Owoce w szkole do wielkie nieporozumienie
Wraz z pierwszym dzwonkiem w szkole powraca temat „Szklanki mleka” i „Owoców w szkole”. Obie akcje, zarówno trwająca o wiele dłużej mleko, jak i z mniejszym stażem owoce nie zachwycają uczniów, jak również szkoły.
Dużo piszemy (jak również dużo akcji promocyjnych i pieniędzy wkładanych jest w promocje i naukę „od małego” spożywania owoców (zdrowego odżywiania). Wspomnieć można akcję „
Polskie jabłko wysokiej jakości ” który ma rozpocząć się jesienią tego roku. Ale co z „Owocami w szkole” Czy skorupka nasiąknie tym na starość… czy niedaleko pada jabłko od jabłoni...
- Dzieci dostawały po brudnym jabłku lub brudnej gruszce i zafoliowane plasterki marchewki, czasem z papryką. Niechętnie to jadły - mówi Jolanta Wolny z Zespołu Szkół nr 3 w Dąbrowie Górniczej.
- Zestawy owoców i warzyw były mało urozmaicone - dodaje Bożena Murek, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 45 w Bytomiu.
- Uczniowie powinni dostać codziennie kubek świeżego soku z owoców lub warzyw, a nie zwiędłą marchewkę. Wtedy ta akcja będzie miała sens. Gimnazjalistom można zaproponować też, na przykład, jogurty. Trzeba tylko się postarać. Zdaniem radnej Tychów Urszuli Paździorek-Pawlik, z zawodu lekarza, sposób realizacji programu "Owoce w szkole" to wielkie nieporozumienie. czytam na stronach slask.naszemiasto.pl
Co na tę krytykę ci którym winno zależeć na tym by najwięcej sprzedać?