... Zwracał również uwagę, że " prze-Szampioniliśmy ", co może grozić... I być może nawet przestrogi te słyszeli niektórzy sadownicy... Problem polega na tym, że np. w mojej okolicy , wiśnie w dalszym ciągu sadzili ci, którzy nie słyszeli, bo i nie mogli słyszeć, a to : policjanci, taksówkarze, nauczyciele, elektrycy i wielu jeszcze innych, którzy tak jak inni, chcieli zostać jak ja, milionerami... Odwożę kiedyś ludzi nyską, a siedząca obok mnie pani : Pan jest milionerem ... Ja: Ja ???. Pani : Pan ! Ja : Proszę Panią, ja ledwie na oczy widzę... Pani : A jednak Pan jest ...milionerem. Po powrocie do domu, komentarz mojej żony: Durniu ! Po co ją prostowałeś ? Niechby się baba cieszyła, że siedziała obok... milionera... Pozdrawiam !
# Melolontha 14.02.2010 11:52
Polska to duży kraj, w którym jest dużo ziemi uprawnej. W Polsce sprawdziło sie to, czego uczono mnie w szkole o tym, że kapitalista może produkować coś, co jest nikomu niepotrzebne, podczas gdy planowa gospodarka socjalistyczna... I dlatego, gdybyśmy mieli wyciągnąć jakieś wnioski z tego do czego doszliśmy, to powinniśmy chyba jednak przyjrzeć się dokładniej, jak wygląda planowa gospodarka kapitalistyczna w takich krajach jak Holandia i Izrael, które nie mogą pozwolić sobie na marnowanie swojejn ziemi uprawnej ,oraz funkcjonujące tam z pewnością, doradztwo. Bo jak powiedział nawet kiedyś pewien rosyjski oligarcha : Kapitalizm kapitalizmem i wolny rynek wolnym rynkiem, ale przecież, kto musi tym... kierować. Typowa " sprzeczność sama w sobie ", że boki zrywać, tylko, czy aby napewno ? Pozdrawiam !
# pomolog 14.02.2010 12:03
Święte słowa, Melolontha :) I dziękuję za docenienie roli portalu w tej dyskusji... tak, to bardzo duży plus - możemy wymienić swoje spostrzeżenia, wnioski, przemyślenia na bieżąco... czy ktoś, od kogo zależą pewne decyzje weźmie to pod uwagę - to już zupełnie inna kwestia... ale wypowiedzi są, można poczytać - żałuję tylko, że grono dyskutantów jest tak nieliczne :( ... na forum Hanat przedstawił kolejny ciekawy wątek do wymiany poglądów - też mocno dyskusyjny - "Jak nas widzą? Czyli wizerunek sadownika i polskiej wsi"... zachęcam do zabrania głosu w tej sprawie Pozdrawiam
# jerzy45 14.02.2010 12:38
Tutaj masz Melolontho słuszną i historyczną racje. Otóż dla młodszych...Powtórze tylko. Gospodarka socjalistyczna w odróżnieniu od kapitalistycznej różniła się tym, że socjalistyczna była planowa, a kapitalistyczna chaotyczna i krwiożerca. Tak nas uczono przez lata, o wyższości tego systemu nad innym... Gruba księga to była...(wystawie ją w przyszłym roku na aukcje na WOŚP) Jak ten "wyższy" skończył, to wiemy... Jeszcze uszczęśliwiają nim Koreańczyków z Północy, ala to już długo nie potrwa. Podobnie zaczynają "palić pięty" Hugo Haweza w Wenezueli... Ale to co było w tamtym systemie, nie musi być skazane na zagłade, wręcz przeciwnie. Są dziedziny, w których to Ci za Odry powinni się uczyć od nas, a nie na odwrót. I to wcale nie to, że były to zdobycze socjalizmu. Nie wiem, dlaczego przejmujemy niekiedy rozwiązania o wiele gorsze i bardziej bijące Nas po kieszeni. Możliwe, że źle mnie zrozumiałeś, bo jako takiemu doradztwu nie jestem przeciw, ale nie w takiej formie jak obecnie. Pewnie nie wszystko zostało powiedziane. Otóż jestem przeciwnikiem takich rozwiązań, jakie dziś obowiązują - głównie są to zadania, które to mają pomagać w papierkowej robocie - wnioski, fałszowanie i dopasowywanie danych do tego, by wszystko ułożyło się w jeden logiczny ciąg... Jeśli te opinie są zatwierdzane przez te jednostki dla banków, to musi wszystko się zgadzać. później idziemy do banku i tam również musimy poddać się "rygorystycznemu dopasowaniu danych" do porządku prawnego, a to wszystko, by wilk i owca...Uczestniczyłem i jeszcze do dziś uczestniczę w tej farsie, jakim jest rolnicze doradztwo. Ja mam odwage powiedzieć to wprost...A koledzy ? Kto tak na poważnie sprawuje kontrole nad prawdziwością i rzetelnością tychże urzędników doradczych... Prosze mi podpowiedzieć, co konkretnie kryje się dziś pod pojęciem doradztwa...? Przykłady. Nie obiło mi się o uszy, by ktoś w okolicy korzystał z ich pomocy...Jestem przeciwny takiemu systemowi sprawozdawczości, która to ewidentnie fałszuje dane o naszym życiu...Poprzez te zmanipulowane dane decydenci podejmują swe decyzje odnośnie naszej przyszłości i teraźniejszości. Skąd "góra" czerpie swoje dane ? Prosze kilka przykładów można poszukać tu na portalu w newsach, gdzie, pisze się bzdury... Skąd pismaki czerpią swoje dane ? Od nas bezpośrednio, czy poprzez taką spreparowaną rzeczywistość... Można odnieść wrażenie, że jak pisze kolega Melolontha jest to, teoria spiskowa... Możliwe, ale ja w miom życiu stykałem się i stykam z taką fikcyjną działalnością od szkoły średniej. Ta radosna twórczość zaczęła się już za "średniego" Gierka około 1974 roku i trwa do dziś. Nie jestem aż tak oblatany, jak Wy Koledzy i nie siedze w szczegółowych rozwiązaniach tychże organizacji, ale przecież to się dzieje na oczach wszystkich...
# jerzy45 14.02.2010 12:52
Czy państwowe jest gorsze od prywatnego ? Nie. Jednak w takim stanie zdecydowanie. czy rolnik by uzyskać pomoc musi jechać do miasta ? czy ją tam znajdzie, czy będzie musiał kilkakrotnie powracać, bo co doradcy pracują ponoć w terenie. Tylko gdzie ? nikt nie jest w stanie powiedzieć, a dziwnym trafem komórka nie ma zasięgu... Ja osobiście jestem za takim "państwowym doradztwem". Duże ośrodki - kilka w kraju, coś na wzór Instytutu w Skierniewicach. Tu skupia się ta branża, a w innym ośrodku np. wszystko o hodowli świń, bydła, drobiu itp... dziś w epoce motoryzacji nie jest istotna odległość- istotne jest to, że pojade w ciemno i w jednym miejscu uzyskam odpowiedź na moje problemy. To w jednym miejscu będzie skoncentrowana cała "wiedza". Jadąc do powiatu czy wojewódzkiego ośrodka i tak mam dzień z głowy i niczego niekiedy nie wskóram, a jadąc nawet i 100 km dalej mam pewność i gwarancje powodzenia. Lokalizacja. Otóż nie w Szczecinie lub Przemyślu, nie Wrocławiu czy Suwałkach. Tak sobie wyobrażam doradztwo finansowane z budżetu. Można stworzyć takie silne ośrodki, zamiast tych licznych i nieruchawych liliputów...
# jerzy45 14.02.2010 12:55
...błąd ..."Ja osobiście jestem na nie za takim państwowym doradztwem"... zabrakło na nie...
# Melolontha 14.02.2010 18:07
No to teraz, pozostało by nam już tylko stoczyć walkę o to, kto zakończy ta dyskusję... Gdyby miało okazać się, że ostatnie słowo / w sensie matematycznym a nie pod względem ciężaru merytorycznego / należeć miało by do mnie, to było by ono / jak się pisze było by - razem, czy osobno ? /, następujące : 1. pogadaliśmy jak " stare chłopy " 2. czasem nie wiadomo było o co chodzi, a wtedy wiadomo, że jak zwykle chodzi o... kto, skąd, komu i.td. 3. no to może by tak kierownictwo portalu stworzyło możliwość zorganizowania na ten temat, jakiegoś sondażu ? Rozumiem, że ostatni punkt, jest poniekąd moją ingerencją w nie swoją własność / portal /, ale w dobie wszechogarniających wszystko i wszystkich, sonadaży... Pozdrawiam i już idę zobaczyć, jak mnie widzą i piszą inni, choć muszę powiedzieć, że niczego mądrego się tam nie spodziewam, ale może tak musi być, że stale trzeba przypominać niektórym, że ostatni koń zdechł kilkadziesiąt lat temu, że chłopów praktycznie już nie ma, a ci którzy stoją pod sklepem, w mieście siedzą pod parasolami albo i na wysokich stołkach, przy barze.
Zaloguj się aby dodać komentarz   
[drukuj]   [wyślj]   [dodaj nową wiadomość w tej kategorii]