użytkownik: Gość | logowanie

Jesteś w: News (1813) > Targi, wystawy, spotkania sadownicze (111)

XVIII spotkanie na zamku     

Sandomierski zamek kolejny raz gościł sadowników. Kolejne już XVIII Spotkanie Sadownicze zgromadziło tłumy uczestników pragnących pogłębić swą wiedze a także mających wiele pytań odnośnie zagadnień dotyczących naszej branży, która teraz przeżywa ciężkie czasy.

Jak zwykle Marek Kawalec wraz z zespołem Leaf Media stanęli na wysokości zadania organizacyjnie jak również udało się im zaprosić wielu znamienitych gości.

Ziemia Sandomierska to znaczący region w produkcji owoców zaznaczył Starosta Sandomierski Stanisław Masternak rozpoczynając spotkanie. Wyraził także nadzieje, że ten już XVIII zjazd okaże się pomocny sadownikom w ich codziennej pracy a taki rok jak poprzedni już się więcej nie powtórzy.

O wymaganiach Rosyjskiego rynku odnośnie pozostałości środków ochrony roślin w owocach, które są inne niż te, które obowiązują w Polsce mówił inspektor Artur Łączyński, który podkreślił, że jeżeli chcemy nasze owoce eksportować do Federacji Rosyjskiej musimy spełniać ich wymagania. Nie ważne czy to się nam podoba czy też nie. Główna odpowiedzialność za towar ponosi eksporter, na którym spoczywa obowiązek spełnienia wymogów formalnych jak i wszelkich niezbędnych informacji o danej partii owoców. Zwłaszcza, gdy towar nie spełnia wymagań strony rosyjskiej. Inspektor poinformował, że w Polsce jest problem z dostępnością produktów spełniających warunki Rosjan. Uważa, że planując ochronę na dany rok powinniśmy wziąć pod uwagę ich wymagania oczywiście, jeżeli chcemy tam wysyłać nasze owoce. Pozwoli to także dać jak najmniej powodów do kwestionowania pozostałości w naszych owocach. Więcej na ten temat jak i dokładne dane znajdziecie na stronach Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Parch jest ogromnym problemem na całym świecie także w Polsce są ogromne problemy stwierdził Peter van Arkel. Holenderski gość przedstawił nam zachodnioeuropejskie doświadczenia w ochronie jabłoni przed parchem.

Dużo też było o problemach ze zbiorami oraz przechowywaniem owoców a to wszystko przybliżył nam profesor Kazimierz Tomala.

Kluczowym zabiegiem poprawiającym jakość owoców jest przerzedzanie, które zapewnia coroczne kwitnienie jak i plon powiedział Marcin Zachwieja. Zabieg przerzedzania jest trudny a na końcowy efekt ma wpływ wiele czynników, które obszernie omówił i zilustrował gość z Poznania.

Erwin Mozer zaznajomił nas z nowoczesnymi technologiami uprawy czereśni jak i sposobami cięcia. Wykład był bardzo pouczający pozwolił na trochę inne spojrzenie na uprawę tych smacznych owoców. Nasz zagraniczny gość wykazał dużą cierpliwość w odpowiadaniu na mnóstwo pytań zadawanych przez zainteresowanych sadowników zwłaszcza na pokazie cięcia i tuż po nim. Warto było zostać do końca.

Sandomierskie ziemie są tak bogate, że jak rok nic nie dam to nic się nie stanie – takimi słowy rozpoczął swój wykład Adam Fura. Ten doświadczony i zasłużony Sandomierski doradca uświadamiał nam inne podejście do nawożenia. Była to duża dawka praktycznej wiedzy odnośnie nawożenia jak i związanymi z tym problemami. Skutki niewłaściwego nawożenia ciągną się latami powodując nie jednokrotnie poważne straty. Pan Adam podał dużo praktycznych programów nawożenia jak i schematów. Omówił też warunki jak i możliwości mieszania nawozów. Szkoda tylko, że miał tak mało czasu na rozwiniecie wielu aktualnych tematów.
Tu ukłon w stronę organizatorów sandomierskich spotkań żeby promować naszych rodzimych fachowców, którzy swoja wiedzę czerpią i opierają na doświadczeniach z sadów wokół nas a co za tym idzie ta wiedza jest najcenniejszą w naszych sadach.

Czy na winie można zarobić? Zastanawiał się z nami Roman Myśliwiec. Po dokładnych kalkulacjach wyszło, że na przyzwoitym winie winiarz może osiągnąć całkiem dobry dochód. Więcej i szczegółowo o wyliczeniach można poczytać w materiałach ze spotkania jak i na stronach Polskiego Instytutu Winorośli i Wina.

W tym roku odbyły się dwa niezależne pokazy cięcia tj. wcześniej wspominanych czereśni a także jabłoni, które jak zwykle poprowadził żywiołowo Peter van Arkel.

Sandomierskie spotkania sadownicze to już tradycja, która trwa osiemnaście lat niech ona nam trwa jak najdłużej…

Zobacz fotorelacje >>>


aut. Robert Bokwa www.hanat.pl




Reklama:

Popularne tagi:


maliny   gruszki   przymrozki   parch   trsk   sadownictwo   wisnie   jablka   ue   truskawka   rosja   zbiory   eksport   ochrona   zsrp   sady   ceny   jabłka   sadownicy   owoce  

Stacja meteo - Szydłów

Data2012-05-25 09:00:00
Śr. temp. (C)15.24
Śr. wilgotność powietrza (%)50.15
Sum. opady (mm)0.00

Więcej stacji...

KOMENTARZE
Portal sadowniczy - sadownictwo.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczanych komentarzy
# rashid 30.01.2009 08:45
Oby wiecej takich spotkań! Dzieki malej frekfencji na gieldzie -ponizej zamku udalo mi sie do godziny 9 sprzedac 350 skrzynek i to po dobrej cenie 12 zl za pake bo jablek zabraklo. Dzieki temu moze splace choc procenty za niesplacone raty i komornik pozwoli mi wejsc do mojego sadu i bede mogl zaczac ciac. Tak ze dziekuje Bogu za tą łaske i pozdrwaiam serdecznie wszystkich uczestników.
# marcinooo 30.01.2009 14:37
a jak parch był tak pewnie dalej będzie (tajne przez poufne) pozdrawiam
# duszek70 30.01.2009 14:59
Nie od dziś wiadomo jak ważne jest nawożenie i to nie tylko w sadach a oprócz tego prawidłowa ochrona.Cięcie,przerzedzanie itp.itd,każdy dobry sadownik to wie,tylko co rok jest trudniej na pozwolenie sobie na wszystkie te LUKSUSY.Nawozy i środki ochrony nie potaniały,a wręcz przeciwnie,a cena jabłka od lat na tym samym poziomie.Tylko ludzie żyjący ze sprzedaży własnych produktów może to zrozumieć bo na pewno nie zrozumieją tego inni.Federacja Rosyjska niech poczeka jeszcze trochę to zniesie wszystkie te durne wymogi,bo nasze sady przestaną być zarówno nawożone jak i chronione chemicznie,bo ile czasu możemy wytrzymać przy takiej jałomużnie
# Melolontha 30.01.2009 21:51
Na spotkaniu nie bylem, ale obejrzalem zdjecia. Mam takie wrazenie, ze te holenderskie sposoby ciecia i formowania, sa , jak na moj gust, troche za bardzo WYSUBLIMOWANE. Zaznaczam, ze jest to wylacznie moja opinia.
# nietomasz 30.01.2009 23:38
Uważam że takie spotkania są bardzo potrzebne ale powinny być organizowane z większym rozmachem a nie kilka maszyn na krzyż i nikogo z kim można by porozmawiać o nich
# pestka 31.01.2009 20:28
jestem za nowoczesnością .A cięcie tego rodzaju w moim sadzie jest praktykowane od pięciu lat i jest bardzo dobrze . Na początku bałem się tak ciąć Odwagi.Nie mam problemów z owocowaniem wręcz przeciwnie trzeba stosować przerzadzanie owoców polecam.Pozdrawiam prawdziwych sadowników.
# Jan45 01.02.2009 01:03
Napisze tak ; tez byłem nowoczesny jak bylem młodszy (mialem chyba pierwszy sad w okolicy z bambusami na m9 z okolo 2 tys szt na ha ) ale z czasem mi przeszlo i z tego wszystkiego, z tych tysięcy szt na ha zostało tylko ch.. Dla mnie teraz nowoczesnosc to jest OGRANICZANIE PRACY RECZNEJ W SADZIE przy zachowaniu dobrych plonów i możliwie ładnych owoców .A kierunek z coraz b. gestym sadzeniem i coraz silniejszym cieciem juz przerobilem i dziekuje za taka "nowoczesnosc " ciecie zima i latem (bo inaczej zarosnie ) odginanie pedów przy formowaniu i podwiazywanie ich latem zeby sie nie połamały od jabłek ,wiazanie do palikow i przewiązywanie za rok bo się wrasta w drzewo zostawie tym co maja kilkadziesiat drzew i moga sie w to "bawić " To zajecie dla działkowców lub pracoholików chociaz sam w mlodosci to robilemj a ojciec sie tylko dziwił "ty jak glupi całe lato ze sznurkami po sadzie latasz " Teraz moge stwierdzic ze "gra nie warta była swieczki " a wielkie naklady pracy recznej nie byly nigdy zrekompensowane wynikami ekonomicznymi -sama satysfakcja ze ma sie sad pokazowy nie wystarcza .Moze jeszcze mlody sad , niektóre odmiany jabłoni ,od malego silnie i REGULARNIE ciety ma jakis sens ale juz przeformowywanie starych drzew na silniejszych podkladkach na takie formy jak widzimy na zdjeciu (a to bylo swego czasu zalecane ) mija sie z sensem -mocne sciecie takiego drzewa oslabi owocowanie a pobudzi do wzrostu ,co nastepnie wymaga znów mocnego ciecia a owocowania nie widac ,ze juz nie wspomne ze sa odmiany ktorym mocnym , szczegołowym cieciem "robi sie krzywde " (rubin , cortland ,paulared ) -to w jabłoniach a w innych gatunkach to proponowanie silnego ciecia (skracania gałezi )np. Wegierskiej Groniastej jest pozbawianiem siebie i tak niewielkich przy tej odmianie plonów Mozna by się jeszcze dłużej rozwodzic na ten temat ale zakończę stwierdzeniem ze proponowanie kierunku na przyszłość związanego ze znacznym wzrostem nakładów pracy recznej jest dobre dla Chińczyków z zapłatą miska ryzu za dzien pracy a nie dla wyludniającego się kraju w UE . Młodzi nie będą całe lato zapieprzać za pare groszy od rana do wieczora a w zime w ramach „ wypoczynku” spędzać czas na giełdach owocowych Jeśli nie będzie tutaj pracy lżejszej ,lepiej płatnej to wyjadą za granice jak już to w dużej ilości zrobili --------- na koniec taki gorzki dowcip : Siedzą dwa robaczki w kupie - ojciec i syn. -----Syn pyta: Tatoooo, a czy można żyć w jabłku? -- Synku można, w jabłku życie jest dobre i zdrowe. --- Taaatkoo, a czy można żyć w pomarańczy ? ---- Synku, w pomarańczy życie jest super, najlepsze jakie można sobie wymarzyć. ------ Tato, a to dlaczego my musimy siedzieć w tym gównie ? ------- Synku, jest takie pojęcie jak ojczyzna!
# lajkonik 01.02.2009 10:28
Panie Janie45 dużo w tym racji co napisałeś.Proponuję założyć nowy wątek na forum pt.Jak produkować przy minimalnym nakładzie finansowym i pracy aby osiągnąć zysk.
# Melolontha 01.02.2009 22:37
Z janem 45 zgadzam sie niemal w 100 procentach, ale ciesze sie, ze ciagle jeszcze sa tacy sadownicy, otwarci na nowoczesnosc, jak pestka. Mysle, ze prawda lezy jak zwykle po srodku, a w zwizku z tym, w dochodzeniu do niej, kazdy, mlody entuzjasta, powinien jak najczesciej kontaktowac sie ze " starym wyjadaczem " / moze wrecz na poczatku swej kariery odbyc roczna praktyke u kogos takiego /, bo wtedy latwiej byloby mu odrozniac to co wazne, od wciskanego mu czesto, a drogiego zwykle kitu.
# Melolontha 01.02.2009 22:51
lajkonikowi w odpowiedzi, czego np. zaprzestalem w wisniacn / co nie znaczy, ze zaraz kazdy ma mnie nasladowac ! /. Nie pryskam na zielony pak Miedzianem, nie pryskam po zbiorze i po cieciu, nie pryskam czwarty raz na drobna plamistosc po zbiorze, nie pryskam w czasie i po opadnieciu lisci. Roundup daje dwa razy w roku / w tym roku dam chyba tylko raz /, nawozenie azotowe - 6 workow saletry na 3 ha i tylko w rzedy. W zeszlym roku sadu nie cialem, przejde na ciecie co drugi rok /, bo byl mocno ciety w latach poprzednich i stwierdzilem, ze traktor, pomimo, ze bedzie sie troche ocieral o galezie, przejedzie. Ach ! I jeszcze nie pryskam na licinka. Fosfor i potas-zero.
# Melolontha 01.02.2009 22:57
...i jeszcze zadnego malowania ran po cieciu. A na co zamierzam przeznaczyc zaoszczedzone pieniadze ? Na wynajecie porzadnego spychacza. A co z polem? Ba ! Zebym to ja wiedzial !
# lajkonik 02.02.2009 17:12
Melontha jesteś dopiero na początku drogi.Wkoło mnie dużo "sadów" prowadzą dwuzawodowcy szczególnie są to czereśnie śliwy,wiśnie też się trafią ,niektórzy z nich pracę i pielęgnację ogrodu ograniczają do wykoszenia chwastów przed zbiorem pod warunkiem że jest koniunktura na to co na drzewie.Powiem szczerze że czasami lepiej odemnie na tym wychodzą.
# Melolontha 02.02.2009 22:04
No, ale, niestety, taka jest prawda, choc jest to prawda, dla tych, ktorzy dbaja , smutna. Mam jeszcze taka refleksje: Mysle, ze my tu czasem toczymy , moze niepotrzebnie dlugie dyskusje, a wiele z prawd, jest przeciez zawartych...w polskich przyslowiach. Np. Tak krawiec kraje, jak mu materialu staje. Mysle tez, ze moja Matka, gdybym zechcial kupic kilka plukotrakow, odpowiedziala by mi : Rob swoje, patrz konca . Pozdrawiam !
# Melolontha 02.02.2009 22:12
Post / na dzis / nr 2, bo moj komputerowiec wczoraj nie przyjechal i boje sie, ze mnie " system ", skasuje. Bylem kiedys u Niemca, ktory probowal uratowac to, co dostal po ojcach i dziadach, tj. firme, na poziomie ok. 1000 ton jablek. Obok niego, 4 ha sad mial nauczyciel, ktory poswiecal mu wszystkie soboty i niedziele. Po jakims czasie dowiedzialem sie, ze " moj " Niemiec zbankrutowal. a nauczyciel trzyma sie ! No, ale to tez jest dla mnie raczej smutne...
# Melolontha 02.02.2009 22:21
I moj post nr 3. Mam takiego " pomysla ". A gdyby tak, np. w sadzie jabloniowym, przy kazdej pracy / opryski / , ciagac za traktorem wal, najlepiej troche aktywny tzn . z poprzecznymi i troche choc ostrymi listwami. Zeby walowal murawe. Wiem, ze specjalnie nie ma znaczenia, jak ogranicza sie murawe / koszenie, koszenie Reglonem, walowanie /. I chocby nawet przy tym walowaniu nie byla ona tak ograniczona jak przy koszeniu, to przeciez sady sa juz w wiekszosci nawodniane, ale przeciez tylko w rzedach, wiec kkonkurencja takiej murawy o wode nie powinna byc chyba grozna... No taki pomysl. A moze ktos juz to robi ? Gdyby to zdalo egzamin, to moglo by to oznaczac tych 5-8 koszen w roku mniej.
# Jan45 03.02.2009 07:41
ten pomysł byłby trudny w realizacji bo ; wał musial by byc podnoszony abys mogl cofac a jak przed opryskiwaczem zamocowac wał ? co z WOM ? nadmiernie by to wydluzylo cały zestaw roboczy -problemy z zawracaniem w gestych alejkach -- taki wał by mozna zamocowac za opryskiwaczem ale tez musialby byc podnoszony ---najlepszym rozwiazaniem by był opryskiwacz za kosiarka ,taka opryskiwaczo-kosiarka ,dwa w jednym ,ALE potrzeba ciagnika o zwiekszonej mocy i oczywiscie kosiarka by musiala byc wyłaczana aby kosic co ktorys oprysk ----- ale w sumie nie jestem entuzjasta takiego pomysłu bo; oprysk jest najwazniejszym zabiegiem w sadzie a dodatkowe koszenie rozpraszalo by tylko uwage i przeszkadzało --- no moze jak piszesz zeby to byl wał to widze takie "wyjscie " zrobic opryskiwacz na 4-5 -ciu kołach-walcach ktore by pokrywały cała alejke robocza i podczas jazdy niszczyly by chwasty-trawe a jednoczesnie nie bylo by problemow z grzeźnieciem opryskiwacza po duzych opadach , na czas transportu powinny byc opuszczane kola transportowe aby nie niszczyc drogi
# arkadia 03.02.2009 08:22
Stosowałem taki wał juz w latach 80- tych. Wał miał 0k 40 cm średnicy, miał przyspawane kątowniki aby cięły trawę. W ciągu lat technologie się zmieniały więc uważam że pomysł dobry ale należy go wypróbować w konkretnych warunkach. Wał wyrównuje np. kretowiska, wciska kamienie itp.
# Melolontha 03.02.2009 08:42
Opryskiwacz na 4-5 kolach-walcach. Ten pomysl mi sie spodobal ! Mysle, ze pomysl walowania murawy, ma szanse na swoja druga mlodosc i warto byloby nad nim popracowac jeszcze, zwlaszcza w czasach, gdy wiele wskazuje na to, ze jest niemalo takich, ktorzy z nas, sadownikow robia wlasnie , dokladnie to samo ! P.S. Kosiarke zainstalowana pomiedzy traktorem a opryskiwaczem, widzialem gdzies na zdjeciu i nie bylo to rozwiazanie amatorskie, tylko wrecz propozycja jakiejs, kto wie czy nie holenderskiej firmy.
# arkadia 03.02.2009 09:07
Kosiarkę podwieszaną pod opryskiwaczem ŚLĘZA POKAZYWAŁEM W lIMANOWEJ OK. RO1988 był to prototyp wykonany w jednym z POM-ow. Miała szansę na szersze wdrożenie bo większość opryskiwaczy była jednego typu. Kto wówczas miał się zainteresować kiedy szacowny sadownik zapalał cygaro największym nominałem banknotu. W ostatnim HO pokazany jest zestaw opryskiwaczy tunelowych itp. ale to JA mam patent (mogę podać nr) na opryskiwacz z recyklingiem cieczy (r1983). O innych rozwiązaniach nie wspomnę Dziś pozostaje mi przyglądać się sytuacji trochę jak z dowcipu; pilarze zrzynają ręczną piłą drzewo. Są strasznie zmęczeni. Turysta pyta czy to tak ciężko. Nie odpowiada pilarz ale piła tępa. To czemu nie naostrzycie? pyta turysta. Nie ma czasu -odpowiadają jednoczesnie. Byle do wiosny
# arkadia 03.02.2009 16:10
Koncepcja opryskiwacza na kołach -walcach wydaje się błędna. Opryskiwacz z cieczą waży ok 1300 kG prawie pusty 300 kG. Nacisk będzie różny co będzie miało duże znaczenie na wilgotnym gruncie.
# Melolontha 03.02.2009 21:31
Zmarnowane pomysly, to ogromny temat i chyba znow troche polityka. Przeciez na polskich wsiach ciagle jeszcze mozna spotkac traktory robione z silnikow od napedzania mlockarni. Chlop potrafil, przemysl panstwowy, czegos podobnego, nie potrafil. Te pomysly na opryskiwacz z wieksza iloscia kol, czy kosiarke miedzy opryskiwaczem a traktorem , sa dosc trudne technicznie do wykonania. Ja jednak sie zastanawiam, czy takie swobodne ciaganie jakiegos walu za opryskiwaczem jest rzeczywiscie takie uciazliwe ? No pewnie, ze ktos, kto ma 20 czy wiecej hektarow sadu, to nie bedzie sie z tym bawil, ale czy nie moglo by to byc rozwiazanie w sadzie 2-3 hektarowym. Takiego przeciez nie bedzie nigdy stac na kosiarke, a ile mozna pozyczac od sasiada ? No i znowu ta globalizacja !
# Melolontha 03.02.2009 21:38
Rozmawiamy tu troche o tych oszczednosciach, ale ja mysle, ze nikomu nie trzeba tu przypominac, ze w sadzie np. wisniowym, nie kosi sie trawy po zbiorze, tylko dopiero razem z galeziami, po cieciu . I to samo w przypadku usuwania galezi przez wygarnianie, ktore to galezie, wszystko w miedzyrzedziu a nawet w rzedzie, doslownie zamiataja.
# Melolontha 03.02.2009 21:50
Wroce jeszcze do tematu tego, pokazanego na zdjeciach, holenderskiego ciecia, tymbardziej, ze w sadach, nabiera ono z kazdym dniem , intensywnosci. Bylem swiadkiem takiej sceny: Syn pyta ojca / obaj po szkoleniu /: Tato, kiedy patrze, jak Ty tniesz, to mnie sie zdaje, ze ja bym wycial zawsze co innego. Ojciec: I ja bym synu wycial co innego, ale ja, przestrzegajac ogolnych regul, tne tam, gdzie LATWIEJ PRZYLOZYC SEKATOR! Tato, a jak do nas przyjada na kontrole Holendrzy ? To im synu powiemy, po holendersku, Dzien dobry ! P.S. po holendersku Dzien dobry , pisze sie Goede morgen, a wymawia... A jak sie wymawia, to niech kazdy kto ciekawy, poszuka sobie w internecie. Pozdrawiam !
# arkadia 04.02.2009 08:51
Odnosnie wykaszania w rzędach - w latach późnych 80 tych wrocławski Archimedes wyprodukował ok 200 przystawek bocznych do ciągnika którymi można było wykaszać w r z ę d a c h chwasty. Urządzenie było tanie a sama praca niewiele kosztowała bo mogło pracować równocześnie z opryskiwaczem lub kosiarką. Była to też moja konstrukcja. Ostatnio próbowałem namówić producentów sprzętu do zainteresowania się tematem ale ...nie widzieli potrzeby a raczej interesu. Cóż, raczej dla rozrywki (bo nie z potrzeby) kombinuję tani "balkon" do zbioru i do cięcia. Nie dokończyłem go kiedyś dawno, dawno temu ... z sentymentu chcę wrócić do tematu. Oj, młode lata się przypominają!
# lajkonik 04.02.2009 17:23
Teraz nowobogaccy co się sprowadzają na wieś wystawiają przed rezydencje drabiniaste wozy ,pożyczyć od takiego brykę wciągnąć na dwukółkę i platforma do cięcia że hej.
# Melolontha 04.02.2009 17:57
Powaznie i bez smiechu, pomysl lajkonika mi sie podoba. Powiem wiecej. Z takich wozow drabiniastych, mozna by wrecz zrobic maly pociag a wtedy "platforma " do ciecia byla by dluzsza i traktor , zeby to przesunac, moglby byc odpalany rzadziej. Ale mozna tez i tak, jak zbieralismy jablka, z wierzcholkow drzew, w moim niewielkim sadzie: Jeden podjezdzal traktorem a drugi stal na...blotniku i rwal. Jest to jednak BARDZO NIEBEZPIECZNE !
# Melolontha 06.02.2009 00:50
W moim poscie z 3 lutego, pozwolilem sobie na drobna uszczypliwosc w stosunku do holenderskich doradcow , a teraz chce wyjasnic, jaki mialem powod. Otoz swego czasu, otrzymalem polecenie sluzbowe, aby pokazac im jakies polskie, najnowoczesniejsze w okolicy sady. Pojechalismy do jednego, w ktorym,drzewka byly sadzone w dwoch rzedach, co 1-1,5 m. W drodze powrotnej, jeden z doradcow, powiedzial mi, ze takie sady, to u nich juz historia i niby od niechcenia, otworzyl album ze zdjeciami, ktorego, jak zaznaczyl, nie wolno mu pokazywac. A na tych zdjeciach zobaczylem sady, sadzone pasowo, po 5 czy wiecej rzedow i co bodajze 20-30 cm w rzedzie. A drzewka nawalone owocami, ze dech zapieralo. Niedlugo potem, ruszyla ta kampania sprzedazy holenderskich drzewek w Polsce i trzeba bylo wielu lat badan naszego Instytutu, ktory udowodnil, ze w takich nasadzeniach, owoce sa drobne i kiepsko wybarwione, o problemach z parchem i chwastami nie wspominajac.
# Melolontha 06.02.2009 01:04
c.d. Pamietam tez, jak swego czasu, w jednym z polskich czasopism, ukazal sie wywiad z pewnym Anglikiem, ktory przestrzegal przed Holendrami, bo sa to, jak ich nazwal "Fenicjanie Europy ", i wszystko to, na czym im moze zalezec w Polsce, to sprzedac tu swoje jablka i swoje drzewka. To pewnie dosc duze uproszczenie, bo niewatpliwie zrobili tu tez duzo dobrej roboty, zwracajac nam chocby ciagle uwage, ze w Europie tak bardzo wazna jest JAKOSC PRODUKCJI, ale mnie jakos ten incydent ze zdjeciami, ktore obejrzalem, a ktorych podobno nie wolno bylo mi obejrzec, szczegolnie mocno utkwil w pamieci. W zwiazku z tym, mialbym taka prosbe, zeby ktos, kto kiedys tam kupil te, niewatpliwie najwyzszej klasy, holenderskie drzewka, zechcial napisac, jak to jest teraz, po latach. Roznia sie, czy nie roznia od siebie owoce z drzewek , tych holenderskich od tych naszych, fakt, coraz porzadniejszych ?
# Melolontha 06.02.2009 01:19
c.d. Sadownictwo holenderskie niewatpliwie, jednym z NAJNOWOCZESNIEJSZYCH jest. I chyba dobrze sie stalo, ze to nasze, wspolczesne, na takich intensywnych, jak holenderskie sadach jest wzorowane. Dotarlo to w koncu rowniez do Amerykanow, ktorzy dosc opornie podchodzili do takiego zageszczania, co wynikalo w duzej mierze z tego, ze " ziemi ci u nich dostatek ". I choc znane jest w Polsce to przyslowie, ze " uczyc sie warto, chocby od diabla ", to moim zdaniem, warto tez pamietac, ze " Polacy nie gesi i swoje sposoby ciecia opracowane i sprawdzone, maja "
# Melolontha 06.02.2009 01:31
c.d. Maja tez i Polacy swoj wklad w rozwoj rolnictwa holenderskiego. Znam czlowieka, ktory jeszcze jako student, odbywal praktyke w Wageningen. Jak oni sie cieszyli, ze przyjechal do nich taki " dziki ", ktory na pewno w zyciu na ocvzy traktora nie widzial ! I oni kazali mu zaraz na traktor wsiasc i...jezdzic. Najwieksza dla nich radosc byla wtedy, kiedy jemu cos udalo sie w tym traktorze...popsuc. Ogladali, fotografowal i natychmiast usprawniali. Wychodzili bowiem z zalozenia, ze traktor ma byc tak skonstruowany, zeby czlowiek nie mogl w nim nic zgiac, urwac, zakleszczyc biegow itd. Smialismy sie wtedy, ze w naszych PGR-ach, potrzebne byly by takie traktory, zeby, jak ich nazywalismy, nawet " furman ", na dodatek po pijaku, nie mogl nic popsuc i zeby nie mogl taki sobie, ani komu, zrobic krzywdy.
# Melolontha 06.02.2009 01:53
c.d. pomolog w poscie o ODR-ach, tlumaczyl sie grypa. Mnie moze tlumaczyc tylko pozna godzina, w ktorej pisze moj ostatni na dzis post. Chcialem o zasadach ciecia, jaki stosowalismy , kiedy sady rosly 6 x 4, a pozniej nawet 4 x 2,5 m. Bo ja tez, z kolegami jezdzilem na " fuchy ". Najwazniejsza zasada rano, byl " rozrusznik ", czyli pol litra na czterech. Pozniej podzial na pary, w ktorych zgodnosc co do tego , co wyciac, byla taka, ze czasami, z sekatorow szly iskry, gdy w tym samym czasie chcielismy wyciac ta sama galaz. Wreszcie rozmowa z gospodarzem, czy tniemy " na opal ", czy " na owoc ". Przewaznie chcial na owoc. Madry gospodarz opuszczal nastepnie sad a my plnowalismy, zeby zabral / najlepiej na zakupy /, rowniez zone. Z tego czasu pamietam tez okreslenie " ciecie na dojscie ". Chodzilo o to, ze jak sie chcialo wyciac tamta, to najpierw trzeba bylo zrobic sobie dojscie, czyli wyciac ta. Ile drzew cielismy ? To zalezy jaki byl sad, ale pamietam, ze przekraczalismy setke na 8 godzin w sadzie, w ktorym przed nami, norma dla jakichs emerytow wynosila cos okolo 15-20 drzew. ... dawnych wspomnien czar!
Zaloguj się aby dodać komentarz   
[drukuj]   [wyślj]