użytkownik: Gość | logowanie

Jesteś w: News (1806) > News - Wiadomości z kraju (385)

Sklepowe owoce po inspekcji

Sklepowe owoce po inspekcji     

Jak co roku Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sprawdziła jakość sprzedawanych świeżych owoców i warzyw. Kontrolę przeprowadzono na terenie wszystkich województw, w 165 podmiotach gospodarczych, w tym: 88 sklepach detalicznych, 41 sklepach wielkopowierzchniowych (hipermarkety, supermarkety), 19 hurtowniach i 17 podmiotach na giełdach i targowiskach. Kontrolą objęto - 1523 partie o łącznej masie 160,8 ton.


Szczególny nacisk podczas kontroli owoców kładziono na sprawdzenie informacji o kraju pochodzenia danej partii, a także czy detalista umieścił pozostałe wymagane informacje, np. informację o nazwie odmiany w przypadku jabłek i gruszek, bądź klasę jakości w przypadku owoców objętych normami szczegółowymi.

Porównując wyniki kontroli prowadzonych w I i III kwartale 2011 roku można stwierdzić, iż jakość handlowa świeżych owoców i warzyw kontrolowanych w drugiej połowie roku była na dużo niższym poziomie. Wzrost liczby nieprawidłowości związany jest przede wszystkim z kwestionowaniem partii niewłaściwie oznakowanych. Nieprawidłowości w zakresie znakowania stwierdzone podczas kontroli prowadzonych w I kwartale 2011 roku wynosiły 16% partii zaś nieprawidłowości w III kwartale 2011 roku 29% partii.

W przypadku 33 skontrolowanych podmiotów stwierdzono niedopełnienie obowiązku przekazania informacji o ilości wprowadzonych do obrotu owoców i warzyw. W przypadku 5 skontrolowanych podmiotów stwierdzono brak legalizacji wag.

Ponadto, należy podkreślić, iż kontrole prowadzone w pierwszej połowie roku skoncentrowane były na wielkopowierzchniowych marketach sieciowych. Zróżnicowane wyniki kontroli dużych przedsiębiorców w porównaniu do kontroli prowadzonych w mniejszych sklepach detalicznych oraz na giełdach i targowiskach, wskazują na różny stopień świadomości i wiedzy handlowców w zakresie stosowania norm handlowych Unii Europejskiej oraz znakowania oferowanych do sprzedaży produktów.

W związku z zaistniałymi nieprawidłowościami w zakresie jakości handlowej świeżych owoców i warzyw, wojewódzkie inspektoraty JHARS zastosowały następujące sankcje:
• 26 decyzji administracyjnych, w tym 20 decyzji nakazujących poddanie artykułów rolno-spożywczych zabiegom prawidłowego oznakowania, 5 decyzji nakazujących poddanie artykułów rolno-spożywczych określonym zabiegom, tj. uzupełnieniu wymaganych informacji w dokumentacji towarzyszącej, 1 decyzję o przeklasyfikowaniu artykułu do niższej klasy,
122 mandaty karne na łączną kwotę 22 100 zł.

źródło: www.ijhar-s.gov.pl wp.pl


Reklama:

Popularne tagi:


sadownicy   sadownik   ceny   truskawka   przymrozki   owoce   rosja   wisnie   sady   zsrp   maliny   zbiory   ue   ochrona   jabłka   gruszki   sadownictwo   parch   eksport   jablka  

Stacja meteo - Odrzywołek

Data2012-05-18 00:30:00
Śr. temp. (C)2.88
Śr. wilgotność powietrza (%)85.36
Sum. opady (mm)0.00

Więcej stacji...

KOMENTARZE
Portal sadowniczy - sadownictwo.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczanych komentarzy
# Melolontha 25.01.2012 22:41
Wiem, że na niektórych opakowaniach / mandarynki, pomarańcze, cytryny / znajduje się ta, wymagana informacja, że skórka tych owoców została " powleczona " konserwantami / najczęściej trzema na raz - imazalil, thiabendazol, orthofenylofenol /. I przypuszczam, że na tą stronę nikt z IJHARS-u, nie zajrzy... Ale gdyby jednak, to chciałbym się dowiedzieć, co sprawia, że również wiele innych, sprowadzanych zza granicy owoców / truskawki, kiwi, mango, granat, nektaryna, śliwki a nawet jabłka /, tak długo zachowuje w naszych sklepach świeżość... I czy informacja o sposobach konserwowania tej żywności, która przestaje być poniekąd i dla nas egzotyczna, nie powinna być polskim konsumentom udostępniana...? Pozdrawiam !
# grzegorz69 25.01.2012 23:55
To o czym pisze Melolontha jest bardzo istotne, ale niesądze żeby w najbliższych latach szary konsument miał okazje się o tym dowiedzieć. Ja natomiast chciałem o czym innym, nawet ci którzy minimalnie oglądaja TV zapewne zauważyli zmasowaną kampanie reklamową Bied......ki .  W jednej z wersji tejże reklamy człowiek z uśmiechem na ustach mówi że 9 na 10 produktów przez nich sprzedawanych pochodzi z Polski. Poczym jest spot np. gruszki ROCHA tyle i tyle za kg. Miałem okazje widzieć w jednym z lubelskich marketów  te gruszki, i jakże sie zdziwiłem kiedy obok nazwy ROCHA na fiszce widniał napis; kraj pochodzenia Polska.!  Pozdrawiam.!
# Melolontha 26.01.2012 01:04
 Póżno już, ale... Ja z takim rozumowaniem, jakie prezentuje w pierwszym zdaniu grzegorz69, nijak pogodzić się nie mogę...Bo ja się nie pytam o żadne tajemnice wojskowe, ani nawet gospodarcze... Ja się pytam tylko o to, czym konserwowana jest część żywności, którą spożywam sam, spożywają moje dzieci i wnuki... Podkreślę tu może słowo " część "...  Bo większość z tego, co i ja kupuję, w stosowną informację / zgodnie z unijnymi zaleceniami /, zaopatrzona jest...  I na  każdym pasztecie, każdej konserwie a nawet powszednim chlebie podane jest:tłuszcz taki a taki, wzmacniacz smaku taki a taki, konserwant taki a taki...  I  na wspomnianych przeze mnie owocach, w wielu przypadkach taka informacja, też już / zgodnie z unijnymi dyrektywami /, jest...  Ja chciałbym tylko, aby podane to było też na tych owocach, na których takiej informacji dopatrzyć się nie mogę...  A może np. truskawki z Hiszpanii konserwowane są metodami, o których obowiązku informowania nie ma ... ?  Ale i to też / na wszelki wypadek / chciałbym wiedzieć, abym mógł powiedzieć, że " wiem co jem " ...  Bo jeśli się nie dowiem, to cóż...Przyjdzie mi uznać, że oto znów cała para poszła w gwizdek...  Że są sprawy, o których jako obywatel nie mam prawa wiedzieć...  A w takim razie tylko czekać, jak na pocztach, stacjach kolejowych a nawet publicznych szaletach, zawiśnie znów  tabliczka z napisem : " Zakaz fotografowania "... Pozdrawiam !
# tomaszk123 26.01.2012 10:11

Pytania może lakoniczne ale wg. mnie istotne :

Kto sprawdza stan zdrowia kupujących, kto sprawdza ich książeczke zdrowia, kto pozwala im dotykać rękoma owoców i warzyw ??? Dlaczego rolnik jako producent musi posiadać takową książeczkę a osoba kupująca --mająca styczność z żywnością nie przetworzona bezpośrednio przed spożyciem - nie jest kontrolowana???

Czy zagrożeniem jest np. sadownik zrywający owoce i sprzedający je po np. 4 miesiącach czy konsument konsumujący owoce zaraz po zakupie gdzie nie wiadomo ile razy został ten owoc dotknięty przez innych konsumentów...???


# Melolontha 26.01.2012 16:34
 Bywa, że biorę gołą ręką jakiś owoc, oglądam ze wszystkich stron i odkładam na półkę , z powrotem...  Nikt, nigdy nie zwrócił mi na to uwagi...  Ale pamiętam czas, kiedy na stoiskach z pieczywem wisiała kartka :  " Pieczywo dotknięte uważa się za sprzedane "...  Ale odkąd chleb jest już foliowany, problem przestał istnieć...Nie dotyczy to jednak bułek, w których ciągle  można wybierać, jak w przysłowiowych...ulęgałkach. ... Pozdrawiam !
# artemida 26.01.2012 18:16
Totalna krytyka form handlu owocami. I co dalej? Sama krytyka bez wniosków to ...tak jak dyskusja o brzozie którą ominął samolot ...a brzoza się złamała. Starożytni określali taki stan rzeczy jako - kwadraturę koła.

# Melolontha 26.01.2012 22:19
Problem polega moim zdaniem na tym, że nie bardzo jest z kim o " owocach po inspekcji ", dyskutować... Bo być może ważna jest informacja o kraju pochodzenia, nazwa odmiany, klasa jakości, czy informacja o braku legalizacji wagi, o czym jestem w komunikacie informowany... Natomiast ciągle nikt nie chce odpowiedzieć mi , czym konserwowane są przychodzące do Polski zza granicy owoce / poza nielicznymi wyjątkami /, ani czy jest to przedmiotem zainteresowania IJHARS... Dlatego przytoczę może kilka zdań z artykułu dr Hanny Bryk / Hasło Ogrodnicze 1/2012 s.42-44 / pt. " Dynamika zanikania fungicydów w jabłkach "... " W niektórych krajach przeciwko chorobom przechowalniczym wykonuje się zanurzanie jabłek po zbiorze w wodnej zawiesinie fungicydów. Taka metoda skutecznie chroni owoce przed chorobami rozwijającymi się w miejscu uszkodzenia skórki, jest jednak mniej bezpieczna dla konsumentów ". I dalej tłustym drukiem, podkreślenie moje - Mm ... " Polskie przepisy nie zezwalają na takie zabiegi "... I pod koniec artykułu : " Wolniejszy rozkład fungicydów , jaki zachodził w jabłkach zanurzanych spowodował, że po 4 miesiącach przechowywania w chłodni zwykłej poziom tolylfluanidu był 23 razy większy, a trifloksystrobiny 20 razy większy niż w jabłkach opryskiwanych tymi środkami przed zbiorem "... W związku z tym, nasuwa mi się kilka pytań oraz pewna analogia... Wyjaśnię może tą analogię... Bo czy to nie jest czasem tak jak z GMO ? GMO, którym wolno Polaków karmić, a którego Polakom nie wolno uprawiać, podobnie jak pestycydy, którymi wolno Polaków karmić, a w których Polakom nie wolno swoich owoców zanurzać ? Nawet gdyby to zanurzanie tak jak inni nazwali, powlekaniem ? Ale to mogła by być dyskusja, jak tango do którego " trzeba dwojga "... Czy jest ktoś kompetentny i chętny ? Pozdrawiam !
# artemida 27.01.2012 08:45
Gotów jestem podpisać się pod tym co napisałeś Chrabąszczu. Takie postępowanie miałoby dodatkowy aspekt, utrudniłoby wwóz owoców do Polski a chyba również o to chodzi, o to chodzi...Jednak analizując ostatnie "wyczyny" naszych przedstawicieli /tam na Wiejskiej/ to nie tylko ręce opadają. Niby, są Związki Branżowe ale ...kto potrafi je zmusić do aktywności?
# lajkonik 27.01.2012 12:46
Melolontha bo to wszystko bierze się z tego że prawie każdy w tym kraju ma coś za "uszami" więc po co wywlekać brudy jak wiele łatwiej jest urządzić ludowi igrzyska.A przecież wiadomo nie od dziś że największe pieniądze można zarobić na trefnym towarze a nie tym za znakiem jakości tym prawdziwym oczywiście a nie kupionym za pieniądze.
# Melolontha 27.01.2012 17:41
 Mnie tu nawet nie chodzi o to, kto i na czym zarabia... Chodzi mi tylko o to, czy mnie / moich dzieci, wnuków i rodaków /, ktoś zwyczajnie nie truje...   I  tu znów miałbym prośbę do naszego Reprezentanta, aby zażądał może / chyba mu wolno ? / wyjaśnień, od wymienionej choćby w artykule, Inspekcji... Bo jeśli takie, nafaszerowane 20-krotną dawką " witaminy " przedostają się do nas, to i nie wykluczone, że jako " polskie " jadą dalej, za co my w odwecie, dostajemy...embargo.  I  to by było może na razie, na tyle...Pozdrawiam !
# jerzy45 29.01.2012 19:05
Gdybyście mieli do czynienia z tymi inspekcjami na co dzień w handlu, to dowiedzielibyście się, że importowane owoce, warzywa itp są i spełniają normy, którymi są one objęte. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z tym, by winogrono z RPA nie miało stosownej etykiety, nie spotkałem się z tym, by mandarynka, pomarańcza nie miała informacji o tym i owym, nie spotkałem się z tym, by np. włoskie kiwi "na luz" czy w kilogramowym pojemniku nie miało stosownej wymaganej etykiety... Jeśli znajdziecie taki nie o etykietowany t5owar zachodni, to tak jakbyście milion w totka... Wasze "oburzenie" czemu PIH nie bierze "pod lupe" tego, co jest na i w środku tego produktu, to informuje, że to nie jest chyba sprawa PIH-u. Atrybut badania tego, co i czym i z czego, należy do Sanepidu. Kropka. Troche się tym importowanym towarem handlowało i nigdy nie spotkałem się z kantem ze strony przeciwnej. Owszem - ze st6rony rodowitych i rdzennych mieszkańców Polski jak najbardziej...Kantują i oszukują na każdym kroku. Począwszy od zaniżania wagi, oszukiwania na jakości,  "podrabiania" gatunków, strojenia skrzynki, czy kartonowego opakowania kończąc. Najlepiej na tym całym polskim bigosie wypadali ci od pomidorów... Oni najczęściej "mówili prawde"...  A warzywa ? Sprzedawać pasternak mówiąc, że to pietruszka... Ziemniaki ? W zależności, jakiej odmiany szukałeś...
# jerzy45 29.01.2012 20:51
W związku z tym, że równo tydzień temu zahakowano strony rządowe, to i mnie też ci nicponie dopadli...Częściowo udało się im zablokować... Jednak nie znają ci głupcy pomysłowości i zaradności polskiego chłopa...to doświadczenie życiowe wyniesione z lat minionych podpowiedziało, że proste metody są najlepsze przy pokonywaniu skomplikowanych sytuacji... Dzięki prostym narzędziom i prostym sposobem naprawiłem to, co oni próbowali zniszczy. Nieodzowny i niezastąpiony okazał się jak zwykle śrubsztak, kawałek drutu i sznurka... Mam więc w tej chwili cały tydzień do nadrobienia... :)  Lakoniczna może być odpowiedź tomaszk123...ale zadane pytanie jest cholernie trafne i zadane zasadnie...oby tylko trafiło do właściwych uszu. Masz racje. Jak to się dzieje, że właściciel, sprzedawca, konwojent muszą mieć badanie moczu i kału, by dostać odpowiedni papier z Sanepidu. Niekiedy dany delikwent wcale nie dotyka towaru...Jak więc ma się sytuacja, gdzie tzw klient przebiera w owocach i warzywach, jak w przysłowiowych ulengałkach...  Czy ma prawo w nim przebierać, jeśli nie ma badania moczu i kału. A czy ma zaświadczenie, że jest wolny od prątków gruźlicy, nie jest nosicielem HIV, a może ma  i jest nosicielem duru mysiego ??  Czy nie należy zastanowić się nad tym problemem ?  Czy korzystając z ogólnodostępnego WC w tym markecie po zapięciu guzików raczył umyć ręce ?  Jakim prawem pozwala się na takie praktyki, gdzie są łamane wszelakie normy zachowań czysto sanitarnych, nie wspominając, o podstawowej higienie. Czy te inspekcje, które odpowiadają, za bezpieczeństwo wszelakiej żąwności nie są potencjalnym źródłem ogólnej pandemii, które może się błyskawicznie rozsiać po terenie....Najłatwiej znaleźć nielegalizowaną wage...gazete w skrzynce, czy krzywe jabłko, bądź b rudny ziemniak... A jaki on ma być ?  A co z tzw. klientem ??  Może przed wejściem do marketu niech przedstawi imienne badanie moczu i kału...

# jerzy45 29.01.2012 21:06
Tzw. termin  kwadratury koła powstał  dużo wcześniej zanim to koło artemido wymyślono...Jak to koło powstało w głowie człowieka pierwotnego, można posłużyć się prostym przykładem zaczerpniętym z czasów, gdy Adam i Ewa biegali po Raju na golasa. Do tego czasu zanim Ewa nie zerwała jabłka, to nie dostrzegali golizny... Ten efekt nagości powstał dopiero, gdy Bóg wygnał ich z Raju... I tu dopiero powstał początek powstawania koła w głowie faceta... Otóż niewiasta zakrywała swe okrągłości najpierw liśćmi i podobną zieleniną... Jednak z upływem czasu jej krągłości zostały tak opięte i zakryte, że powstały "dwa koła", takie same, jak u współczesnych blondynek z silikonem...Pewnie bardziej wymowne byłoby przedstawienie odpowiednich fotek, jednak młodzież mogłaby poczuć się nie nie stosownie ...Dlatego prosze mocno zamknąć oczy i pomyśleć o krągłościach...!!  No i co ?  podziałało ? Zawsze, jak  zamkniesz oczy, to zawsze widzisz wyłącznie dwa identyczne koła... ( nie dotyczy Cyklopów i jednookich...) Tak więc pierwotny człowiek marząc o czymś takim przyziemnym, jak biust wymyślił wiekopomny wynalazek, który nigdy nie straci na swym znaczeniu...

# Melolontha 29.01.2012 21:51
 No to w końcu chyba ujawnił się nam człowiek, który ma wiedzę w interesującym mnie temacie...  Ale mnie jerzy interesują nie tyle papiery podążające za zagranicznym towarem, różne tajemnicze dla mnie oznakowania i mozaika jakichś cyfr i liter w której poruszać się pewnie mogą zawodowi szyfranci...  Mnie interesuje czym i gdzie dany owoc jest konserwowany i jaka jest zawartość tego " dodatku " np. w 100 g produktu... A zdaje mi się, że obowiązek zamieszczania takiej informacji w miejscu widocznym i języku dla klienta zrozumiałym, w Unii jest... Piszesz jerzy, że kto znajdzie towar bez stosownego oznakowania, to jakby trafił milion w totka... To nieprawda... Ja takie informacje znajduję na zaledwie kilku produktach i to nie zawsze... I  mnie g.. obchodzi, że produkt jest z tych co to mają " long life "...  Ja chcę wiedzieć, komu i czemu to-to, to z swoje " długie życie " zawdzięcza... Ja, konsument...  Nie mylić z tym, który taki towar na polski rynek, rzuca... I  pytanie ostatnie ;  Wiesz jerzy, czy nie wiesz, dlaczego zagraniczne truskawki, śliwki, nektarynki i inne egzotyczne witaminki mają " długie życie ", gdy ich polskie odpowiedniki, krótkie ?  Pozdrawiam ! P.S.  Boję się czy to czasem nie jest tak, że w papierach jest tylko informacja np. " nadaje się na polski rynek "...  I  takie coś wszystkich tych, którzy tym obracają, uspokaja ?  Powiem więcej...  Boję się, że niektóre cytrusy są nie tylko " konserwowane " w kraju pochodzenia, ale po raz drugi w Polsce, w momencie konfekcjonowania...I  to zgodnie z polską normą / czy aby taką samą jak gdzie indziej /, a jakże ?   Ja się tylko pytam...
# Melolontha 29.01.2012 22:02
I moja dokładka, ale skoro jerzy może 3 razy...Jesteś jerzy nie kwestionowanym w portalu autorytetem ds. parcha... To powiedz mi, czy jest możliwe wyprodukowanie ekologicznej Gali bez jednej plamki, która to Gala na dodatek również na sklepowej ladzie nie gnije? A takie " cuda " zdarza mi się czasem w pewnym sklepie spotkać... Nie jerzy... Mnie różne ekologiczne i " ekologiczne " oznakowania czegoś takiego, nie satysfakcjonują... Że piszę do Ciebie ? A gdzie mam pisać ? Na Berdyczów ? D !
# grzegorz69 29.01.2012 22:13
Melolonthan, wróć do mojego pierwszego komentarza w tym temacie. Ja naprawde zgadzam się i rozumie twój punkt widzenia, ale zdaje się że w literaturze był już taki jeden co walczył z wiatrakami. A niestety wszystko na co możesz liczyć w tym temacie to te papiery podążające  (jak to sam oreśliłeś) za towarem. A polski owoc ,... ilu naszych kolegów pryska siarą , węglanem, podchlorynem itp. wynalazkami. I niestety za tym towarem nie podąża nawet żaden papier.! Panowie, w handlu owocami jest  jeszcze ogrom pracy aby było normalnie i bezpiecznie. I pewnie to my wcześniej będziemy musieli poddać się szczegółowym kontrolom, niż producenci i dystrybutorzy cytrusów.!
# pit2008 29.01.2012 22:51

Witam.Mogę wtrącić ?Grzegorz wyliczasz środki dopuszczone do obrotu w przemyśle spożywczym i wspomniany węglan jest spulchniaczem o ile dobrze pamiętam ,siarka stosowana nawet w ekologii a podchloryn do dezynfekcji wody ,no pozostaje papier który wszystko przyjmie jak twierdzą niektórzy ,a kontrole już są i będzie ich co raz więcej,bo armia gotowych wcielać w życie dyrektywy rośnie.Pozdrawiam. 


# Melolontha 29.01.2012 23:03
grzegorz69... Zgadzam się, że to pisanie to trochę walka z wiatrakami, ale mam nadzieję, że przynajmniej sadownicy czytający portal i ich rodziny, otrzymają jakieś argumenty do przekonywania przynajmniej swoich odbiorców na temat " wyższości świąt Wielkiej Nocy, nad świętami Bożego Narodzenia "... I dodam, że jestem ogromnie zasmucony nie tylko głupotą polityczną Polaków, ale ich głupotą, jako konsumentów... Ale o czym i z kim rozmawiać, skoro nawet w swojej rodzinie, muszę bezradnie patrzeć, jak moja synowa / a i córka też / faszeruje moje wnuki a to bananami, a to kiwi, a to winogronami z importu... I jestem bardzo zawiedziony tym, że w Polsce prawdziwy wolny rynek nie działa... Prawdziwy, czyli taki, który natychmiast puszcza z torbami każdego takiego " producenta ", który swoim owocom zdolny jest nadać połysk, nawet nacierając je starym , spalonym olejem silnikowym... To oczywiście przesada / z tym olejem /, ale jakoś cholernie wolno do świadomości konsumentów dociera to hasło " wiem, co jem "... I to w dobie coraz powszechniejszej dostępności do Internetu, w którym można znależć stosowną wiedzę... P.S. pit2008... No, przecież jest tak, że każdy , zawsze może nie tylko się wtrącić, ale też zabrać głos w dyskusji... Pozdrawiam !
# grzegorz69 29.01.2012 23:18

O i tutaj Melolontha zgadzam sie z tobą w 100% .Ja też baaardzo często strzępie sobie język tłumacząć wszystkim dookoła  o tej jak to nazwałeś wyższości świąt......! 

PS. Musze przyznać że nigdy niepomyślałem w ten sposób ( co zauważył pit2008) że większość tych specyfików stosowanych często przez naszych sadowników ma dopuszczenie do stosowania w przemyśle spożywczym.


# Melolontha 30.01.2012 00:31
grzegorz69... Był taki czas, kiedy przyjeżdżał do mnie handlarz i brał pełnego " żuka " jabłek, które sprzedawał Niemcom na targowisku w Zgorzelcu... Niemcy chętnie je kupowali, bo / tak twierdzili /, miały i zapach i smak... I kiedy przyjeżdżali tu Niemcy po spady, to prosili nieraz, żeby kupić im w sklepie zwyczajny polski chleb, który chcieli zawieżć do domu... Widzimy nieraz, jak oni / Niemcy / na jakiś targach chętnie smakują polską żywność... Cholera... A może to jest tak, że my karmimy ich tym co nasze, a oni nam rewanżują się swoim ? Bo przecież chyba to, że my wysyłamy tam swoje świnie i kupujemy na Zachodzie świnie niemieckie czy holenderskie, też nie jest żadną tajemnicą... Spiskowa teoria ? Kto to wie... Pozdrawiam !
# jerzy45 31.01.2012 21:26
Drogi i szanowny Melolontho... Ty w swej dociekliwości, a zarazem j podejrzliwości  mieszasz dwa pojęcia i chcesz na jednym ogniu ugotować dwie pieczenie... Tego się nie da !!  No chyba, że bigos, lub  gulasz. Otóż co innego jest to, co jest w artykule głównym, a co innego lub czegoś innego domagasz się  od  pewnych służb. Różnią je kompetencje i zakres działań. Gdyby wszystkie miały wspólne pole działania, to byłaby tylko jedna służba, czy inspekcja itd.  To co zrobił PIH z tymi jabłkami, to tylko  wytknięcie błędów podstawowych. Waga, rozmiar, klasyfikacja towaru, opakowanie itp. Natomiast co innego jest to, co jest w środku, bądź na skórce...Domniemam, że Tobie o to chodzi.  Może nie jestem  wielkim znawcą tematu, ale przypomne Ci tylko to, co Federacja rosyjska zrobiła by na ich teren trafiały "zdrowe towary". Otóż ograniczyła liczbe laboratoriów, które mogą wystawiać certyfikaty dopuszczające, czy przepuszczające na teren Federacji. Analogicznie jest z mandarynką np. hiszpańską.  Na opakowaniu jednostkowym mamy to, po czym można zlokalizować producenta i to co on sprzedaje i ile... Natomiast cała reszta papierów jest "gdzieś w jakimś laboratorium", które to Polska strona akceptuje i wierzy w ich wiarygodne wyniki. Te służby, które działają na rynku nie mogą podważyć tego, co jest zatwierdzone przez centrale.  Sanepid nie podejmie działań, by stwierdzić, czy w tej mandarynce wszystko "gra".  No chyba, że zajdzie potrzeba, jak z tymi trującymi ogórkami, ale i tu podejrzewam, że badania będą utajnione.  Taki jest mój punkt widzenia. Jak jest na prawde ?  nie wiem do końca, bo nie wnikam w to. Jedno wiem, że wywożąc gdziekolwiek moje jabłko, na opakowaniu musi być etykieta...imie i nazwisko, adres, odmiana, klasa, waga, kraj pochodzenia.  Do tego się stosuje, a PIH w takim wypadku może mi skoczyć.  hehe.Jednak dla pewności swojej i sprzedającego "robie" "mały" przekręt i miast klasy Ex pisze I . Sprzedający jest zadowolony, a ja musze też nim być, bo sp-rzedaje mi jabłka...
# Melolontha 31.01.2012 21:59
jerzy45... Trochę się dowiedziałem, trochę się...nie dowiedziałem. Ale dowiedziałem się tęż, że są rzeczy, które pozostają gdzieś głęboko w papierach a co zawierają, tego mnie, konsumentowi, wiedzieć nie wolno, bo ja mam ufać... A ja jestem takie UFO, które ufo już tylko sobie a czasem / z konieczności/, kierowcy... P.S. Widziałem dziś w telewizji / naszej / film o małpach w Zoo, z którego dowiedziałem się, że orangutanom i szympansom bananów podawać nie wolno i to nawet opiekunom... Cóż... Widocznie cena takiej małpy, a wartość człowieka, to są dwie różne sprawy... Pozdrawiam !
# jerzy45 31.01.2012 23:19
Tu jeszcze Artemidzie skreślę kilka słów na temat „tej brzozy”…W młodości budowałem przeróżne modele samolotów, statków, pojazdów… Bawiłem się w modelarstwo. W tym czasie zbudowałem kilkanaście modeli , a mianowicie…niszczyciel ORP Burza, niszczyciel ORP Piorun, japoński samolot myśliwski Mitubishi A6N2 Zero, angielski samolot myśliwski-bombowy Mosquito Mk. VI, samolot bombowy Junkers Ju 88 A-4, samolot pościgowy PZL-38 Wilk, samolot wielozadaniowy Messerschmitt Me-410, samolot Focke-Wulf Fw-56 Stosser, samolot myśliwski Hawker Tempest F Mk II, samolot liniowy PZL-23B KARAŚ , samolot RWD-6, samolot myśliwski Ła-11 , samolot RWD-9 , samolot szkolno-treningowy TS-11 ISKRA, samolot bombowy PZL-37 "Łoś", samolot "LOCKHEED XFV-1", samolot liniowo-bombowy PZL-46 "SUM", Samolot "SPITFIRE" i wiele innych. Zbudowałem kilka modeli czołgów - T-34, polski lekki czołg 7 TP, czołg radziecki IS-2, polski lekki czołg rozpoznawczy TKS, radziecki lekki czołg BT-7, czołg "Cromwell", czołg średni Sherman, lekki czołg francuski Renault R-35, niemiecki czołg PzKpfw VI Tiger, czy Pantere… Pasjonowałem się też okrętami…żaglowiec Dar Pomorza, okręt żaglowy Mayflower, niszczyciel Błyskawica, okręt podwodny ORP Orzeł, francuski okręt liniowy Richelieu, żaglowiec Santa Maria, lekki krążownik ORP Conrad, polski ścigacz artyleryjski ORP Wilczur, kuter torpedowy Szerszeń, statek szkolny Zawisza Czarny, niszczyciel eskortowy ORP Ślązak, polski niszczyciel "WICHER", stawiacz min ORP "GRYF", Ścigacz okrętów podwodnych typu MO-D-3 "BEZWZGLĘDNY", okręty podwodne "WILK", "SOKÓŁ" i " Dzik Jak widać by zbudować cokolwiek, musiałem zapoznać się z budową takich jednostek włącznie z planami budowy poszczególnych modeli. Może nie jest to identyczne z prawdziwymi maszynami, ale zasada jest zawsze ta sama. Dlatego bardzo byłem zawiedziony po prezentacji pisowskiego profesora z USA, który na samym wstępie powiedział, że to, co on mówi wcale nie musiało się wydarzyć. Snuł swoje przemyślenia, oparte nie na budowie danego skrzydła, tylko „znalezionego” w necie. Nie ustosunkuje się do tego , bo nawet nie ma do czego, ale postawie kontr tezę i będę próbował ją udowodnić. Mianowicie zatrzymajmy samolot i ruszmy brzozę rozpędzając ja do 280 km/h. Co się wówczas stanie ? Kto to może wiedzieć, ale ta teza jest tak samo nie spójna, jak jego teza? To, co napisałem, ma swój ciąg w całej tej historii… szum medialny… Prawda? A kogo ona w tej chwili obchodzi. Na pewno nie profesora z USA, którego w Polsce już próbuje się zamordować… ech. Tu Artemido nie ma mądrych. Sami dajemy upust swoim emocjom i dociekaniom. Jednak stajemy się marionetkami w rękach pewnej grupy partyjniaków, ale ich nie doczekanie… Niech nie zamydlają mi oczy mydlinami. Kto chce – proszę bardzo – niech słucha „kaczych opowieści” – to tytuł bajki… Tu 154 M nie budowałem. Miałem plany budowy Tu 154 A, ale stan wojenny mi przeszkodził w mych planach i już do nich nie powróciłem. Skończyłem z modelarstwem. Zapytacie się dlaczego kleiłem… Otóż odpowiadam…Internetu nie było, TV była czarno-biała, od 1976 kolorowa, był jeden program i radzieckie filmy… Dwójkę odbierałem chyba dopiero w 1980 (?? …) To była moja pasja i moje hobby… Jeszcze ciekawostka. W czasie eksploatacji Tu 154 od roku 1972 w przeróżnych katastrofach zginęło ok. 2730 osób. I do tego jeszcze inna ciekawostka… Przez 40 lat użytkowania Tu 154 zginęło połowę tego, co rokrocznie ginie Polaków na polskich drogach…Smutne. Smutne jest to, że to my mamy być takimi małpami, co to siedzieć będą cicho i po wolutku będą zapełniać konta notabli... I mniej więcej o to chodzi...Szaraczki - jutro też jest dzień. Spać, bo jutro trza pracować ... hm.
# Melolontha 01.02.2012 00:02
Bardzo to wszystko ciekawe jerzy co piszesz, ale zapytam o jedno... Czy w razie, gdyby któryś z tych Twoich modeli z jakiegoś powodu spadł i rozbił się za stodołą sąsiada, to zadowoliłbyś się przesłaną Ci po roku, wykonaną przez sąsiada ekspertyzą, czy wolałbyś sobie ten model zabrać natychmiast do domu i tu na spokojnie obejrzeć i zbadać co mogło się stać ? Pozdrawiam !
# Melolontha 01.02.2012 00:41
P.S. Zanim jednak pójdę spać to uzupełnię, że ten model mógł ewentualnie / gdy już zniknął za stodołą /, zaczepić skrzydłem o rosnącą tam stuletnią gruszkę, której nazwa jest wg. sąsiada , jego tajemnicą gospodarczą i wojskową... Tylko czy aby na pewno ten dodany przez mnie wątek sadowniczy, jest choć trochę śmieszny... ?
# artemida 01.02.2012 08:45
Cóż, moją wiedzę na temat katastrof opieram głownie na filmach serii  "Podniebny horror" w których analizowane są przyczyny i skutki katastrof lotniczych jakie wydarzyły się w ciągu ok. 50 lat w lotnictwie, głownie cywilnym. Naprawdę interesujące informacje i wnioski. 
# Melolontha 01.02.2012 19:44
No i ja ekspertem lotniczym nie jestem, bo nawet latawca zdolnego wzbić się w powietrze i tam się utrzymać, zbudować nie umiałem... Mam za to niestety pamięć, ale przykładów różnych informacji, którymi mnie karmiono i ich póżniejszych zaprzeczeń przytaczał już tu nie będę... Wracam do tematu... I może to kontrowersyjne co powiem, ale mnie fakt takich kontroli / waga, odmiana, sort /, bulwersuje... Bo zawsze myślałem, że w kapitalizmie to ja, konsument i klient, decyduję... A kto mnie kantuje, tego żegnam, pa, pa, krzyż na drogę, dziękuję... Bo jeśli tak nie będzie, to możemy znów szybciutko wrócić do sytuacji, w której z punktu widzenia właściciela sklepu, nie tyle klient, co kontroler, powinien być, zadowolony... Pozdrawiam !
# artemida 01.02.2012 20:05
O tym, że  "pecunia non olet" przekonał wiele pań pewien francuski producent silikonowych wkładów do powiększania biustów.  Ot czasy, a jakie przekręty - kiedyś sprzedawano Kolumnę Zygmunta...
# Melolontha 01.02.2012 20:24
Panowie powiększają sobie to i owo, choć podobno Panie tego nie wymagają... Ciekawe, jak z tymi biustami... Ot, cholera... Znowu nie na temat... Pozdrawiam !
# jerzy45 01.02.2012 20:58
Niestety "nie doszedłem" do tego, by budować modele latające... Moje nie latały, więc zadałem pytanie, co by było, gdyby brzoza "biegła"...  Owszem w "zapale" młodzieńczej fantazji miast na wóde, panienki i fajki wydawać tatową forse, to ja inwestowałem w inne dziedziny...modelarstwo i fotografie. Miałem plany, bo nawet kupiłem silniki spalinowe i sterowanie do kilku modeli, ale Jaruzelski pozbawił mnie źródeł zaopatrzenia... Do Poznania bez przepustki  ? Kula w łeb, tym bardziej, że żyłem w innym województwie  - pilskim. A, jak mówił wojewoda pilski niejaki Śliwiński -  "w Pile, jak w Chile"...Twoje Melolontha wywody, jakoby mój samolocik miałby wylądować za stodołą sąsiada więc nie mógł się spełnić. Czy zatem uważasz, że  1. powinienem zakraść się na działke sąsiada i wziąźć model, 2.zostawić sąsiadowi i czekać, aż on sam zwróci model, 3. wejść siłą i odbić siłą przetrzymywaną maszyne, 4. pozwać delikwenta przed trybunał między sąsiedzki, 5. dać sąsiadowi po mordzie, 6. odgrodzić się murem, 7.  "obrobić" dupsko sąsiada, że złodziej, tyran, głupek... itp.  I tu,  jak zawsze czytając o tych Twoich  kowbojach, o których tak pięknie piszesz,  miałem dostać kulke między oczy za naruszenie własności   prywatnej... Angole mówią - mój do, moja twierdza... Jak to wszystko pogodzić ?  Ja miałbym rozwiązanie, ale nie wiem, jak by to było odebrane na Portalu... Nie napisze tego dosłownie,  tylko będe pisał szyfrem...czas przyszły nie dokonany.  Otóż trza byłoby mianować Go  marszałkiem, dać mu zwierzchnictwo nad armią ( i szabelke do pobrzękiwania...) , jego popleczników mianować generałami, pułkownikami, szeregowcami i niech w imieniu Narodu lub swego elektoratu wypowiedzieli wojne, albo by wylądowali na szybowcach koło lotniska i siłą przejęli statek powietrzny. Jest jednak i inne rozwiązanie...Należy organizować wycieczki autokarowe rodaków w "to" mikejsce i nim by się obejrzeli, to z wraku pozostałaby prowizoryczna wiata i brezent...Co się stało ? To oczywiste.  Reszta jest tylko tłem polskiej rzeczywistości i wiekowych zaniedbań i marzeń...nawet na drzwiach od stodoły...

# kamczat 01.02.2012 21:16
Klich traci wiarygodność, potrzebny jest ekspert na jego miejsce.
# jerzy45 01.02.2012 21:24
to, co sugerujesz, że faceci sobie powiększają jest wyssane z palca !! Owszem - jeśli chodzi o damski punkt widzenia, to każde pieniądze są warte tego, by sobie co nie co powiększyć naciągnąć. Jednak jeśli moja baba miała by dać kilka złotych na "to coś", to popukałaby się po czole i od zboczeńca i chorego człowieka nazwała... I jest jeszcze inny aspekt - w zależności do czego ma służyć "to powiększone" cudo !! Jeśli do patrzenia, to wolą większe....jeśli do "czynu" to już zdecydowanie wolą ekologie i naturalne wymiary... One chciały by mieć i zarazem zjeść owe ciasteczko... Tak się nie da.  Silikon...popatrz ile tego w późniejszym czasie trafi  pod  marmur. Czy nie jest to marnotrawstwo cennych surowców wtórnych ? A nam sadownikom nakazuje się wręcz co innego...Nie palić, nie zakopywać, nie spożywać... Niektóre dzisiejsze "pieniądze" artemido śmierdzą i to bardzo. Jednak  właściciele tych dóbr golą niezłą kase. Jak gdzieś czytałem, to z kanalizacji miejskiej można tony złota "odzyskać". Chyba to w Japonii było. Jednak liczbowo tego nie jestem sobie już w stanie  przypomnieć...

# Melolontha 01.02.2012 22:04
jerzy45... A może trzeba było wysłać telegram do sąsiada z prośbą, żeby się nie wygłupiał ? Bo była już nawet wojna tzw. futbolowa, ale żeby z powodu jakiegoś telegramu, to ja sobie nie przypominam... No, ale co z tymi kontrolami w sklepach... Potrzebne, czy niepotrzebne ? Inspekcje robotniczo - chłopskie też wrócą ? D ! Pozdrawiam !
# artemida 02.02.2012 07:21
Swoim wpisem chciałem sprowokować do wypowiedzi na temat ; kontrolować czy nie kontrolować, a może czasem donieść, jeżeli tak to kiedy. Filozofia Kalego lub Hammurabiego to niestety duże uproszczenia. Może, przyjrzeć się innemu prostemu cytatowi przypisywanego Chrystusowi; Jeżeli jesteś bez winy pierwszy rzuć kamieniem. I nie chciałbym aby dyskusja toczyła się wokół, acz ważnego, ale nie głównego tematu.

# jerzy45 03.02.2012 10:38
W założeniach minionego systemu było tak, że więzienia trzeba będzie likwidować, a nie rozbudowywać...Popatrz artemido, co i jak to był.  Więzienia były i są nadal przepełnione i nie ma widoku, by je pozamykać !  Wręcz przeciwnie.  Jeśli będziemy "ulegli lub ulegali" podanym przez Ciebie  przykładami, to nie znajdziemy rozwiązania.  Terror ?  Reżim ?   Prześladowanie ?  Ciemiężenie ?  Wolność, każda wolność ma to do siebie, że deprawuje człowieka, sprowadza go na złą  droge... By do tego nie dochodziło mamy więc przeróżne "mechanizmy", które mają  okiełznać grzesznego człowieka... Czy sama instytucja spowiedzi wystarczy/-a ?  To za mało. Musi być jeszcze mechanizm kar za łamanie przepisów i łamanie prawa.  Jestem za drastycznym, nie tyle zwiększeniem kontroli poszczególnych inspekcji, ale  za  uczciwą oceną  wystawianym poszczególnymk producentom... Nie możemy dziś wsadzać wszystkich do jednego worka i szastać dobrym imieniem wszystkich, jeśli złapiemy  tych, co nagminie tych norm współżycia między ludźmi nie przestrzegają.  Pytam się dlaczego w kupionych przeze mnie jabłkach było tyle nieuczciwości ?  Przecież to zwykłe zlodziejstwo !  Tu nie można mówić o  małej szkodliwości społecznej...  Jeśli oszuka się mnie jerzego45, to nic wielkiego się nie stanie, bo ja i tak na tym oszustwie zarobie... Jednak jeśli w imie źle pojmowanej zasady, że w gospodarce wolnorynkowej można wszystko, to już jest za późno na uzmysłowienie takiemu gagatkowi, że oszukuje nie tyle mnie, ale wszystkich klientów, do którego  tego cwaniaka jabło trafia...  Ci ludzie, to najzwyczajniej tzw. czarne owce, które ze stada należy  wyeliminować !!  Jeśli chwastów  nie można wypielić i delikatnie "powiedzieć im" by "nie rosły", to trzeba to wypalić ogniem i wyciąć mieczem. Innego wyjścia nie ma !!  Czy ja może nie dostrzegam belki w swym oku ??  Ja sortuje jabłka zgodnie z Polską Normą.  W opakowaniu są owoce różniące sięokoło 0,5 cm średnicy.   Może ktoś powie głupek... Ja krytyki się nie boje, bo postępuje zgodnie ze swym sumieniem i polskim prawem... Kontrolować, kontrolować, kontrolować i karać, karać... Nie dziwmy się więc dlaczego Polak je coraz mniej jabłek... Kupuje niby gale, a to Idared...
Zaloguj się aby dodać komentarz   
[drukuj]   [wyślj]