użytkownik: Gość | logowanie

Jesteś w: News (1713) > Związek Sadowników RP (98)

"Pieniążek", ceny, kryzys, zmowa     

Sezon zbioru jabłek w pełni. Co prawda są problemy z wybarwieniem niektórych odmian (zwłaszcza z grupy Jonagolda), ale już większość sadowników rwie na całego. Pomaga pogoda, która jak na razie nam sprzyja, choć przydałoby się kilka nocy z przymrozkami, nie pada, jest ciepło. Dzięki efektom kilkuletnich działań naszego Związku, nie brakuje w zasadzie pracowników, głównie tych zza wschodniej granicy, a i stawki niższe niż te w minionych 2- 3 latach.

Niewątpliwie przyczynił się do tego kryzys na Ukrainie i w naszym kraju. W zasadzie nie ma problemów z terminowym otrzymaniem w Powiatowych Urzędach Pracy oświadczeń o zamiarze zatrudnienia. Wystarczy cierpliwie poczekać w kolejce i za kilka dni dokument gotowy. Nie ma także znanych z lat ubiegłych kłopotów przed polskimi konsulatami i wydanie wizy też nie trwa długo. Zwykle niecały tydzień. Nasze naciski, wyjazdy, pisma odniosły skutek.



Pamiętajmy jednak o podpisywaniu umów i legalnym zatrudnieniu, gdyż sceny sprzed kilku lat, związane z kontrolami Straży Granicznej i innych instytucji mogą powrócić. Tym bardziej, że są coraz większe naciski, aby zabrać nam możliwość zatrudniania cudzoziemców, co przy wzroście bezrobocia, znajduje sprzymierzeńców. Silnym argumentem dla naszych przeciwników byłyby ewentualne pozytywne wyniki kontroli, z których wynikałoby, że zatrudniamy „na czarno”. Poświęćmy więc trochę czasu i pieniędzy, i dopilnujmy wszystkich formalności w trosce o własny i innych kolegów interes.

Pierwsze spostrzeżenia z sadów, to zdecydowanie mniejszy niż w latach ubiegłych, zwłaszcza z poprzedniego roku, udział jabłek przemysłowych w strukturze zbiorów. Wielu sadowników mówi, że ma 10- 30 % „przemysłu” w porównaniu do zeszłego roku. To niewątpliwie dobrze, bo nasze wieloletnie doświadczenia z przemysłem przetwórczym, świadczą, że z tym towarzystwem nie idzie się dogadać. Jak nawet uda się osiągnąć porozumienie i nawet podpisać jakiś dokument, to z reguły jest to niewiele warte, bo natychmiast ustalenia są łamane. Wyjściem jest nieprodukowanie „przemysłu” na rzecz owoców deserowych. Ten sezon to całkowicie potwierdza. Nasze oskarżenia o „zmowę” znajdują potwierdzenie. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że „przemysłu” jak na lekarstwo, zakłady dzwonią do punktów skupu po towar, dostawy mniejsze niż awizowane wcześniej ilości, a cena ani drgnie. Niemal w całej Polsce poniżej 20 groszy za kilogram. Jeśli nawet któryś z zakładów zdecyduje się podnieść cenę zakupu, to niemal natychmiast jest doprowadzany do „pionu” i zaraz powraca do prawdopodobnie ustalonego poziomu. Jeśli ta sytuacja będzie dalej miała miejsce, to obawiam się ,że będziemy musieli powtórzyć ubiegłoroczne protesty. Przetwórcy nie boją się dziś ani rządu, ani Unii (ta poprzez mierne zainteresowanie polskimi problemami w zasadzie im sprzyja). Boją się tylko protestu, a więc braku surowca, no i ewentualnych pikiet przed bramami zakładów. My natomiast wiemy, że cena 15 groszy za kilogram, to śmiechu warty poziom i w przypadku zagrożenia bytu naszych gospodarstw, a to ma dziś miejsce, nie cofniemy się przed jakąkolwiek formą obrony.

Niewiele lepiej z „deserem”. Eksport stoi, bo rynek rosyjski skutecznie opanowali Mołdawianie ze swoją bardzo tanią produkcją. Do tego dochodzą bariery celne powodujące, że nasze owoce przegrywają konkurencję. Rosja prowadzi własną politykę handlową i w zasadzie wybiera sobie kraje, z których chce kupować. Preferencje celne stosuje dla krajów ze swojej strefy wpływów (Mołdawia), bądź z tych, które chce mieć w swojej strefie (np. Serbia, która skutecznie w tym roku wyeliminowała z rynku naszą śliwkę). Tym, którzy nie chcą z nią współpracować stawia zaporowe warunki. Tym samym uprawia poprzez handel grubszą politykę. Wydaje się, że rynek ten otworzy się na nasze jabłka dopiero w zimę, po pierwszych silnych mrozach lub, co miało zawsze miejsce w latach poprzednich, po 15 stycznia, kiedy zakończą się tamtejsze Święta Bożego Narodzenia.

Europa zachodnia ma jeszcze spore zapasy jabłek z zeszłego sezonu i nie chce za bardzo wpuścić nas na swój rynek. Spożycie krajowe jest na stałym poziomie, co jednak przy braku eksportu powoduje wrażenie, zwłaszcza patrząc przez pryzmat rynków hurtowych, że gwałtownie spadło. Nic podobnego. Wieloletnie analizy pokazują, że niezależnie od ceny, Polacy zjadają co roku mniej więcej tyle samo jabłek i innych owoców.

Ubiegłoroczne wyniki w handlu zagranicznym jabłkami pokazują wyraźnie, że bez eksportu na wschodnie rynki sobie nie poradzimy z zagospodarowaniem dziś już największej w Europie produkcji. Oficjalne dane mówią, że w minionym sezonie sprzedaliśmy tam ponad 800 tys. ton jabłek. Dla niewtajemniczonych to ponad 4 razy więcej niż w najlepszym roku za „komuny”, kiedy to wydawało się nam, że bijemy rekordy, ładując wagony jabłek niemal na każdej nadającej się do tego rampie kolejowej. Gdyby dodać ilości wyeksportowane innymi kanałami, to ilość 1 miliona ton, którą przewidywaliśmy jesienią ubiegłego roku, została wywieziona. Niech to mają na uwadze wszyscy ci, którzy toczą polityczne boje z Rosją. Pamiętać o historii niewątpliwie trzeba, wspominać ważne, często nawet bardzo tragiczne wydarzenia, ale przede wszystkim trzeba patrzeć w przyszłość. Także tę przyszłość gospodarczą.

Podjęliśmy, jako Związek Sadowników RP, inicjatywę wybudowania na terenie powiatu grójeckiego pomnika, zmarłego w roku ubiegłym, Profesora Szczepana Aleksandra Pieniążka. Miejsce bardzo adekwatne, bo to właśnie w tym regionie najlepiej rozwinęła się idea Profesora. Zasług Pana Profesora nie potrzeba chyba nikomu po raz kolejny przypominać. Warto jednak pamiętać, że dzięki rozwojowi sadownictwa wiele tysięcy polskich rodzin niesamowicie cywilizacyjnie awansowało. Niech nikt z nas o tym nie zapomina i niech zasług w tym zakresie nie próbuje przypisać komukolwiek innemu, tym bardziej sobie. Gdyby nie działalność i determinacja Pieniążka nie byłoby tego wszystkiego czym się dziś szczycimy, pięknych sadów, ogromnej produkcji, wspaniałych budynków, dobrych samochodów, wykształconych dzieci itd., itp. Wszystko co było i co jest dobrego w polskim sadownictwie to zasługa Profesora.

Przyszedł czas wyrazić wdzięczność. Pomnik postawiony w jednej z największych gmin sadowniczych, w odwiedzanym przez tutejszych i przyjezdnych miejscu, byłby tego najlepszym wyrazem. Koszt jego budowy w adekwatnej do zasług wersji, to ogromny wydatek. Najczęściej, gdy buduje się pomnik, wydaje się cegiełki, kupony, robi publiczne zbiórki. Nasz Związek postanowił zgromadzić środki finansowe w inny sposób. Uznając, że największy ciężar powinni wziąć na siebie sami sadownicy, zaproponowaliśmy niestandardowe rozwiązanie.

W czasach prosperity naszego sadownictwa, kiedy żył jeszcze Profesor, wielu jego nazwisko utożsamiało z dochodowością branży i myślało, ze to pseudonim. W tamtym okresie sadownictwo rzeczywiście gwarantowało duże pieniądze. Kilka miesięcy temu wpadliśmy na pomysł, że świetnym rozwiązaniem, adekwatnym do zasług Profesora byłoby wydanie tzw. dukata lokalnego, nadając mu właśnie nazwę „Pieniążek”. Zawarliśmy umowę z Mennicą Polską i pomysł stał się faktem. Od kilku dni wszyscy Ci, którzy uznają zasługi Pana Profesora i chcieliby wyrazić mu podziękowanie poprzez wybudowanie pomnika, mogą to zrobić nabywając tę okolicznościową monetę. Jest ona w dwóch wersjach- mosiężnej o nominale „4 Pieniążki”, wartej 4 złote i srebrnej o nominale „80 Pieniążków”, wartej 200 zł. Są one dostępne w bankach spółdzielczych, mających swoje placówki na terenie powiatu grójeckiego. Tak więc każdy, kto dołoży się do budowy pomnika nie tylko wesprze tę szlachetną inicjatywę, ale będzie mógł zachować z tego tytułu niepowtarzalną pamiątkę w postaci monety. Będzie ona, do 1 stycznia 2010 roku, pełniła rolę normalnego środka płatniczego w sklepach, zakładach usługowych, które przystąpią do akcji.

Po kilku dniach trwania akcji jesteśmy bardzo mile, pozytywnie zaskoczeni. Z wielu miejsc Polski docierają do nas zamówienia, nawet na kilkadziesiąt i kilkaset sztuk. Tak więc jest obawa, że nie dla wszystkich chętnych monet wystarczy. Zachęcam więc wszystkich do szybkiego jej nabywania.

Zebrane w ten sposób pieniądze będą stanowiły wkład sadowników w dzieło budowy pomnika. Po brakujące do pełnej realizacji budowy środki, pewnie zwrócimy się do samorządów, instytucji, firm itd. Byłoby dla nas jednak wielkim honorem, jeśli to polscy sadownicy daliby największy wkład finansowy. Myślę, że mimo obecnego wielkiego kryzysu w branży, mamy za co Panu Profesorowi za co podziękować. Zróbmy to kupując okolicznościowego „Pieniążka” i trzymajmy go później w domu w honorowym miejscu.

Miroslaw Maliszewski
Prezes Związku Sadowników RP
Posel na Sejm RP

Źródło: polskiesadownictwo.pl


Reklama:

Popularne tagi:


zbiory   sadownictwo   ceny   jabłka   sady   sadownik   owoce   maliny   truskawka   ochrona   jablka   eksport   gruszki   przetworstwo   zsrp   parch   sadownicy   wisnie   rosja   przymrozki  

Stacja meteo - - Komorniki

Data2012-02-12 00:00:00
Sum. opady (mm)0.00
Śr. temp. (C)-18.74
Śr. wilgotność powietrza (%)82.33

Więcej stacji...

KOMENTARZE
Portal sadowniczy - sadownictwo.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczanych komentarzy
# Melolontha 05.10.2009 20:50
Ideę budowy pomnika Profesora Pieniążka popieram, całym sercem. Bo to On / z pewnym uproszczeniem, oczywiście /, nam te samochody, dał. Ale myślę też, że powoli, trzeba by się chyba zastanowić nad jeszcze jednym pomnikiem, a chodzi o tego prezesa, który nie tylko, swoją polityką wpłynął na istotną poprawę jakości produkowanych przez nas jabłek / stopniowe eliminowanie tzw. przemysłu /, ale uniemożliwiając nam nie tylko zakupy nowych samochodów, ale i remonty tych starych, wpłynął na znaczne wydłużenie, przeciętnej długości życia, polskiego sadownika. Po prostu ludzie, z konieczności, będą więcej chodzić, a ci bogatsi, przesiądą się na rowery. Zastanawiam się tylko, czy Oni obaj, powinni stanąć obok siebie, naprzeciw siebie, czy w całkiem innych miejscach ? A może ktoś, ma jakieś pomysły ? Pozdrawiam !
# arkadia 09.10.2009 18:12
Nie sądzisz, że wystarczy pamiątkowa tablica? Prof. Pieniążek działał sam. Drugi "sukces" ma wielu ojców. Sam prezes by temu nie podołał.
# Melolontha 11.10.2009 23:47
wiesz co arkadio ? Z tą tablicą mnie chyba przekonałeś... Bo jak ten Profesor, ma być na tym pomniku tak podobny, jak JP II na niektórych, to chyba tablica była by lepsza. Co się zaś tyczy tego Prezesa, któremu nieraz dokuczałem, to oczywiście mam świadomość, że On może być tylko tym, który " to " wszystko, na dodatek swoją twarzą, firmuje. A zauważyłeś / każdy zauważył /, ze nasz Premier, ostatnio, jakby trochę zaczął upodabniać się do Prezesa, choć zdaje się, jest między nimi dość duża różnica wieku ? No, ale też, i ciężar odpowiedzialności, nieporównywalny. Nie zazdroszczę ani jednemu, ani drugiemu, i takiej roboty, nie podjął bym się, za żadne pieniądze. Pozdrawiam !
# Melolontha 13.11.2009 22:51
Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze tu zagląda, ale niech tam... A choćby nawet ta / autentyczna ! /, historyjka, miała wylądować w archiwum... Bo nie wiem, czy ktoś pamięta te czasy, kiedy wiśnie były ... na kartki ? Tak, tak... Kartki, z wypisaną ilością / 10 kg /, wydawał w moim byłym zakładzie, dyrektor. I na nic zdały się nawet łzy pewnej pani z księgowości, która prosiła o jeszcze jedną kartkę na wiśnie, które chciała zawieżć, swojemu lekarzowi. I wtedy, dostaliśmy informację, że z wizytą do zakładu, wybiera się Profesor Pieniążek. Dyrektor, zgodnie z panującymi wówczas standardami, dzień wcześniej przeszedł po sadzie, aby ustalić, czyniącą największe wrażenie, trasę. Niestety, Profesor poszedł swoją drogą i nijak nie dało się Go z tej drogi, sprowadzić. Wreszcie dotarł na miejsce, gdzie złodzieje, poporzedniej nocy, wyrwali mnóstwo, świeżo posadzonych drzewek, wiśniowych. I tu, dyrektor, zaraz zaczął się , za tych złodziei, tłumaczyć... że kradną. Na to Profesor Pieniążek: " To dobrze, panie kolego... To bardzo dobrze, że kradną... Bo to oznacza, że wzrasta, zainteresowanie, wiśniami !". Ech, gdzie te czasy, kiedy wszystko, a nawet wiśnie, były, na kartki...
# Melolontha 13.11.2009 23:19
W uzupełnieniu powyższej anegdoty, dodam jeszcze, że po tym spacerze, odbyło się wieczorem spotkanie Profesora, z załogą. I nikt , nawet przez moment, nie poczuł się dotknięty, kiedy Profesor, swoje, pełne pochwał i komplementów przemówienie, rozpoczął od słów " Wy tu, w Dąbrowicach... " I jeszcze tylko dwa słowa o liście, który, jako bardzo cenną pamiątkę przechowuję w swoim archiwum i który to list, Profesor , napisał do mnie i do moich kolegów, gdy zawiadomiliśmy Go, że do miejsca przeznaczenia/ a był nim pewien, zamorski kraj /, dotarliśmy. W swoim liście / a był to rok 1974 /, Profesor nawiązał do pamiętnych Mistrzowstw Świata w piłce nożnej, słowami : " Sam, choć nie jestem kibicem, z dużym zainteresowaniem , oglądam transmisje z udziałem, polskiej reprerentacji. A zainteresowanie w Polsce, tymi meczami jest tak duże, że bywało, że co poniektóry chirurg, to nawet przerywał operację i biegł do telewizora, aby śledzić, homeryckie boje, naszych piłkarzy ." Ciekawostki te, mogły by, znależć się, moim zdaniem, w jakiejś książce np. pt . " Profesor Pieniążek we wspomnieniach i anegdocie ", która z pewnością, kiedyś powstanie. Założę się, że i wśród Państwa są tacy, którzy znają takie różne, związane z osobą Profesora, historyjki... Może by ktoś, coś na ten temat, napisał ? Pozdrawiam !
# Melolontha 07.12.2009 20:46
Wiem, że zawsze, w każdym zakładzie, który miał odwiedzić Profesor, była zawsze, duża mobilizacja. Jedną z rzeczy, której pilnował każdy dyrektor było to, żeby każdy, kto udaje się u boku Profesora na przegląd sadu, miał przy sobie sekator. Profesor nie wyobrażał sobie i nie tolerował sadownika / nawet dyrektora ! / który wchodził do sadu, bez sekatora ! I ja, do tej pory, zawsze ten sekator mam przy sobie, i zabawiam się nim nawet, gdy siedzimy sobie gdzieś w sadzie i gawędzimy ze szwagrem, który / bywa /, zwraca mi czasem uwagę, żebym tym tak nie wymachiwał, bo się jeszcze / albo i kogoś /, skaleczę...
# Melolontha 15.01.2010 10:14
Profesor Pieniążek odchodząc na emeryturę, odbył coś w rodzaju pożegnalnego turnee, w czasie którego, odwiedzał zakłady i ludzi, z ktorymi, przez tyle lat, współpracował. Wreszcie, zaprosił wszystkich, na ostatnie spotkanie do Skierniewic, w którym, uczestniczyłem. Ciekawe, czy pożegnalne wystąpienie Profesora zostało nagrane, bo były tam również pewne watki rozliczeniowe, z których wynikało, że w trakcie tego, Jego " rąbania drew ", również trochę " wiór ", się posypało... Najważniejsze było jednak zakończenie, które cytuję z pamięci / warto zauważyć, w jakich to było czasach ! / : " Może być i tak, że komuś, nie podoba się rząd, albo i ktoś w rządzie... Pamiętajcie jednak zawsze, że istnieje OBOWIĄZEK PRACY DLA OJCZYZNY / podkreślenie moje - Melolontha / , bo " dłużej klasztora, niż przeora " ! Jakże aktualne to, do dziś ! Pozdrawiam !
# Melolontha 16.01.2010 20:48
Był taki okres, w którym czasami, musiałem dokonywać oceny poziomu pielęgnacji, różnych sadów, sadzików, a nawet ogródków przydomowych. I bywało nieraz tak, że ich właściciele, z moją opinią się nie zgadzali, a jako argument podawali, że wszystko robią, zgodnie z tym, co słyszeli na wykładach Profesora Pieniążka . Gdzie ? W telewizji ! Nie przeczę,że Profesor w telewizji bywał, ale żeby z wykładami ? ... Pozdrawiam !
# Melolontha 17.01.2010 20:27
Powstawanie coraz większych obszarowo gospodarstw rolnych / oraz sadów /, skłania mnie do przypomnienia pewnej, a znanej mi ze słyszenia historii, w której bedzie również wątek zwiazany z osobą, Profesora Pieniążka. ... Kiedy narodził sie pomysł, założenia 2 000 ha sadu w Grudyni Wielkiej, poproszono Profesora, o konsultację. Profesor miał podobno pomysł zaakceptować, ale zaznaczył, że powinno być to traktowane, jako swego rodzaju eksperyment, którego powodzenie zależeć będzie od pełnego doinwestowania, wg. zasady, że " nie sztuka, posadzić... ". I miał podobno spytać : " Czy wyobrażacie sobie zerżnięcie 2 000 ha zboża, sierpem ? ". Inicjatorzy przedsięwzięcia, mieli podobno odpowiedzieć, że nie. Po czym Profesor poinformował ich, że nakład pracy ręcznej na pielęgnację hektara sadu, poównywalny jest do takiego, rżniĘcia, a następnie zapytał : To jak ... Posadzicie te 2 000 ha sadu ? Odpowiedż brzmiała : Posadzimy ! Wniosek z tej historyjki jest moim zdaniem taki, że wiara w cuda, nawet w tamtych latach i u tamtych, deklarujących się jako niewierzący działaczy, była i zjawisko to nie jest wynalazkiem ostatnich lat, jak sądzą niektórzy... P.S. Z tego co mi wiadomo, sad w Grudyni Wielkiej, nigdy nie osiągnął planowanych 2 000 ha, a na koniec przeszedł pod władanie innego Profesora, ale to już całkiem inna, historia...
# Melolontha 18.01.2010 09:08
Byłem kiedyś na takim szkoleniu, które odbywało się w parterowym budynku i w którym uczestniczył Profesor Pieniązek. Profesor, po swoim wystąpieniu, udał się na odpoczynek, do swojego pokoju. Po pewnym czasie wróćił jednak na salę i poprosił organizatorów , o interwencję, bo ... Bo jakiś człowiek, nie mogąc sforsować drzwi do pokoju Profesora, zaszedł Go od strony okna i straszy, że wybije szybę, jeśli nie dostanie ... autografu ! CÓż... Każda popularność ma swoją cenę, a z jej różnymi formami, Profesor z pewnością spotykał się, wielokrotnie... P.S. Zastanawialiśmy się póżniej, do czego temu jegomościowi, tak bardzo potrzebny był ten autograf. Może do tego, żeby pokazać żonie, że jednak się na tym szkoleniu było a na takim szkoleniu to przecież to i owo kosztuje a takiemu kelnerowi, to przecież ten napiwek, też trzeba dać...
# Melolontha 18.01.2010 23:53
Wszyscy, którzy interesują się historią polskiego sadownictwa i Instytutu, wiedzą, że tuż po wojnie, ich podwaliny, kładło Profesorów, dwóch, przy czym Profesor Pieniążek, był tym, większym... I kiedy obaj już dawno przekroczyli wiek emerytalny i ten mniejszy / choć wyższy /, postanowił odejść, zdarzyła się rzecz zabawna, o której ten wyższy, tak opowiedział : " Wezwał mnie Pieniążek i zbeształ jak jakiegoś pętaka , słowami : Ani mi się waż ! Odejdziesz, dopiero kiedy ja odejdę ! A ja na razie, ciągle jeszcze, pracuję... " I tak też się stało... Aż przyszedł taki czas, że odeszli, na zawsze... Wierzymy, że tam gdzie przebywają, też rosną jabłka, a wśród nich są te, rajskie... To może i " Fantazja " też tam rośnie ? Pozdrawiam !
# Melolontha 11.03.2010 21:56
Profesor Pieniążek, gdy namawiał do sadzenia malin, powtarzał często, że za kilogram malin, kupić można kilogram... mercedesa ! Jego marzeniem było też, aby w przyszłości cena kilograma jabłek, zrównała się z ceną kilograma...chleba ! /jabłka były kiedyś od chleba znacznie droższe... /. A na jednej z konferencji, z dumą ogłosił o podpisaniu wieloletniej umowy na jabłka ze Związkiem Radzeckim, która to umowa nazywana była, " kontraktem stulecia "... I wszystkich, którzy z rezerwą przyjmowali tą wiadomość, przekonywał: " Pamiętajcie, że co trzeci polski samochód jeżdzi na benzynie, kupionej w Rosji, za sprzedane tam, polskie jabłka "...
# Melolontha 11.03.2010 22:06
A gdy pewien polski stażysta w USA, zmienił miejsce swego pobytu bez powiadomienia Profesora, Profesor w wysłanym liście stażystę zbeształ i poinformował, że takie rzeczy są, niedopuszczalne... Ale kiedy wyjaśniło się, że zmiana miejsca odbyła się w wyniku uzgodnień między dwoma farmerami, Profesor uznał sprawę za niebyłą i w następnym liście ... przeprosił.
Zaloguj się aby dodać komentarz   
[drukuj]   [wyślj]