użytkownik: Gość | logowanie

Jesteś w: Aktualności (2514) > Ochrona roślin sadowniczych (197)

komunikat sadowniczy - fruit akademia

Komunikat sadowniczy SKS III 2011-04-15

Jabłoń i grusza:

Obecnie od kilku dni prawie cały kraj jest pod wpływem niżu, który przyniósł spadek temperatury i opady deszczu.

Sytuacja ta doprowadziła do nieznacznych wysiewów zarodników workowych, które miały miejsce 11,12 i 13 kwietnia. Wysiewom tym towarzyszy słaba, lub bardzo słaba infekcja, która rozpoczęła się w godzinach popołudniowych 12 kwietnia.



Obecnie
· panuje relatywnie niska temperatura, przyrosty nowych tkanek są nieznaczne.
· niskie temperatury nie są korzystne dla szybkiego dojrzewania nowych zarodników workowych, których potencjał znacznie osłabł po ubiegłotygodniowych wysiewach.
· spadło do 15mm deszczu, co nie stanowi większego zagrożenia dla trwałości stosowanych fungicydów.

Oznacza to, że skala zagrożenia jest niewielka.
Jeśli w przeciągu ostatnich 5-6 dni, licząc od dnia infekcji (wieczór 12.04), wykonano zabiegi preparatami miedziowymi, lub innymi produktami zapobiegawczymi, obecna sytuacje znajduje się całkowicie pod kontrolą.

Jedynie w przypadku, gdy do chwili obecnej nie wykonano jeszcze zabiegów ochronnych przeciwko parchowi jabłoni, należy zastosować jeden z produktów anilinopirymidynowych (Chorus 50 WG, Mythos 300SC) w mieszaninie z 0,3kg Delanu 700WG.

Należy pamiętać, że ze względu na dość niskie temperatury, dojrzałość zarodników przebiega w sposób umiarkowany i dzięki temu obecne wysiewy i towarzyszące im infekcje są niewielkie.

Sytuacja może ulec zmianie wraz ze wzrostem (zwłaszcza nocnych )temperatur. Obecne , sporadyczne wysiewy świadczą o tym ,że potencjał zarodników workowych na sezon 2011 zmalał nieznacznie. Taka sytuacja to ryzyko silnych lub bardzo silnych infekcji w okresie różowego pąka i kwitnienia.

Dlatego raz jeszcze sugerujemy aby bardzo rozważnie decydować o zabiegach ochronnych w obecnym sezonie.

Raz jeszcze przypominamy, że w chwili obecnej, w warunkach dość niskich temperatur, nie ma potrzeby wykonywania zabiegów co 4-5 dni.

Jednocześnie uprzedzamy, że istnieje duże prawdopodobieństwo konieczności znacznego zintensyfikowania zabiegów od fazy różowego pąka.

Jest rzeczą zupełnie niezrozumiałą fakt wykonania do chwili obecnej, w wielu sadach, 3 a nawet 4 zabiegów przeciwko parchowi jabłoni. Świadczy to o błędnym rozumieniu obecnej sytuacji.

Nie powinniśmy w chwili obecnej szukać podobieństw z ubiegłym sezonem zwalczania parcha jabłoni.

źródło: grojec.eu

SKS - System Komunikatów Sadowniczych, to zbiór zaleceń agrotechnicznych przygotowywanych przez doradców z FRUITAKADEMI przy współpracy z Zakładem Ochrony Roślin Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa im Szczepana Pieniążka w Skierniewicach oraz z holenderską firmą doradczą FruitConsult. Program realizowany przy współudziale władz samorządowych gmin: Belsk Duży, Błędów, Goszczyn, Góra Kalwaria, Grójec, Jasieniec, Magnuszew, Mogielnica, Chynów, Pniewy, Sadkowice, Tarczyn, Warka, Wilga. System jest finansowany przez Zakład Zaopatrzenia Ogrodniczego Warka


Popularne tagi:


porzeczki   owoce   rosja   trsk   zbiory   ochrona   jabłka   gruszki   makosz   zsrp   eksport   truskawki   sadownictwo   ceny   truskawka   sadownicy   ue   maliny   przymrozki   wisnie  


KOMENTARZE
Portal sadowniczy - sadownictwo.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczanych komentarzy
# KRYSTYNA14 15.04.2011 16:13
Dzięki za wyczerpujące informacje i Panu Robertowi Bokwa za informacje dot spotkań w ODR Sandomierz
# jerzy45 16.04.2011 13:41
Dla mnie, dla człowieka, który wykonał trzy zabiegi jest nie zrozumiałe pewne podejście do tego tematu. Owszem, pomiędzy tamtymi rejonami, a moją krainą jest pewnie spora różnica w wegetacji, ale sugerowanie, że  Ci, co dbają o swój plon i swoje życie podsumowani są, jako delikatnie mówiąc  gamonie nie znający się na swoim fachu. A hipotetycznie - jak sobie zarodniki fruwają w powietrzu i trafią na żywą nie zabezpieczoną tkanke ? Co będzie, jak taki parch się przyczepi ?  Co się stanie, jak trafi w rozwijający się pąk ?

# ogrodnik6411 16.04.2011 15:21
też  mam   za  sobą   3  zapobiegawcze   zobaczymy   jak  dalej  sytuacja  się będzie  rozwijać
# jaceo 16.04.2011 18:32
Doradców dużo, rynek nasycony, walka o swój jak najwiekszy kawałek tortu firm doradczych trwa. Więc nie dziwmy się tego rodzaju komentarzom. Kto nie z nami ten kiep.
# jerzy45 16.04.2011 22:15

Pewnie masz racje jaceo, że kto z nimi nie jest to kiep.

Hmm... Jednak gdy po sezonie ochrony coś wyskoczy, to zaczną się wyliczanki, co takiego sadownik źle zrobił, że ma to "coś"... Matka jest jedna, ale do porażki nikt się później nie przyzna, a cała odpowiedzialność spadnie i tak na sadownika.. Pamiętajcie o tym i  specjalnie nie ufajcie takim komunikatom... Dobrze, że w tym jest wyjaśnione meritum problemu, ale czy jest to teza do nie obalenia, to tu już mam wątpliwość...

Wbrew pozorom, to nie różowy pąk i kwitnienie jest decydującą bitwą...Decydującym pociągnięciem i przygotowaniem się do każdej bitwy jest oczyszczenia przedpola z min... Wówczas straty spowodowane natarciem są znikome... W momencie decydującym w tej bitwie nie zostaniemy  zdławieni, przez pojedyncze źródła "V albo i VI kolumny" w postaci już infekcji wtórnych  z tych przylistków, które to są już na każdej odmianie. Wówczas nawet i idealne warunki  nie zdadzą się na nic...


# pomolog 16.04.2011 22:49

Tylko żeby to "oczyszczanie przedpola" nie przybrało formy jak w Wietnamie (napalm, defolianty itp.). O to "biega" w tym tekście. Z drugiej strony - to przecież pieniądze sadownika... a skoro on sam woli pryskać "w ciemno" i bez potrzeby, to po co ten "głupi" doradca ma Go jeszcze zniechęcać i odciągać od tego? Brak informacji o zagrożeniach - źle, szczegółowe oinformacje o braku zagrożenia - jeszcze gorzej. Z pewnością jest to kolejny spisek sił reakcji... ehhh...

Pozdrawiam


# jerzy45 17.04.2011 00:14

Nie wiem dlaczego "wcięło" mój komentarz... Napisałem go i wysłałem. dlaczego go nie ma ? Mam świadka, że tak było i co w nim było...hehe ... Nie, nie - to nie kochanka, to żona.  :-)

Jednak dla "nie wtajemniczonych"  napisze tylko, że źle oceniasz  to co do tej pory było napisane... Nikt nikogo nie neguje, że ma, bądź nie ma racji.  Jeśli w tym momencie wegetacji zaczniemy parcha przeliczać na złotówki, to czarno to widze.  Mam nadzieje, że te złotówki "wypryskane jako 3, a nawet i 4 zabieg  sowicie się odpłacą.   Stwarzanie wrażenia, jakoby nie ma wielkiego zagrożenia parchem owocuje już tym, że co poniektórzy nie wykonali jeszcze żadnego zabiegu !!   Oszczędzanie w tym okresie może okazać się  pyrrusowym zwycięstwem i mieć gorzki smak.

Ja jednak  kieruje się doświadczeniem i własnym rozumem, no i oczywiście jaskółkami, które to dziś zawitały w swe rodzinne strony... Szkoda, że kilkakrotnie wspominałem o tych ptaszkach, ale nikt nie pofatygował się by pociągnąć temat jaskółek w walce z parchem. Szkoda. Zabiore to ze sobą "na drugą strone"...


# daath1 17.04.2011 01:39
Chciałem pociągnąć temat o jaskółkach ale bez odzewu?! Parch jabłoni str. 7 , tylko teraz nie rozumiem ??, dopiero przyleciały jaskółki, to po co było wykonywać 3 zabiegi??/ dodam że na razie mam za sobą 1 miedzianem ,ale to pewnie pogoda w danym regionie i u każdego mogła być inna.
# Annia 17.04.2011 02:45
Śledzę wypowiedzi na forum dotyczące ochrony, nie bez powodu.  Mieszkam na południu Polski, gdzie moi  rodzice  i brat prowadzą  gospodarstwo sadownicze. Ja też tam pracuję.  Ale  od kilku lat pracuję również w stacji w Randwijk, właśnie w dep. zajmującym się ochroną roślin. Ponieważ sadownicze środowisko ochroniarskie w Beneluxach jest dość nieduże, osoby z różnych grup roboczych często wymieniają się swoimi opiniami. Oczywiście obecnie od kilku sezonów dominującym tematem jest parch jabłoni. Ochrona od kilku lat jest coraz trudniejsza, problem z MRL, brak nowych produktów i oczywiście odporności.Tu jest się o co bić bo wszystko wskazuje na to, że problem będzie niestety narastał głównie za sprawą NOWYCH odporności. Dlatego obecnie bardzo dużo grup pracuje by jeszcze lepiej poznać mechanizmy wpływające na biologię patogena i etiologię choroby.Przoduje oczywiście PCFruit z Pietem Creemersem na czele. Ostatnio miałam okazie być na kilku warsztatach z Pietem i porozmawiać na temat parchowych nowości. Oczywiście podstawą jest możliwość precyzyjnego określenia aktualnego potencjału i warunków infekcyjnych. A tu trzeba pamiętać, że warunki  te to nie tylko Mills. Od dawna wiadomo, że to jedynie część procedur do odpalenia choroby. Część duża, ale nie decydujące o wszystkim. Nie chcę być nudna, ale proszę pamiętać, że niebagatelne znaczenie mają również, temp. podłoża zimą, czy chociażby fakt konieczności obecności promieni słonecznych by doszło  do wysiewu zarodników workowych.  Nocą  wysiewa się (nie mylić wysiewów z infekcją) jedynie do kilku % wszystkich askopspor . Takich czynników jest wiele i każdy z nich w układzie z pozostałymi (coś jakby melanż smaków),  decyduje o ostatecznym rozwoju choroby – smaku ostatecznym. Mając świadomość mnogości faktorów bardzo trudno jest być precyzyjnym w ocenie bieżących zagrożeń.  Niestety w sytuacji problemów o których wspomniałam na początku, aby przeżyć muszą pomagać nam programy modelujace. Obecnie coraz więcej patogenów ma swoje  modele chorobowe. Ale żadne nie są tak nieocenione jak te definiujące parcha. Oczywiście dominuje od wielu lat RIM, ale coraz więcej mówi się o włoskim A-scab’ie Rossiego.Trochę się rozgadałam, a tego raczej unikam. Potrzebne mi to jednak było by pozostawić kilka uwag.1.       Niestety, intensywność występowania parcha jabłoni w Polsce wg ostatnich danych przedstawionych na sympozjum w PC, jest bodaj największa  w Europie. Jako jeden z ważniejszych  powodów występowania choroby w poszczególnych rejonach naszego kontynentu (zwłaszcza w Polsce) określa się brak ogólnodostępnych, precyzyjnych systemów monitorujących zagrożenie. To znaczy każdy chroni jak umie. Podkreśla się tu również brak prowadzenia powszechnych badań odpornościowych.  Sadownik stosując zagrożone produkty nie wie czy zadziała on w jego sadzie. Pewne znaczenie maja również produkty podrabiane. W tej grupie dominują  produkty  o istotnie pomniejszonej zawartości substancji aktywnych.2.       Parch jabłoni ma nadal kilka  tajemnic i bez precyzyjnych metod monitorujących coraz trudniej będzie podejmować słuszne decyzje dot. jego zwalczania. Bardzo dużo wysiłku poświęca się obecnie na określenia tzw. momentów zwrotnych to znaczy takich 2-3 okresów w których decyduje się skuteczność całosezonowej ochrony. 3.       Mając duży szacunek dla indywidualnej praktyki sadowniczej, przy tej chorobie, a raczej braku jej powtarzalności w kolejnych sezonach, rutyna może być niestety zawodna.4.      Namawiam by unikać pop opinii powstałych na zasadzie „bo ja wiem”. Niestety często prowadzi to do tworzenia własnej religii, a może i sekty o nazwie zwalczanie parcha, czego przykładem niech będzie chociażby ta bardzo myląca informacja zaczerpnięta z Forum:„Otóż nie prawdą jest, by do wysiewu zarodników potrzebny był deszcz lub mgła. Te "przyszłe" zarodniki mają dość wilgoci na co dzień i praktycznie w okresie wczesnej wiosny i okresu, kiedy są groźne tej wilgoci im nie brakuje. Wystarczy uklęknąć lub usiąść w sadzie byle gdzie na ziemi i po chwili poczujesz ją na swym ciele...W powietrzu w ciągu 24 godzin jest ich mnóstwo, tylko do infekcji nie dochodzi tylko dlatego, że nie ma warunków do ich skiełkowania... Podobna sytuacja jest ze zwykłym ziarnem...By skiełkowało musi mieć odpowiednio długi okres wilgoci.(…)(…)Zapamiętajcie i podkreślcie to zdanie (najlepiej czerwonym wężykiem) że zarodniki parcha, od początku jego wysiewów do końca - zawsze są obecne w otoczeniu drzew !!! Nie pisze tu o warunkach ekstremalnej suszy, bo ona w tym okresie nie występuje. Jeśli chodzi natomiast o bardzo niskie temperatury, to występują one najczęściej w nocy, a w dzień już są już odpowiednie warunki..Będę wdzięczna jeśli autor tych wypowiedzi poinformuje na podstawie jakich prac są  one formułowane.

W tym momencie odsyłam do tekstów pana Piet’a Creemersa z rządowej stacji badawczej PCfruits w Sint-Truiden dawniej w Gorsem, gdzie wyraźnie jest udowodnione iż do wysiewów ascospor dochodzi jedynie podczas opadów atmosferycznych, a ich żywotność po wysiewie jest ograniczona. Proszę nie mylić ascospor z konidiami

Pisanie o zagrożeniach wiosennych w taki sposób:„Otóż zarodniki są zawsze w powietrzu, tylko czy dojdzie do infekcji muszą być spełnione warunki - odpowiedni czas i wilgoć na liściu. Tam gdzie "rodzą się" zarodniki zawsze !! jest dość wilgoci, by zarodniki się wysiewały. Oczywiście po deszczu następuje ich masowy wysiew, ale Nas interesują i ci wolni strzelcy(…)”

Budzi moje skojarzenia z teorią flogistonu. Tylko ko będzie to Lavoisier,em?

Niepotrzebną i mylną jest również ta wypowiedź:

„Wbrew pozorom, to nie różowy pąk i kwitnienie jest decydującą bitwą...”

I jeszcze prośba do autora by sprawdził co to są przylistki o których pisze w dalszej części, kiedy pojawiają się one u jabłoni i jakie jest ryzyko ich zainfekowania?

I jeszcze jeden cytat z archiwów forum:

„Przyczyną - najczęstszą w zwalczaniu parch są niestety Nasze błędy Eliminując je - to jest najskuteczniejsza metoda na tego parcha...Nie będe ich wymieniał, bo to nie ma sensu, ale przypominam, o jednej podstawowej - nie wzoruj się na innych, bo to Oni mogą popełniać błędy, mają inne warunki w sadzie jak My i co najważniejsze - nie wpadać w owczy pęd Trudno uwierzyć, że to wszystko od jednego autora.

# pomolog 17.04.2011 09:53

Bardzo interesująca wypowiedź - uważam wręcz za konieczną dalszą jej kontynuację i dyskusję. I to najlepiej w temacie "Parch jabłoni" (ponieważ tutaj zbyt szybko przejdzie do archiwum):

http://www.sadownictwo.com.pl/index.php/forum/index.php/m/55676/#msg_55676

Pozdrawiam


# jerzy45 17.04.2011 15:11

 Jako, że prawdopodobnie Pani Ania  "wywołała" moje skromne komentarze na światło dzienne, to moge uznać, że przeprowadziła Pani dogłębną analize mej osoby i sposobu myślenia o tym grzybku. Moge jedynie się tego domyśleć poprzez zacytowanie "czerwonego wężyka". Fakt używałem takiego skrótu :)

 Jeśli tak myśle, to prosze o potwierdzenie tego faktu. Odpowiem na  "zarzuty.... Jeśli nie ja jestem tu poddany analizie, to też będe wdzięczny, za wymienienie nicków osób, które to piszą... Bo jest wówczas łatwiej rozmawiać i wymieniać spostrzeżenia gdzie tkwi diabeł.  Jednak nalegałbym by każdy, który  cokolwiek cytuje z komentarzy innych wymieniał twórce.  Nie chodzi o prawa autorskie, :D  ale o to z kim mamy do czynienia.

Pani Ania jest "oblatana" w świecie sadowniczym, co rzuca się od razu w oczy, gdyż ja z tych nazwisk nie znam żadnego. Może to wstyd, ale jest to portal dla sadowników i w większości są to opinie sadowników. 

Tu pomimo wielu zachęt i zaproszeń Profesorowie nie wypowiadają się. Może  są, ale  są incognito...

 


# jerzy45 17.04.2011 21:01

Przeprasza, że użyłem nie właściwego nicka ....Oczywiście, że Pani Annia.  

Pani Annia  "wyłapuje" i wyrywa z luźnej dyskusji w danym temacie luźne fragmenty całości. Można i tak.  Nie wiem, dlaczego porównuje Annia   "rozmowe" zwykłych szarych sadowników do   rozpraw naukowych specjalistów od tego zagadnienia.  To nie jest ten adres. To jest forum dla tych, co wiedzą dużo, ale i też dla tych, co nie mają zielonego pojęcia o tej dyscyplinie. 

Ja od dzieciństwa cierpie na skleroze i coś mi się wydaje, że wszystkie cytaty - wyrwane z całości pochodzą z mych wypowiedzi. Ja w przeciwieństwie do Anni nie pracuje w żadnym departamencie. Ja jestem zwykłym rolnikiem i nie musze operować i szczycić się tytułami... Nie w tym rzecz tutaj. Niejednokrotnie trudno w prosty sposób wytłumaczyć zagmatwaną sprawe  człowiekowi, który o coś się pyta. A tu najczęściej padają proste pytania.  łapiąc kogoś na tym, że miast listek zagalopował się i napisał przylistek jest  ogromną zbrodnią wyrządzoną botanice...  

Nie jednokrotnie byłem poniewierany przez przeróżnych forumowiczów i zawsze wychodziłem "obronną ręką" :D.  Dowodem tego jest tytuł przyznany mi przez użytkowników i nagroda ufundowana przez Admina.

Jednak Pani Annia jest tu z nami od lutego, a to było w styczniu.  Mam nadzieje i wyrażam ją także, że  rzuci się Annia w wir dyskusji i pomocy tym, którzy o to proszą. Jeśli dołączysz do tego grona osób , którzy w miare swych potrzeb starają się pomóc  koleżankom i kolegom sadownikom w zrozumieniu pewnych problemów będe wdzięczny.  Za innych się nie wypowiadam.

Prosze o większą aktywność, bo Pani obycie w zagadnieniach ochrony roślin musi być bardzo duże i może Nas tu wszystkich nie jednym zaskoczyć i wskazać właściwą droge, co słychać w centrum nowoczesnego sadownictwa, za jakie uważam Księstwo Holandii. 


# Zdzich 18.04.2011 00:39

Byłem kiedyś instruktorem w pewnej spółdzielni mleczarskiej. Co pewien czas odbywały się tam zebrania na temat aktualnych problemów działalności tejże spółdzielni. Dyskutanci byli zapraszani w zależności od tematów poruszanych na takim zebraniu. Często uczestniczył w nich pewien starszy pan, który każdą swoją wypowiedź zaczynał mniej więcej tak : "Ja w tej mleczarni pracuję już 45 lat. Przeszedłem tu już wszystkie stanowiska. Zdobyłem" - i tu następowało wyliczenie medali,odznaczeń,pochwał itp. Po takim wstępie, trwającym 10 do 15 minut, ów pan przechodził do meritum sprawy, które zawierało się często w dwóch, trzech zdaniach. Ty Jerzy45 w tej dyskusji jesteś prawie jak ten stary mleczarz. Prawie - bo on jednak zawsze przechodził do meritum sprawy.

PS

Holandia nie jest księstwem.


# jerzy45 18.04.2011 13:09

Słusznie Zdzichu - to jest Królestwo.   

Nie rozumiem Twego stanowiska w sprawie, tego mleczarza... Gdy coś dotyka Twej osoby, to reagujesz i to ostro (delikatnie mówiąć... pamiętasz ?  Ja już zapomniałem.)  Pani Annia napisała, zasugerowała pewne aspekty walki z tym wrogiem, ale nie wiem dlaczego uczepiła się konkretnie mej skromnej osoby.  Ostatnie trzy, bądź i 4 fragmenty pochodzą z mych wypowiedzi. Wczoraj udzieliłem odpowiedzi, ale jak bywa,  źle naciśnięty klawisz i miast "się wysłać" - zginęło.  Pisałem po raz drugi i to samo... Dzisiaj, jak opadł kurz, chce  Anni zadać pytanie...Czy te cytaty, to wskazanie błędnych które poruszyłem ? A może coś ni9e tak z tym co pisze ?  Czy wymieniając tylko mnie  jest to nagroda, czy nagana. Z tej całej wypowiedzi nic takiego nie wynika i  teraz sam nie wiem czy może ludzi wprowadzam w błąd ?  Jeśli tak, to ci co przekazywali mi wiedze byli nie douczeni ?  Wówczas rodzi się pytanie - kto dał im prawo do uczenia innych...  

Jeśli jednak jest to wskazanie mnie bym wdał się w naukową dyskusje, to z góry mówie -  dziękuje. 

Wspomniałem o tej nagrodzie nie bez przyczyny...Do tej pory nikt, a to nikt nie kwestionował tego, co w tej kwestii napisałem. Powiem więcej -  dostaje nawet podziękowania, za to, że wskazałem niejednokrotnie na drobne szczegóły, które mogły być pomocne w walce z grzybem.  Nie rozumiem więc  Anni, która musiała się wiele natrudzić, by skompletować może i  z przed dwóch lat  moje wypowiedzi.   

Zresztą cały komentarz Anni jest starannie i poprawnie napisany nie "na kolanie"  na tej stronie, tylko w Wordzie, przy zachowaniu wszelkich akapitów, cytatów, zmiany czcionki itp. 

Czy  mam rozumieć ten artykuł, jako prace na zamówienie, by wytknąć palcem jerzego45 ...?  

Takie mam wrażenie, że ten artykuł  nie jest napisany ot tak, dla samego pierwszego wpisu na  Portalu...


# bhandel 18.04.2011 18:40
Ludzie że wy reagujecie na tego TROLA jerzyk45,jego po prostu niedaje się czytać , to szalony grafoman...
# born2roll 19.04.2011 12:05

Pani Anniu,

Proszę przypadkiem nie ustosunkowywać się do wynurzeń tego Pana o nicku 'jerzy45'. Ten Pan sam słusznie zaznaczył, ze jest "zwykłym rolnikiem" i "nie musi szczycić się tytułami" (rotfl) aby pouczać innych. Tytuł "zwykłego rolnika" daje mu najwyraźniej prawo do poucznia wszystkich na każdy temat nie opierając sie na niczym. Brawa dla admina za "uznanie" dla tego Pana i przyznanie mu nagrody. Niedługo na tym forum udzielał się będzie wyłącznie laureat.

Pozdrawiam 

 


# jerzy45 19.04.2011 13:04

Koledzy na "b" - więcej powściągliwości w swych ocenach.  Sami nie wiele dajecie "z siebie" innym, którzy tu zaglądają i chcą się czegoś dowiedzieć.  Wy raczej potraficie, to co zaprezentowaliście powyżej.  Czy to Was boli...

Ja tu nie ustosunkowuje się do tego, co pani Annia zaprezentowała. Ja czekam, aż w dobie internetowej "szybkości" komunikacji pomiędzy ludźmi  odezwie się Pani Annia.  Rozumiem, że południe Polski leży "daleko, jak i to, że jeśli An nia przebywa w Niderlandach, to potrzeba  troche czasu, aż informacja tam dotrze...  Ja czekam, co Annia miała na   myśli ",  przedstawiając swe stanowisko w sprawie monitoringu parcha, wymieniając owe programy, systemy...wymieniając nazwiska, które dla większości nic nie "mówią"... by na końcu zahaczyć mnie.  Jeśli jest to tak staranie przemyślana kampania reklamowa, to lepiej trafić nie mogli. Gdyby trafili lub wybrali gości bhandel, bądź born2roll, to z dyskusji nic by nie wyszło... Milczeli by ?

Jednak są to tylko domysły prostego rolnika. A ja sobie poczekam, by Pani i Annia uwiarygodniła się i odezwała, a nie  odzywali się obrońcy  nie wiadomo czego...

 

 


# jerzy45 19.04.2011 13:17

Ja wskaże jeden jedyny akapit z "wypracowania" Pani Anni... "W tym momencie odsyłam do tekstów pana Piet'a Creemersa z rządowej stacji badawczej PCfruits w Sint-Truident dawniej w Gorsem, gdzie wyraźnie jest udowodnione  iż do wysiewu ascospor dochodzi jedynie podczas opadów atmosferycznych, a żywotność ich po wysiewie jest ograniczona..."

No to teraz po tym cytacie nie pozostaje nic innego, jak czekać na opady atmosferyczne. Jak teraz ochrona przed parchem stała się nagle o wiele łatwiejsza i tańsza... 


# Sigmund 19.04.2011 16:00
panie Jerzy45 skoro zapewne sprawdził pan w słowniku słowo przylistek ,polecam też słowo bufon. Ja pana komentarzy i postów z reguły po prostu nie czytam ,powód podał Zdzich.
# luks21 19.04.2011 16:24

witam

kolega jerzy45 często pisze przydługie wypowiedzi, daleko odchodzi od tematu sprawy, ogólnie jest troszkę kontrowersyjnym forumowiczem, ale zapewne nie raz pomógł swoimi uwagami, mniej doświadczonym sadownikom, lub przynajmniej próbował, nie raz czytałem jak dzielił się swoimi uwagami na różne tematy, uważam, że trochę przesadzacie czepiając się go, jerzy45 jest aktywnym forumowiczem i tworzy dużo postów i dlatego te cenniejsze wypowiedzi są przytłaczane przez te troszkę gorsze

pozdrawiam 


# jerzy45 19.04.2011 17:57

...że Ty Sigmund masz do mnie awersie, to wcale się nie dziwi... Wystarczy troche poszperać, pomyszkować po portalu i można znaleźć niejednokrotnie i nie jednokrotne złe,  nie przychylne pod mym adresem teksty. o donosicielstwie do Admina nie wspominam, bo to jest poniżej godności.

Czego w życiu najbardziej nie nawidze i czego się brzydze - kapusi i donosicieli.

Jeśli nie czytasz mych postów, to nie wiesz co w nich jest, to dlaczego odpowiadasz  ?   

Zajmijcie się lepiej Panowie meritum sprawy, a nie moją osobą... Może wspólnymi siłami wspomożecie i uprościcie Nasze wspólne życie.  Może ja za długo pisze, ale zawsze o danym artykule. U Was natomiast nic na ten temat nie ma.  Ktoś tu wspomniał o "trollach"  (tak się pisze bhandel...)  czy czasami to co "wyprawiacie" nie jest to  czasami to, co to słowo oznacza ???

Mnie odsyłacie do słownika - sami jednak najpierw sprawdźcie, co dane słowo oznacza, zanim  je napiszecie...


# artemida 19.04.2011 18:39
Z jerzym45 nie można ogólnie się zgadzać /tak w ogóle/ bo wypowiada się na różne tematy od sadownictwa po oceny postaw patriotycznych. Każdy ma swoją ocenę spraw i wydarzeń i trudno się dziwić że każdy widzi problemy ze swojego punktu siedzenia. Jednocześnie jeszcze trudniej polemizować z kimś kto jednozdaniową wypowiedzią podsumowuje problem, często nie wdając się w meritum sprawy. Moim zdaniem portal zyskałby gdyby  było więcej takich jeży jak jest jerzy czterdziesty piąty. 
# jerzy45 19.04.2011 23:14

Dzięki luks21, że Ty  nie powiązany z "solidarnymi  19 kwietnia 2011" potrafisz trzeźwo ocenić sytuacje i bez  zacietrzewienia i wrogości wobec bliźniego napisać  kilka zdań,  które przeczą powyższym agresywnym słownictwem.

Cóż  Polska, to nie Holandia...

W związku z tym, że prawdopodobnie będzie to zabawa w oczekiwanie na odpowiedź na pytania, które zadałem Pani Anni  odpowiem na forum nie na to, co napisała o parchu i innych problemach, tylko na to, co stwierdziła, że zacytuje ..."Trudno uwierzyć, że to wszystko od jednego autora"...  Nie wiem w czym sobie zawiniłem, ale by nie kontynuować tego na forum,  napisałem to tu w newsach.

Czas pokaże z czym mamy do czynienia...


# Sunrise 20.04.2011 01:03
Na prosty rozum , co lepsze ? Polska praktyka , czy zachodnia teoria ? Ja czekam na polemikę . jerzy45 "nie daj się "
# marnic 20.04.2011 07:28

Od jakiegoś czasu staram się nie czytać komentarzy Jerzego45 bo przecież nie ma takiego obowiązku (zwłaszcza tych z bardzo długim wstępem po którym zapomina przejść do meritum sprawy) jednak obecna dyskusja tak mnie zaciekawiła, że wnikliwie przeczytałem każdy wpis i również postanowiłem zabrać głos. Otóż Jerzy45 słowa krytyki odbierać jako zorganizowaną nagonkę na własną osobę a za jedynych trzeźwo oceniających sytuację uważać wyłącznie bezkrytycznych popleczników to jest po prostu śmieszne. Po drugie jeśli produkuje się tyle postów, odpowiada na tak wiele pytań osób które nie wiedzą lub chcą się w czymś upewnić to wypadałoby brać odpowiedzialność za to co się pisze a nie tłumaczyć się, że jest się prostym rolnikiem bez tytułów i piszę sobie bo lubię nikt przecież nie musi tego czytać. Tytuł nadany przez użytkowników tego portalu powinien do czegoś zobowiązywać ale na pewno nie do podobnych tłumaczeń. Są osoby które nie mają na co dzień dostępu do innego doradztwa i opierają się na tym właśnie portalu. Sam mimo że korzystam z porad doradcy często tu zaglądam zobaczyć co słychać w innych częściach Polski. Z drugiej strony mam nadzieję Jerzy45 że i tym razem wyjdziesz z tej dyskusji “obronną ręką” (przynajmniej według własnego mniemania) i nadal będziesz ubarwiał swoimi wypowiedziami portal prowokując od czasu do czasu równie ciekawe dyskusje.


# marnic 20.04.2011 07:42

Jeśli chodzi o ochronę naszych sadów przed parchem to według mnie zdecydowanie najlepsza jest praktyka z własnego podwórka. Porady choćby najlepsze udzielane z odległych regionów mogą się mieć nijak do warunków w sadzie osoby pytającej. Nie wspominając juz o tak odległym regionie jak Holandia, która ma zupełnie inne warunki niż Polska. Można znać ich sposoby walki z parchem ale z przenoszeniem holenderskich teorii i doświadczeń do polskich sadów byłbym ostrożny.


# Melolontha 20.04.2011 08:13
Tak się samo złożyło, że mój komentarz będzie w pewnym sensie nawiązaniem do komentarza marnica... Bo mój problem na teraz, to czym by tu " wydupić " na szybko postępujący " różowy pąk ", tymbardziej że idą Święta... A z tekstem pana Pieta Creemersa z rządowej stacji badawczej PCfruits w Sint-Truiden, dawniej w Gorsem co sugeruje mi Annia, zapoznam się chętnie, ale raczej dopiero w któryś z długich, zimowych wieczorów...Pozdrawiam !
# jerzy45 20.04.2011 13:06

A ja Cię marnic czytam dokładnie każdy wpis, który wyprodukujesz. Zresztą by być obiektywnym w swych ocenach czytam wszystkich :) Tobie też życze Wesołego Jajka. Wracając jednak do tego, co mi zarzucasz - zarzucacie, a nie licząc owych "stróżów prawa, moralności, czystości rasy, poglądów"... było nawiązanie do Pani Anni,która niczym kometa wpada tu  i teraz milczy.

Jest to gorący czas na  pewniaki  w ochronie przed parchem, a nie na sianie  niepewności wśród zdezorientowanej rzeszy sadowników, którzy czytając owe rewelacje są w kropce... 

Na razie czekam i  stwierdzimy Wszyscy, czy to przypadek, że ten post ukazał się w tej chwili, czy raczej Annia na stałe zawita tu, by dzielić się swymi spostrzeżeniami i wiedzą. Oczywiście, pod warunkiem, że będzie tego chciała...Byłbym bardzo ciekaw, jak w gospodarstwie swojej rodziny wygląda owa nowoczesna sygnalizacja, na czym jest oparta... z której "nauki" czerpią wzorce - z naszych profesorów od tego tematu, czy z przedstawionego  ładnie marketingowego hasła...chwytu ?? Czekam.

Ja wierze polskim naukowcom i profesorom, doktorom, nawet wówczas gdy moge mieć pretensje o szeroką wizje polskiego sadownictwa do poszczególnych osób.  


# stoper57 20.04.2011 13:29

Drogi Jerzy, absolutnie nie kwestionując Twojego prawa do posiadania własnej opinii na temat ochroniarstwa, zorganizowanego ochroniarstwa, zdezorganizowanego również, systemów i skuteczności (i sensowności) powiadamiania - ja człowiek  w tej branży zupełnie bezstronny- muszę stwierdzić, że:

-nie polemizujesz z Annią, tylko usiłujesz kwestionować jej prawo do posiadania i wyrażania własnej opinii

-nie chcesz dostrzec, że może cokolwiek zadzierając nosa, ale ona jakiś stosunek do zorganizowanej ochrony ma i na dodatek określa podstawy tego stosunku (zaufania)

-stosujesz tanie i chyba raczej niemerytoryczne argumenty, że: zaistniała i zniknie, a jak to u niej w gospodarstwie itp

-skoro, jak się wydaje, oboje cel macie zgodny- ochrona przed parchem- to myślę, że spieranie się na argumenty, będzie z korzyścią dla Ciebie, dla niej i innych forumowiczów

-i dobrze by było, gdybyś jak najmniej boleśnie dla siebie, uznał, że nie wszyscy, którzy mają inne zdanie są gorsi, głupsi itd, a nawet gdy tacy są, to też mają prawo głosu na tym świecie- wtedy po prostu nie trzeba ich słuchać

pozdrawiam i życzę Tobie i Wszystkim Forumowiczom skutecznej ochrony oraz zdrowych, pogodnych, spokojnych Świąt Wielkanocnych


# jerzy45 20.04.2011 13:52

Przy całym szacunku do Twojego postu, to jednak złe wnioski wyciągnąłeś...

Po pierwsze nie chodzi o odebranie prawa Anni do wyrażania jej własnej opinii. Ona przedstawiła kontrowersyjną teze opartą na tym, że tylko i wyłącznie opad atmosferyczny jest tym, co powoduje wysiew zarodników. Jest nawet odesłanie do opracowania Creemersa...Mocne, bardzo mocne stwierdzenie i odesłanie do pracy tegoż gościa. 

Po drugie Annia  opisuje, bądź przedstawia podstawowe bolączki polskiej ochrony przed parchem na podstawie tego, co było na sympozjum w PC... Jest to niestety nie jej opinia, tylko opinia innych.  Przeanalizuj dokładnie to co pisze Annia.

Dlaczego sądzisz, że stosuje nie merytoryczne argumenty - bo chciałbym, by podzieliła się z innymi na temat tego czy sama - czy jej rodzina korzysta z tych rozwiązań ? 

Gdzie Ty stoperze57 dostrzegasz, że pisze i za razem dziele ludzi na tych, o których Ty piszesz ?   Gdybym tak uważał, jak Ty to sugerujesz, to już dawno przestałbym tu zaglądać. 

 


# Annia 20.04.2011 18:01
Pomologu, dziękuję serdecznie za zaproszenie do dyskusji na temat ochrony. Dopowiem tylko, że  obecnie  jest to dla sadowników holenderskich   hoogseizoen czyli absolutne spiętrzenie prac w sadzie. Obecnie w Holandii jest już po kwitnieniu, które w południowej części kraju trawło tylko 48 godzin. Panuje susza. Ochrona przed parchem to do dziś około 4 zabiegów. Zwykle było to 6-7. Szkoda, bo nie wyjdzie wiele zaplanowanych doświadczeń. W Południowym  Tyrolu kwitnienie skończyło się jeszcze wcześniej, mniej wiecej 10 dni temu. Ponieważ z parchem jest relatywnie mniej pracy, to ze względu na ekstremalne warunki w czasie kwitnienia, kto żyw pomagał przy doświadczeniach z przerzedzaniem. Może w jabłoniach nie jest to już tak istotne by intensywnie badać, ale z pewnością  to grusze stały się teraz najważniejszym gatunkiem dla tego typu doświadczeń.To tyle usprawiedliwienia.

Przeglądając trochę wpisów na forum by zorientować się jakie obecnie tematy są tymi najbardziej istotnymi, zwróciłam uwagę na sprawy związane z nawożeniem dolistnym i towarzyszącą temu dyskusję   odnośnie terminów, produktów i w ogóle sensu tych zabiegów. Oczywiście można powiedzieć , że wszystko co potrzebne, drzewo może znaleźć w podłożu. To prawda, ten rodzaj nawożenia jest bardzo istotny, choć mówiąc o nawożeniu doglebowym dla tamtych ludzie czasami ważniejsze jest życie biologiczne w podłożu występujące. Im bogatsze, tym większa pewność stabilności zarówno w pH jak i w dostawach składników do rośliny (brak uwstecznień). Tak, ten rodzaj nawożenia to absolutnie podstawa. Tu nie może być żadnych braków, ani nadmiaru. Jest tylko jedno ale, o którym powinno się pamiętać.  Nawozy posypowe to zaopatrzenie dla całego drzewa  do wykorzystania w dość długim, czasami kilkuletnim, okresie.  A my niekiedy potrzebujemy   dokarmić rośliny punktowo, nie wiem czy to dość precyzyjne określenie.

Przykład:

Dodatkowe odżywianie azotem wczesna wiosną.

To o tym na forum  była dyskusja. Oczywiście można powiedzieć, że wysypujemy saletrę amonowa 6 tygodni przed kwitnieniem i to powinno wystarczyć. Tak, ale tego nawozu musi być taka ilość, aby wystarczyło go   na lwią część sezonu, ale też żeby  nie przenawozić. Średnio jest to około 30-40kg azotu czyli 100-120 kg saletry/ha. Ale niestety, niektóre części  rośliny potrzebują azotu o wiele więcej niż pozostałe.

Które?

Liście rozetowe, czasami  mylnie nazywane przylistkami. Liście te powinny być jak największe i najsilniejsze. To one są odpowiedzialne za dobre odżywienia pąków, jakość kwitnienia i zapylenia. Później za wzrost młodych zawiązków w najważniejszym dla ich jakości okresie – tuż po kwitnieniu. Jest to bardzo ważna funkcja dla jabłoni, ale o wiele ważniejsza dla grusz. U grusz nie ma limitów. Im większy owoc tym lepsza cena. Dlatego u tego gatunku, oprócz wczesnego azotu stosuje się również gibereliny właśnie po to, by napompować tak mocno jak to możliwe liście rozetowe.

Powtórzę,  możemy  powiedzieć: sypiemy pod korzeń, to wystarczy.

Ale po pierwsze, ze względu na relatywnie zimną ,wiosenną ziemie korzenie nie pracują  jeszcze tak jak powinny i nie są w stanie dopchać azotu do rozet. Co więcej, po drodze do naszego celu jest jeszcze kilka gąb do wykarmienia. W ostateczności do liści rozetowych, w okresie cielonego pąka, poprzez korzenie dociera nie więcej niż 20% zapotrzebowania na azot.  Możemy  zastosować oczywiście odpowiednio wysokie nawożenia wiosną i tak je zwiększając, by z 20% stało się %100. Ale to oznacza nawożenie na poziomie 500-600kg saletry amonowej na ha. Co by się stało później  to wiadomo. Dlatego chcąc zapewnić  optymalne warunki pokarmowe (potrzebujemy duuuużo białka, a więc i azotu) dla pąków i młodych zawiązków. Musimy bardzo precyzyjnie, stosując nawożenie dolistne, dostarczyć skoncentrowany nawóz azotowy do najmłodszych liści. Zwykle są to 3 zabiegi, raz w tygodniu po  5kg mocznika przed kwitnieniem i  3 zabiegi po kwitnieniu, również co 7 dni, ale w dawce 3 kg.Podobne zasady precyzyjnego wstrzelania się nawozem w  konkretną, najbardziej aktywną w danej chwili część rośliny, a nie w cały organizm, obowiązują przy stosowaniu również i innych składników. Zbliżone zasady dotyczą również fertygacji. Tu też staramy się by podać nawóz szybko i co najważniejsze bardzo precyzyjnie. Proszę pamiętać ze dostarczanie niektórych elementów odżywczych to nie tylko ich ilość i jakość. O wiele większe znaczenie ma tu termin podania tak, by trafiły one akurat do tych części, które tego najbardziej potrzebują i w terminie (czasami dość krótkim) największych dla nich deficytów. Wybaczcie, że to tu rozwijam ten wątek ale to tu pojawiło się pytanie o sens wczesnowiosennego nawożenia dolistnego w mieszaninie z fungicydami. Powtórzę raz jeszcze. Mając pełną świadomość dużych strat, ze względu na słabe ulistnienie większa część nawozu trafia Panu Bogu w oko, są to zabiegi nad wyraz potrzebne jeśli myślimy o 50-60 tonach wysokojakościowych jabłek, lub 100 tonach  takiej samej jakości gruszki z hektara.

Jak wytrzymacie to jeszcze kilka słów o ochronie.

Wiem, że obecnie w Polsce panuje piękna pogoda, a temperatura w ciągu dnia przekracza 200C. Brak deszczu. Zbliża się kwitnienie.Są to typowe warunki do powstania tak zwanego  okresu zwrotnego. Jest to jeden z 2 czasami 3 momentów  w sezonie, w których wysiewa się w krótkim czasie co najmniej 20 % dojrzałych zarodników. Skutkuje to potężną infekcją  i koniecznością ponadstandardowych zabiegów. O sile takich infekcji świadczy fakt, że dithianon stosowany 24 godziny wcześniej już nie gwarantuje nam  satysfakcjonującej ochrony.  Jeśli wiemy, że to ten moment, to najczęściej stosujemy STOP SPRAY, a więc zabieg wykonywany tuż po zakończeniu opadów, jeszcze na mokre liście, w okresie pomiędzy wysiewem a kiełkowaniem zarodników.  Sadownicy mówią tu, że wysiane zarodniki gdy tylko powąchają Delanu albo Captanu natychmiast giną. Tak, w tym okresie są one wyjątkowo wrażliwe. Zabieg ten jest bardzo wskazany, zwłaszcza w sytuacji gdy towarzyszący silnym wysiewom opad przekroczył 15mm.Jeśli taka ciepła pogoda utrzyma się w Polsce dłużej, to jest prawdopodobieństwo, że nawet więcej niż połowa wszystkich tegorocznych zarodników może się wysiać. A to oznacza ni mniej nie więcej jak powtórkę z poprzedniego sezonu. Z biologicznego punktu widzenie dla parcha jest to idealna sytuacja. Ta tak ja u niektórych gatunków ryb : tak dużo ikry jak to możliwe. Zawsze się coś uchowa. Pamiętajcie, zarodniki workowe służą tylko do zainicjowania choroby. Do tego wystarczy już pojedyncza plama. Za rozprzestrzenianie  choroby służą zarodniki konidialne, które błyskawicznie roznoszą problem w całej koronie drzewa. To konidia, a nie askospory, nie potrzebują deszczu do wybicia się w powietrze. To tu do infekcji wystarczy zwykła mgła, a mnogość tych zarodników nie zna limitu (coś w rodzaju wielogłowej hydry).Tak więc bardzo uczulam i przestrzegam przed najbliższym deszczem, tym bardziej, że za pasem są dni wolne.

I zupełnie na koniec.

W Holandii naprawdę drzewa nie rosną korzeniami do góry.

Argumenty o  innych warunkach mogą mieć oczywiście niebagatelne znaczenie jeśli mówimy  o doborze odmian, podkładek np. w kontekście wrażliwości na mróz. Nie odważyłabym się również rozpoczynać ciecia drzew już w listopadzie, jak robione jest to nad północnym Renem. Oczywiście nie wolno nam kalkować wg kalendarza konkretnych działań agrotechnicznych. Mamy 14 dniowe przesunięcie. Nie można w tym samym czasie zalecać w obu krajach takich samych zabiegów. To nie ma sensu.

Ale biologia naprawdę jest wszędzie taka  sama, takie same są również potrzeby i reakcje roślin . Jeśli chodzi o ochronę to tam, czyli w Hoalndii jest naprawdę o wiele trudniej. To tam ochrona przed parchem  czasami zaczyna się już na początku marca (bo zimują zarodniki konidialne), zmorą są szkodniki i choroby kory, udręczeniem jest wszechobecny deszcz, kanały i restrykcje środowiskowe (produkty miedziowe wolno stosować tylko w sytuacji  aplikacji ich opryskiwaczem tunelowym, a nocne zabiegi w sadzie, ze względu na ciszę nocną są zabronione). A jednak się udaje. To co jest tam inne niż u nas i co marzy mi się by zawitało do Polski na stałe, to  paranoiczna precyzja i wręcz, obsesyjna  terminowość.Tak, tam  bycie op tijd czyli na czas, jest warunkiem przeżycia. Spóźnienia nie są tredy.Rośliny, choroby, robaki oraz cała inna przyrodnicz inszość niestety nie chce zaczekać.No i nie ma tam już teori flogistonu.Spalili ją jakieś 250 lat tamu na stosie. 

# Annia 20.04.2011 18:57
Ten post miał trafić na forum dotyczące parcha jabłoni.

Jeśli to możliwe to prośba do Administratorów o transformacje.

Pozdrawiam

 

# ogrodnik6411 20.04.2011 19:52
no      nareszcie   hiii
# Melolontha 21.04.2011 21:33
Profesor Pieniążek zwykł był mawiać: " Chcemy innych nauczać, to musimy wpierw to pokazać ". I temu celowi służyła koncepcja tworzenia w całej Polsce tzw. Sadowniczych Zakładów Doświadczalnych, które robiły i pokazywały co i jak robią, aby producenci mieli dokąd jeżdzić, podglądać i uczyć się. Myślę że dla wielu polskich sadowników konieczność "dopychania" składnikami pokarmowymi liści już od fazy rozet począwszy, jest zagadnieniem nowym. Dlatego, aby zabiegi te stały się popularne, zachodzi moim zdaniem potrzeba założenia w największych polskich rejonach sadowniczych takich doświadczeń pilotażowo-wdrożeniowych, w których każdy będzie mógł na własne oczy zobaczyć te 50-60 tonowe plony jabłek i 100 tonowe plony gruszek, najwyższej jakości... Moim zdaniem innej drogi nie ma... Zachodzi pytanie, kto miałby się tego podjąć ? Pozdrawiam !
# pomolog 21.04.2011 21:45

Pytanie błędnie sformułowane... podjąć się można - pytanie kto to będzie finansował...

Pozdrawiam


# daath1 21.04.2011 21:54
Czyli ,nie pozostaje nam nic innego jak opieranie się na doświadczeniach innych krajów i wdrażanie tego u siebie w sadzie.Niestety bardzo to ryzykowne ,ale chyba nie ma innego wyjścia !?!?
# pomolog 21.04.2011 22:03
Wręcz przeciwnie... ja wciąż mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, że polski sadownik, rolnik etc. zrozumie (tak jak jego koledzy na Zachodzie) że od Jego udziału (finansowego) wszystko zależy...
# Melolontha 21.04.2011 22:29
Zawsze pozostaje też przecież możliwość eksperymentowania u siebie, na początek, na małą skalę...Tym bardziej że, zwłaszcza perspektywa tych 100 ton gruszek z hektara wydaje się być tak...podniecająca. Pozdrawiam !
# Annia 22.04.2011 15:19

Właśnie sprawdziliśmy warunki pogodowe w monitorowanych sadach.

 Dwa z nich są w Polsce i to o tych miejscach kilka słów. Jeden to rejon  Wilkowa k. Grójca , drugi Albigowej k. Rzeszowa.

W obu sadach tensjometry wykazują, że ziemia  (a nie jest to piasek) ssie  wodę już z siłą 300-350 hPa.

W ciągu ostatnich 48 godzin wartość ta zwiększyła  się o 80-100 hPa.

Optimum uwodnienia to około 200 hPa. Obecne wskazania są sygnałem do rozpoczęcia w obu sadach nawodnień. Proszę pamiętać, że deficyt wody w okresie kwitnienia jest wyjątkowo niekorzystnym zjawiskiem, gdyż ma istotny wpływ na jakość zapylenia. I nie chodzi tu tak bardzo o żywotność pyłku, czy komórek jajowych, ale spadek wydajności nektarników. Nektarniki (miodniki)  produkują kompozycje cukrów + dodatki, dyfundującą na zewnątrz  „gruczołów” w wiadomym celu. Ostatnio ukazały się bardzo interesujące dane,  jasno pokazujące spadek wydajności nektarników w czasie suszy, i w konsekwencji istotny wpływ tego zjawiska na plon.Po prostu, odwodnione kwiaty są mniej atrakcyjne dla owadów zapylających.Zjawisko to jest zwłaszcza wyraźnie widoczne  u czereśni.

Oczywiście to tylko sygnał z jedynie dwóch miejsc, ale może warto sprawdzić co dzieje się w innych rejonach.

A z pewnością warto już ocenić stan instalacji nawodnieniowych by móc zatroszczyć się o turgor w czasie pełni kwitnienia. Zwłaszcza jeśli ktoś uprawia czereśnie i zależy mu na obfitym plonowaniu. Może zamiast kupować trzmiele czy stosować atraktanty może lepiej zwyczajnie  sprawdzić ilość wody w ziemi i odkręcić kurek.

 


# jerzy45 22.04.2011 17:38

Bardzo ładnie i rzeczowo Anniu piszesz :-) nie to co ja  :-(  

Informacje cenne.  Nawet więcej bezcenne. Jednak nie odpowiedziałaś na  podstawowe pytanie, jakie Ci postawiłem.  Ty odesłałaś forumowiczów do  pracy Piet'a  Cremersa.... Większość i tak nie będzie dochodziła, kto to jest i co napisał. To obcy dla Nas facet.  Jednak w związku z tym, że napisałaś, że plote nie potwierdzone teorie, to odpowiedz prosze na to pytanie...Czym różni się H2O z opadu atmosferycznego, a H2O z gutacji, rosy, mgły. Tyczy się to  "pobudzenia" zarodników do wysiewu.  Piszesz, że tam w kraju tulipanów to kanon. A tu w Polsce ? W dwóch, trzech zdaniach...Dlaczego ?

Prosze Cię Anniu o odpowiedź, bo naskoczyli na mnie i nie wiem teraz kto, co, czym to się je...Prosze.


# kosztel2812 22.04.2011 22:05

bardzo proste pytanie zadał JEŻY45-teoria to nie to co praktyka- na bieżąco 12godz w zestawie oprysku-jak masz liczyc -to licz na siebie-WESOŁEGO ALLELUJA-kochani sadownicy-serdecznie pozdrawiam.


# Annia 22.04.2011 22:32
Postaram się poniekąd odpowiedzieć dlaczego jedynie deszcz jest w stanie wyzwolić zarodniki workowe, a raczej podpowiedzieć gdzie szukać szczegółów dotyczących gruntownego wyjaśnienia tego fenomenu.Jednocześnie pragnę  bardzo mocno podkreślić, że zjawisko wyzwolenia infekcyjnych zagrożeń, jedynie w sytuacji opadu atmosferycznego dotyczy TYLKO zarodników workowych (ascospor).W przypadku zarodników konidialnych, to te tworzone jedynie z plam parcha, do infekcji dochodzi o wiele łatwiej. Tu rzeczywiście wystarczy zwykła rosa lub mgła.  Poniżej rządni detali  znajdą źródło szczegółowej odpowiedzi  na zadane przez Jerzego45 pytanie. Niestety prace te nie były robione w Polsce tylko w Niemczech, a więc cała publikacja wymaga przetłumaczenia.Dla tych wszystkich, którym wystarczy jedynie moje krótkie wyjaśnienie,  małe  streszczenie całej pracy.Odpowiedź zawarta jest chyba już  w tytule, którego sens brzmi mniej więcej tak:  „Hydrodynamika uderzenia  kropli deszczu stymulacją do wysiewu zarodników workowych parcha jabłoni”. W pracy, autorzy na podstawie badań biofizycznych, udowadniają po raz kolejny,  że jedynie mechaniczne uderzenie kropli deszczu o liść leżący na ziemi i wywołane tym określone wibracje mogą   spowodować  rozerwanie otoczni i wysiewy zarodników workowych. W pracy jest również wyraźnie udowodnione, że zwilżenie  będące wynikiem wilgoci znajdującej się w powietrzu, nie ma wpływu na  wysiewy ascospor.Ma to bardzo sensowne wytłumaczenie.

Jeśli by do wysiewów zarodników workowych dochodziło już podczas zwykłej rosy, to szansa na wybicie się ich w powietrze byłaby niewielka. W czasie występowanie rosy najczęściej nie ma przecież wiatrów, a to wiatr jest warunkiem przetransportowania wysianych zarodników na setki metrów. Czyli co, wystrzał i leżę  pod drzewem bezużyteczny. Przyroda nie jest taka rozrzutna, zwłaszcza jeśli chodzi o przetrwanie gatunku.  Wystrzał tak, ale jedynie wtedy gdy jest największa szansa, że pofrunę jak najdalej. Bo to w czasie deszczu przecież  najczęściej dmucha, a i samo uderzenie kropli to również znakomity efekt rozbryzgu i ucieczki w  powietrze. Co więcej bardzo często rosy wystepują jedynie w okresach suszy. Po ciepłym suchem dniu , nad ranem liście są mokre. Z jakiego powodu zarodniki workowe miałyby wysiewać się w takich warunkach by za chwilę wyschnąć i wyzionąć ducha.

Zresztą zarodniki workowe  parcha jabłoni nie są jedynymi, które używają  energii kropel deszczu do wybicia się w powietrze. Również zarodniki  gatunków wywołujących gorzką zgniliznę jabłek (Pezicula spp.), które bardzo często leżą na  ziemi w pasach herbicydowych pod drzewami, są wybijane przez rozbryzgujące  się deszczowe krople. To z tego właśnie powodu w Holandii, na kilka tygodni przed zbiorem jabłek  zadarnia się pasy herbicydowe, aby zminimalizować efekt takiego wybicia. Kropla  padająca na trawę jest  amortyzowana w porównaniu z inna padającą na bagnistą kałużę.

Z drugiej strony ciekawie jest skonstruowana ta przyroda.

Kto chce niech wierzy, kto nie niech kropi co 4 dni.

"Hydrodynamics of raindrop impact stimulate ascospore discharge of Venturia inaequalis"


References and further reading may be available for this article. To view references and further reading you must
purchase this article.S. Alta and A. Kollara Julius Kuehn-Institute, Federal Research Centre for Cultivated Plants, Institute for Plant Protection in Fruit Crops and Viticulture, Schwabenheimer Strasse 101,  D-69221 Dossenheim, GermanyReceived 26 May 2009;  revised 25 January 2010;  accepted 28 January 2010.  Corresponding Editor: Martin Grube. 

Abstract

Ascospores of Venturia inaequalis are released from leaves following the impact of raindrops during rain events. Atmospheric humidity or moisture from dew does not have an inductive effect on ascospore release.The hydrodynamics of raindrop impact on leaf surfaces was investigated. Raindrops induced dampened periodic vibrations on leaf surfaces.

Vibrations, linear, and/or oscillatory flows of water applied to the leaves all induced spore releases at

 low energy thresholds.

The fungal perceptibility of kinetic energy enables selective discharge of spores when environmental conditions  are most conducive to survival. Identification of kinetic effects of rain which reveal start, thresholds, and proportional distribution is not only important for disease prognosis research, but may also serve as a model for a common fungal sensing mechanism.

# Annia 22.04.2011 22:39
Przepraszam za błąd oczywiście powinno być żądni a nie rządni
# pomolog 23.04.2011 09:08
Byłbym ostrożny przed tak jednoznacznych stawianiem tez, szczególnie - że to jedna z teorii... badania prowadzone u nas w kraju "troszkę" temu przeczą, droga Annia ;) Holandia to "królestwo doświadczalnictwa", Niemcom też zarzucić nic nie można - ale uwierz i w tym "dzikim" kraju też prowadzi się doświadczenia ;) - również związane z wysiewami zarodników workowych. I owszem - mgła, rosa to czynniki w niewielkim stopniu przyczyniające się do infekcji (wilgotność jest zbyt "krótkotrwała", często nie osiągająca optymalnego poziomu) - ale w zupełności wystarczą do wysiewu (dyskusyjną kwestią jest jedynie ilość zarodników). Bo fakt niezaprzeczalny - jest to ilość niewielka... ale jest. Co oznacza, że deszcz, "uderzenia i związane z tym wibracje" powodowane przez krople są jedynie czynnikiem sprzyjającym rozsiewom - stymulującym, jak świetnie to zostało określone w tytule pracy (i o tym wspominasz w drugiej części swojej wypowiedzi). W tym momencie piszę dokładnie to samo co Ty - patrząc jednak na kwestię wysiewu zarodników workowych pod nieco innym kątem... możliwych zagrożeń, a nie ich bagatelizowania z uwagi na ich wielkość. Dlatego osobiście nie zgadzam się ze zdaniem: "jest również wyraźnie udowodnione, że zwilżenie  będące wynikiem wilgoci znajdującej się w powietrzu, nie ma wpływu na  wysiewy ascospor". Bo wysiew to jedno, a "rozsiew" po sadzie to zupełnie inna kwestia. Pozdrawiam
# artemida 23.04.2011 09:58
Chętnie obejrzałbym film /skoro to stwierdzono to jakoś to się odbyło/ nie animację. Coś mnie teorie z tymi wibracje przy spadaniu kropel nie przekonują.  Jaką masę ma ów zarodnik aby mógł się "wybić" przy spadnięciu kropli deszczu na liść leżący na ziemi. Proponuję, w czasie weekendu jest więcej czasu i /łatwiej o wenę twórczą/ aby ktoś bieglejszy z fizyki to wyliczył.

# norekn 23.04.2011 12:46
Skoro kropla deszczu powoduje wibracje i efektem jest wysiew zarodników,to co się dzieje z tymi zarodnikami jeśli przechodzę po sadzie a nie daj "bóg" ciągnikiem przejeżdżam?Wibracje chyba są większe:D:D:D Pozdrawiam i życzę wesołych świąt,no i bez wibracji panowie!
# jerzy45 23.04.2011 13:29

Jestem usatysfakcjonowany tą odpowiedzią :D Mam jednak nadzieje, że Ty Anniu nie jesteś zagorzałą "fanką" tej teorii.  Gdyby tak miało być, to  czy w drodze milionów lat ewolucji i przeróżnych historii parch nie przestałby istnieć ? Czy  dla przetrwania tego gatunku na przestrzeni dziejów tylko i wyłącznie kropla deszczu  miałaby zapewnić mu  przetrwanie do dzisiejszych dni ?  A co gdyby te krople nie spadły w ciągu jednego sezonu ? Cała populacja idzie w zapomnienie ? Ten parch musiałby "być głupi", by do przetrwania oprzeć się wyłącznie na  kaprysach aury. 

Pisałaś, że pracowałaś w gospodarstwie rodziców. Czy Oni zaufali tej teorii ?  

Z tego, co piszesz musisz być osobą bardzo obytą i masz wykutą teorie "na blache". Zgadza się ? 

Ja zawsze to co pisze, to pisze z własnego doświadczenia i z tego, co widzą moje oczy... Dajmy wczoraj - wieczorem po 22 pryskałem na robaki + kaptan.  Było w miare spokojnie. Niby cisza. Jednak jeśli nikt kiedykolwiek nie robił nocnych oprysków, to w mojej małej ojczyźnie nie ma takiego pojęcia...Nie wiem jak u innych, ale pewnie prawa fizyki, chemii są takie same. Posłuże się prostym przykładem. Piszesz, że wibracje i bum... Zarodniki są w powietrzu. Zgoda. Jednak, jak się orientujesz jest takie zjawisko, że ciepłe powietrze nagrzane od gleby, która je oddaje powoduje prądy wznoszące, które to zaciągają te nieszczęsne zarodniki do góry...  Tak było i jest. Nawet  w czasie mgły są ruchy powietrza w poziomie i pionie atmosfery.  Łatwo to zaobserwować, jak mgła znad pola, bądź łąki unosi się, mknie na sad i podnosi się ku górze. Takie zjawiska nazywają się bodajże konwekcją i jest to normalność, z którą to mamy do czynienia. ...

Powiadam. Nie ma ciszy absolutnej i to co Ty Anniu piszesz teoretycznie jest logiczne, ale to co napisał pomolog niestety jest  w praktyce obserwowane na co dzień. Samo zwilżenie liści, które zaistniało wczoraj około godziny 24 mogło przyczynić się już do tego, że zarodniki miały możliwość skiełkowania. W temperaturze około 10 stopni do rana mogłyby nawet spowodować infekcje... Skąd wilgoć na liściach...Z różnicy temperatury pomiędzy prawie upalnym dniem, a temperaturą w nocy około 6 stopni...

Taki jest mój punkt widzenia na tą kwestie . Gdyby to było "takie proste", jak piszesz Anniu, to na tym portalu nie  znalazłabyś "żywej nogi"...:D 


# Zdzich 23.04.2011 14:54
Zarodnik workowy ma wymiary 6 -7 x 12 - 17 mikrometrów. Kropla wody jest więc dla niego olbrzymia i  na pewno jest w stanie wybić go na pewną wysokość. Ja natomiast korzystam z opisu parcha pana Marka Grabowskiego, z którego wynika, że do wysiewu askopor potrzebny jest minimalny opad wielkości 0,2 mm. Po upływie około 1,5 godziny po opadzie następuje pęcznienie worków i czynne uwalnianie zarodników. Jak się ma wobec tego informacja o wybijaniu zarodników workowych przez krople wody ? Czy oba te mechanizmy działają równolegle ? 
# artemida 23.04.2011 15:44
Dla zarodnika kropla wody to tsunami. Leżący na ziemi liść uderzony kroplą wody nawet nie drgnie. Amen.
# jerzy45 24.04.2011 13:19

Ach..artemido te Twoje stwierdzenia i porównania...A jakże pomocne w życiu  :D.

Tu Zdzichu, bez względu kto opisał to "stworzonko" zawsze pisze tak samo. Do wywołania wysiewu zarodników potrzebna jest wilgoć... By jednak "zrozumieć" tą "udowodnioną" teze o wibracjach należałoby poznać twórce owej "rewolucji" i w jakich to warunkach "tworzył.   Może wibracje to efekt uboczny i źle skalibrowanych narzędzi, czy aparatury pomiarowej. Może owy naukowiec nie wziął pod uwage, że obok lub nie daleko przebiega linia metra, kolejki, tramwaju, a może i lotniska...np. w Amsterdamie, Rotterdamie...Może wyciągnął błędne wnioski... No ale w tym wypadku nie będe szedł dalej w swych wywodach. Mamy Święta, czas Zmartwychwstania i spoglądania  przychylnie na bliźniego...

Zajme się w takim razie tym opadem.   Gdyby to był grad, to dla takiego liścia artemido,to byłby nie tyle liść drgnął, ale dziure by zrobił.  W tym zagadnieniu powinniśmy rozważyć teraz oprócz tego gradu wielkość kropel tego  opadu.  Gruby deszcz, średnia kropla, kapuśniaczek, mżawka, opadająca mgła... To tak jak na strzelnicy...od hałbicy do damskiego pistoleciku ukrytego w szmince...


# Melolontha 24.04.2011 16:17
A skoro jest tu tak trochę " na wesoło ", to proszę nie zapominać też o kosiarkach do murawy i rozdrabniaczach gałęzi, które użyte np. do skoszenia kwitnących " majówek ", też potrafią nieżle tymi zaschniętymi liśćmi, potrząsnąć...Pozdrawiam !
# artemida 24.04.2011 16:55
Mam Tomasza w rodzinie i stąd mój sceptycyzm w w/w temacie. Zobaczę na filmie to uwierzę...

# daath1 24.04.2011 17:26
....no i co z zającami czy z sarnami biegającymi po sadzie i po rosie??eeeetam ja jednak wole jaskółki !!!
# grzegorzb 24.04.2011 18:57
Co będzie jak ten film ktoś sprytnie zmontuje
# artemida 24.04.2011 19:40
Stary wróbel na plewy się nie nabierze. A Ździch nie podał trzeciego wymiaru zarodnika co nie pozwala obliczyć jego masy. 
# Zdzich 24.04.2011 19:46
Nie mam mikroskopu 3D więc trudno będzie z trzecim wymiarem :D
# Zdzich 24.04.2011 19:53
Artemido - po zastanowieniu doszedłem do wniosku,że możesz przyjąć, że askospor jest cylindryczny. Wielkiego błędu przy tych rozmiarach nie będzie :D
# jerzy45 24.04.2011 21:09

Zaczynacie już sobie tu robić  jaja !!! A, że jest to właściwy czas - czas Wielkiejnocy, to te jaja po oczach nie dają.  Jednak problem zaistniał i  po  tym "skrócie"  pracy  Anni w  temacie, co napisał koleś -  nie  jest to temat do drwin.  Temat jest na tyle poważny, że jego "powaga" wzbudza w kolegach śmiech.  Pomolog słusznie napisał, że holenderscy naukowcy, sadownicy, doradcy, to jedni wielcy "kombinatorzy." Ostatni dyskutowaliśmy o tym "cudzie" do mechanicznego cięcia...hehe.

Moim zdaniem jednak w tej całej pracy jest s ens i częściowa prawda. Jednak nie może ona być  tezą wiodącą. Możemy ją traktować jako ciekawostke. Nigdy, przenigdy nie zastosowałbym owej teorii w praktyce...

Nie mam do Ciebie Anniu żadnej pretensji, o przedstawienie tej teoretycznej tezy na tym portalu. Jednak mam pretensje o to, że zacytowałaś mój post i napisałaś, że wprowadzam kogokolwiek w błąd.   Ja w przeciwieństwie do kilku klakierów którzy tu wystąpili , którzy nawet nie wiedząc o co chodzi, dali upust swojej agresji  wobec mnie, moge podyskutować o danym problemie i przyznać nawet i częściową racje "temu szalonemu pomysłowi"...  

Pozdrawiam i życze mokrego (ale suchego z nieba  ...) dyngusa...  Padać może ale we wtorek, środe...


# pomolog 24.04.2011 22:31

Moment, moment Jerzy... nic takiego nie napisałem. Wręcz przeciwnie - mam kontakt z doświadczalnictwem w wymienionych przez Ciebie krajach i jestem pod wrażeniem i uznaniem ich pracy. Jedynie uważam, że należy rozmyślnie podchodzić do wyciąganych tam wniosków. Z uwagi na szereg różnic pomiędzy naszymi krajami (od okresu wegetacji, przez zupełnie inaczej przebiegające cykle chorobowe i liczbę pokoleń szkodników, po agrotechnikę - którą nie zawsze można idealnie dopasować do naszych warunków). Jednym słowem nie należy stosować bezkrytycznie i bezpośrednio przekładać wszystkich rozwiązań, zaleceń tam funkcjonujących. I tyle.

Pozdrawiam


# jerzy45 25.04.2011 12:14

Ja też sobie cenie dokonania tych krajów w produkcji owoców i związanej z tym nauki. Przecież wystarczy spojrzeć na ich owoce i wszystko jasne...  To jest wzór do naśladowania...

Oczywiście, że nie napisałeś, że to "kombinatorzy"... W Twych ustach natomiast  pojawiło się  - Holandia to "królestwo doświadczalnictwa".  W mym poście nie chodziło o kombinatorstwo w wykonaniu polskim, bo to najczęściej jest powodem do wstydu, a kombinatorstwie, które prowadzi do rozwoju i nowoczesności.  Nasze "kombinatorstwo przejawia się w przeróżnych dziedzinach. Jeden przykład - jak jechać ciągnikiem na trzech kołach...jak  z zielonego Goldena zrobić Mutsu...itp.  

To "kombinatorstwo" ma wiele wspólnego z "doświadczalnictwem"...jak nie można tak, to spróbujemy tak...I tyle. 


# jerzy45 25.04.2011 12:17
...daath1...Kombinowałeś z tymi jaskółkami i co ? Spocząłeś na laurach ?  Kombinuj dalej... :D
# daath1 25.04.2011 13:41
Nie tak całkiem spocząłem na laurach,nie od dziś wiadomo, że jak jaskółki nisko latają ,to zbliża się deszcz.Co to oznacza dla sadownika ?,to każdy powinien wiedzieć ,nic innego jak tylko mieć dobrze zabezpieczony sad przed spodziewaną infekcją .
# Melolontha 25.04.2011 20:59
Stary dowcip...  Mówi jaskółka do jaskółki...  Wiesz co ?  Chyba będzie deszcz, bo ludzie mówią że my nisko latamy...   Poniedziałek, godz. 21.00...  W okolicach Wrocławia grzmoty, błyskawice, pada... Pozdrawiam !
# jerzy45 25.04.2011 21:01
To ciesz się człowieku, że pada :) U mnie na polu, to saletra nie chce się rozpuścić...

# Melolontha 25.04.2011 21:16
jerzy45...Cieszę się, choć nie wiem czy będzie to taki deszcz który nawodni, czy tylko rozniesie choroby... Bo rozniesie na pewno nie tylko parcha, ale też brunatną zgniliznę drzew pestkowych na wiśniach, wszak Łutówka wejdzie chyba jutro w pełnię kwitnienia...I tu mamy mały problem... Czy tą Łutówkę pryskać i zabezpieczać jutro od rana / kwitnienie ! /, czy czekać aż do wieczora... Chyba raczej czekać, tylko czy to aby nie będzie już trochę za póżno ?...Pozdrawiam !
Zaloguj się aby dodać komentarz   

[drukuj]   [wyślj]